EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







JUSTYNA ŻELAZO

Po wielkim wstrząsie...
czyli gwarantuję, że żaden facet nie będzie się nudził


O powieści Edwarda Guziakiewicza „A jeśli jutra nie będzie”

      Do czytania książek z gatunku science fiction nikt nie musi mnie namawiać. Dlaczego? To oczywiste, że odrywają od rzeczywistości, kreują nowe światy, wpadają na niezwykłe międzygwiezdne tory, po których autorzy toczą życie swoich niecodziennych bohaterów. Jest jednak jeszcze coś. Coś co decyduje o tym, że każdego roku w moje ręce wpada kilka pozycji z tego gatunku. Lubię dowiadywać się, jaka będzie przyszłość.
      Zwariowałam? Być może. Wystarczy jednak przeczytać kilka starszych książek z fantastyki naukowej i obejrzeć choćby „Powrót do przyszłości” Roberta Zemeckisa, by zobaczyć jak wielką moc ma ludzka wyobraźnia. Wystarczył sugestywny obraz latającej deskorolki, by tysiące ludzi na całym świecie zarażonych tym pomysłem przez lata dążyło do tego, żeby ją stworzyć. Nieważne z jakim skutkiem! Jestem pewna, że płaskie, dotykowe ekrany naszych komputerów, otwierane samoczynnie drzwi, okulary VR, samobieżne samochody od Google czy inne użyteczne cudeńka powstały najpierw w głowach pisarzy science fiction.
      Po powieść Edwarda Guziakiewicza „A jeśli jutra nie będzie” sięgnęłam właśnie w poszukiwaniu przyszłości. Ku mojemu zaskoczeniu powitał mnie rok 2014, który jako jedyny w historii zdarzył się... dwa razy. Nikt już nie pamięta tego pierwszego, bowiem żyjemy w rzeczywistości powstałej po kosmicznej korekcie czasu.
      Wypadki roku 2014 rozpoczynają się od zdarzenia z pozoru błahego. Ot, zachwycony bogactwem flory i fauny przybysz z kosmosu odkrywa na Ziemi jeszcze jeden nieszczęsny gatunek — ludzi. Zdegustowany ich sposobem życia postanawia unicestwić ludzkość, pozostawiając tylko garstkę starannie wyselekcjonowanych okazów. Armagedon przebiega cicho i skutecznie, zamieniając ciała nieszczęśników w kupki czerwonawego prochu.
      Jednym z ocalałych na Florydzie jest Oscar Moore — trochę niepewny siebie dziewiętnastolatek. Ocalała też grupka jego znajomych z kółka ekologicznego. Jesteśmy świadkami pierwszego tygodnia po tzw. wielkim wstrząsie, kiedy przyzwyczajeni do lekkiego stylu życia nastolatkowie próbują po omacku zaadoptować się do nowych, całkiem zresztą niezgorszych warunków, żerując na resztkach wybujałej niegdyś cywilizacji. Na pierwszy plan wysuwa się nowa „rodzina” Oscara, założona na niecodziennych, poligamicznych podstawach. Zostajemy też wtajemniczeni w plan ratowania naszej cywilizacji, znany tylko pewnemu niezwykłemu szamanowi i jego majańskim bogom. Dowiadujemy się też, co takiego skrywa sypialnia pięknej Rity Bennett.
      „Trzeba to przeżyć, jakby jutra miało nie być!” — deklarował niegdyś w swojej piosence popularny raper Tede. I właśnie taka jest powieść „A jeśli jutra nie będzie”. Bohaterowie biorą z życia pełnymi garściami, poruszając się w świecie, w którym najdroższe samochody stoją bezpańskie na ulicy, a ciuchy znanych marek wystarczy wziąć z wieszaka w opuszczonym sklepie.
      W trakcie czytania przychodziły mi do głowy luźne skojarzenia z częstym wątkiem występującym w japońskich komiksach dla nastolatków — mangach z gatunku harem, które cieszą się niesłabnącą popularnością na całym świecie. Ich fabuła opiera się na relacjach jednej postaci męskiej i kilku kobiet lub odwrotnie. Mimo, że w powieści Guziakiewicza głównym bohaterem jest Oscar, to jego postać jest tylko tłem dla naszkicowania wyraźnych i pełnych życia charakterów dziewczyn, z których każda ma inny temperament i sposób patrzenia na relację z mężem.
      Osobną kwestią pozostają intrygujące nawiązania powieści do teorii tzw. „Nowego Porządku Świata”. Jeszcze do niedawna pojęciem tym określany był porządek międzynarodowy powstały po zimnej wojnie. Dziś NPŚ odnosi się do prób utworzenia nowego ładu społecznego, który miałby być zaprowadzony przez eksterminację przeważającej części społeczeństwa. W wirtualnej rzeczywistości krąży wiele pogłosek, jakoby na lotnisku w Denver umieszczone były malowidła przedstawiające planowany Armagedon i następujący po nim nowy wspaniały świat. Nowy Eden. Właśnie taki, w którym znaleźli się bohaterowie „A jeśli jutra nie będzie”. Pikanterii może dodać fakt, że autorem malowideł jest Leo Tanguma — artysta z plemienia Majów, a na jednym z nich mała dziewczynka trzyma tabliczkę z majańskim kalendarzem, do którego nawiązania można odnaleźć także w książce! Czytelnikowi pozostawiam odpowiedź na pytanie czy wszystkie te niezwykłe powiązania są dziełem przypadku, czy powstały wskutek kosmicznej korekty czasu...
      Książkę polecam wyłącznie młodym szukającym wrażeń mężczyznom. Jest napisana dla tej starszej części nastolatków, a przeważająca jej część obejmuje relacje w barwnym haremie, złożonym z szukających pocieszenia ślicznotek. Gwarantuję, że żaden facet nie będzie się tu nudził!

Justyna ŻELAZO



11.06.2017 :: 19:28
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Sekrety kobiecej szafy


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Kilka kartonów z jej rzeczami było gotowych do wzięcia. Żywiołowa Natasha miała jednak obawy, czy jej rówieśnica dobrze wybrała. Przeglądała odłożone ubiory, z krytycyzmem wyrażając się o przygotowanych przez nią betach. Przeważały ciuchy wygodne, ale znoszone, a przy tym nieciekawe kolorystycznie. Wyciągnęła z pudła długą pudrową sukienkę z tradycyjną koronką. Skrzywiła się i z niesmakiem rzuciła ją za siebie. Ten sam los spotkał kilka innych części garderoby.
      Następnie nimfetka bez żenady dobrała się do szafy. Przesuwała wieszaki, oglądając to, co Miley zamierzała zostawić. Wyjęła szałową sukienkę na ramiączkach.
      — Rewelacyjna. Idealnie do ciebie pasuje.
      — Co ty? Nigdy w niej nie wychodziłam. Przecież przez nią wszystko widać — zaoponowała Miley.
      W drugiej ręce trzymała dwie inne kiecki.
      — To też trafione kreacje.
      — Chyba żartujesz? Całe plecy są na wierzchu.
      — To po co je kupowałaś?
      — Chodziłam po sklepach z koleżankami i one mi wybrały. Nie miałam innego wyjścia.
      — Zwiewne pareo. Super! Też bierzemy.
      — Nadaje się tylko na plażę — młódka złożyła błagalnie dłonie.
      — A te bambetle puszczalskiej, w których do nas przyszłaś?
      — To Jenny wpadła na ten pomysł, nie ja. Zwaliła na mnie, ale to nieprawda. One nie były z mojej szafy.
      — Weź przykład ze swojej imienniczki, Miley Cyrus! — parsknęła Natasha.
      — Nie mówisz poważnie. Miałabym tak szokować?
      — Dziewczyno, kiedy ty się urodziłaś? Nie ma się co boczyć. Szpary powinny pokazywać piersi, bez względu na to, czy je mają, czy nie.

02.10.2015 :: 10:45
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Bez lustra ani rusz


      Tematu lustra jako największego wynalazku wszechczasów dotknąłem na ownlogu, kiedy pracowałem nad powieścią „Zdrada strażnika planety”. Lustro przywołuję również przy różnych okazjach w powieści „A jeśli jutra nie będzie”, bo przecież nie sposób bez niego się obejść w życiu codziennym:

1.
      Oscar rankiem skrył się pod prysznicem, obejrzał w lustrze swoją gładką twarz, póki co nie wymagającą maszynki do golenia, zjadł w kuchni płatki z mlekiem, założył wygodne dżinsy i koszulę z cienkiej flaneli, przeniósł się do garażu i wyprowadził srebrne volvo matki.
2.
      Obrzuciła go uwodzicielskim spojrzeniem. Pod powłoką delikatności krył się jej nieugięty charakter.
      — I jak? — potrząsnęła furą kasztanowych włosów, a jej oczy się zaśmiały. — Mogłabym pracować przy słupach telegraficznych, dosięgłabym rękami…
      Pieszczotliwie objął ją w pół i oczarowany spojrzał w lustro. Prosta jak świeca, szczuplutka lolitka w tych sandałach była wyższa od niego o ponad pół głowy, co sprawiło, że poczuł miły szmer w sercu. Jej wzrost działał na niego jak afrodyzjak.
3.
      Niezastąpiony geniusz komputerowy był tak zaniedbany, że nawet lustro wstydziłoby się pokazać w jego towarzystwie. Obywał się bez mydła, szamponu i czystych ręczników.
4.
      Ich oczy się spotkały.
      — Wyobrażałaś sobie swój ślub, gdy byłaś młodsza?
      Przytaknęła.
      — Kiedy miałam dziesięć lat, o tym marzyłam. Stroiłam się przed lustrem. Kryłam się za śnieżnobiałymi koronkami. Myślę, że wiele dziewczyn w moim wieku zachowywało się podobnie.
5.
       Na chwilę zaszył się w łazience. Oglądał kosmetyki, miała ich moc, jego matka tylu nie kupowała. Wisiały ręczniki i szlafrok Rity. Pomadką do ust wymalował na lustrze serduszko. Potem wspiął się po schodach na piętro.
6.
      Oscar podniósł się, wstrząśnięty tym, co powiedziała i z przestrachem obejrzał dłonie, jakby w poszukiwaniu chorobowych zmian na skórze. Pomyślał, że od tej chwili będzie niespokojnie sprawdzać w lustrze, czy nie rosną mu kły wampira.
7.
      Potem Angelina przysłała mu esemesa z tekstem „Kocham cię!” A w chwilę później dorzuciła swoją śliczną fotkę, pstrykniętą komórką w lustrze. Była w stroju pielęgniarki. Podniosła go tym na duchu, bo towarzyszyły mu smętne myśli.
8.
      Przez chwilę czuł się nędznym przybłędą w świecie pięknych kobiet. Miał zamęt w głowie. Umył twarz w łazience, wstydząc się spojrzeć w lustro. Superwirus wywołał prawdziwe spustoszenia, a wartości, które mu starzy wpoili, starając się wychować go na porządnego człowieka, przestały cokolwiek znaczyć. Wszystkie podeptał.
9.
      Nie wytrzymał i też zaczął się śmiać. To było zaraźliwe.
      — Jutro będą… truskawki w czekoladzie — rozhasana Emily psotliwie podpowiedziała dzikusce.
      Wstał i wyniósł się do łazienki. Po drodze jeszcze usłyszał, że jego miny są niezwykle spektakularne. Obejrzał się z uwagą w lustrze, umył twarz i wytarł się grubym ręcznikiem. Usiłował sobie wyobrazić swą dumną fizys ze ściekającymi truskawkami. Zabawnie wyglądałby na fotografii. Na szczęście, nie zdążyły mu pstryknąć zdjęcia komórką. Nie wyobrażał sobie, że mógłby wydusić przeprosiny ze słodkiego gardziołka młodziutkiej złośnicy.
      Przy okazji odruchowo zbadał, czy nie zamienia się w zombie i czy nie rosną mu kły wampira. Codziennie z duszą na ramieniu szukał niepokojących zmian na skórze, kiedy zajmował się toaletą. Pamiętał o ostrzeżeniu Nikki.



29.09.2015 :: 09:45
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Witajcie, brzydule!


      Piszę już nową powieść SF „Enbargonki”, ale nie przestałem uzupełniać poprzedniej, noszącej tytuł „A jeśli jutra nie będzie”, więc w efekcie pracuję równocześnie nad dwoma utworami. A oto fragment uzupełnionej właśnie sekwencji z tej ostatniej powieści:

      Dotarł do lekko zakurzonego filmu „Caveman” z 1981 roku. Była to zabawna komedia o nierozgarniętych jaskiniowcach. Zaczął szukać skojarzeń. Czy przypadkiem po ataku wirusa nie zagrał w nich pierwotny instynkt i nie odezwała się potrzeba budowy plemiennej wspólnoty? Z błyskiem w oku uznał, że było to pytanie godne uwagi. Małpy też żyły w stadach. Człowiek prymitywny, aczkolwiek nie cieszący się wybitną inteligencją, doskonale wiedział, że powinien szukać azylu w wiosce i szczepie. Wygnanie, poza śmiercią, kalectwem i ciężką chorobą, było największym nieszczęściem, jakie mogło go spotkać. Na co dzień otoczony kobietami i dziećmi, trzymał się pobratymców, z którymi ruszał do walki i polował na dzikie zwierzęta, ptaki i ryby. Razem mogli mierzyć się z przeciwnościami losu, a życie w pojedynkę nie wchodziło w grę. W starożytności egzystencja poza rodziną i klanem też była praktycznie niemożliwa. Nie inaczej działo się później, aż po czasy współczesne. Pustelnicy należeli do rzadkości. A co po ataku superwirusa? Skoro pękły dające poczucie bezpieczeństwa więzi rodzinne, przyjacielskie, szkolne i zawodowe, bo nikt z bliskich nie przeżył, należało czym prędzej stworzyć nowe i na nich się oprzeć. Wypełnić nimi powstałą próżnię. Bez zakotwiczenia w grupie człowiek nie mógł się obyć. Dojmująco czuł, że bliskość innych jest dla niego równie ważna jak oddychanie, jedzenie i picie. Nie nadawał się na rozbitka, skazanego na wegetację na bezludnej wyspie. Nawet jeśli znakomicie opanowałby sztukę przetrwania, jak grany przez Sylvestera Stallone’a weteran z Wietnamu, bohater filmu „Rambo: Pierwsza krew”.
      Otworzyły się drzwi do kuchni i usłyszał radosne piski dziewcząt.
      — Oskarze, chodź zobaczyć! — zawołała Emily.
      Poczuł gorące łzy napływające mu do oczu. Były przy nim bezpieczne i wracała im beztroska. Nieświadomie sprawiał, że miały ochotę się śmiać, a ich świat stawał się znowu pełen światła i ciepła. Czy to grzech być optymistą i bujać w obłokach? Koił ich ból, nie pojmując, dlaczego mu się to udaje. Radość i smutek mogły iść w parze. „Mężczyzna jest czynnikiem stabilizującym w grupie złożonej z kilku kobiet!” — autorytatywnie wyszeptał w jego głowie cichy głosik.
      Odłożył płyty, podniósł się i zajrzał do kuchni. Natasha stała przy Angelinie i Emily, oceniając wyniki swojej pracy. Trzymała w ręku pędzel do makijażu.
      — Witajcie, brzydule! O, przepraszam! — przekrzywił głowę z uznaniem. — Cofam, co powiedziałem. Wyglądacie rewelacyjnie, jak gwiazdy z Hollywood, prawdziwe celebrytki. Powinnyście znaleźć się na wybiegu. Szkoda, że nie ma tu jupiterów i kamer. — I zaraz dodał: — Dajcie aparat, zrobimy sesję zdjęciową!
      Natasha skwapliwie podała mu smatfon. Skupił się na zbliżeniach ich twarzy.
      — Super! Jeszcze jedno ujęcie! — pstrykał zdjęcie za zdjęciem. — Fantastycznie! — zachowywał się jak profesjonalny fotograf, przejęty do głębi swoją pracą. Wreszcie orzekł: — Chyba już dosyć.
      — Czy to będzie do „Playboya”? — z łobuzerskim uśmiechem zapytała Angelina.
      — Nie, do magazynu „People” — odpowiedział ze śmiertelnie poważną miną. Znał się na rzeczy. — Do „Playboya” zrobimy sesję późnym wieczorem — żartobliwie obiecał.
      — Wolałabym do „Penthouse” — z rozkapryszoną miną rzekła Emily.
      Były cudownymi dziewczynami i chciało się dla nich żyć. Z żalem sobie uzmysłowił, że oprócz siebie nie mają na świecie nikogo. Stanowili udaną rodzinę. To jedyne, co im pozostało. Pominąwszy okazyjną pracę, którą cieszyły się Emily i Angelina.
      — Wiesz, co? Możemy przebić ci ucho i założyć złoty kolczyk — figlarnie kusiła Natasha, wodząc palcami po jego policzku.
      Skrzywił się. Miał ochotę rzucić, że to dobre dla krów, ale nie chciał się kompromitować.
      — Innym razem — powiedział.


17.09.2015 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


A jeśli jutra nie będzie?


      Powieść „A jeśli jutra nie będzie” jest już zasadniczo gotowa. Wyszło ponad 270 ss znorm mpsu. Niemniej jednak wciąż przychodzą mi do głowy pomysły na różne drobne uzupełnienia, więc pewnie jeszcze przybędzie trochę tekstu.
      Powieść ta należy do nurtu postapokaliptycznego w fantastyce. Akcja toczy się współcześnie w USA. Po ataku zabójczego wirusa z kosmosu przy życiu pozostaje niespełna dwa procent ludzi na Ziemi. Czy to kres cywilizacji? Co z pozostawionymi bez obsługi elektrowniami atomowymi? Nastolatki z Florydy usiłują przetrwać w obliczu totalnego zagrożenia i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Głównym bohaterem jest Oscar Moore, uczeń szkoły średniej w West Palm Beach. Towarzyszą mu rówieśnicy. Pozostali przy życiu nieliczni starsi mieszkańcy miasta, których wirus oszczędził, organizują się, by stanąć na nogi. Na pierwszy rzut oka radzą sobie całkiem nieźle. Powstają komitety ocalenia publicznego.
      Powieść ma także drugie dno. Wiąże się ono z kalendarzem Majów i zapowiadanym przez nich czwartym końcem świata, który miał przypaść 21 grudnia 2012 r. Otwiera ją żartobliwa informacja, następującej treści: „Opisywane tu wydarzenia miały naprawdę miejsce, jednak wskutek kosmicznej korekty czasu nikt ich nie pamięta.”
      Akcja toczy się w dniach od 7 do 16 kwietnia 2014 r., a następnie — po owej korekcie czasu — znowu od 7 kwietnia.




05.09.2015 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Anielskie dziewczę


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Miley usiłowała zatrzeć pierwsze niefortunne wrażenie i wywinęła numer, którego nikt się nie spodziewał. Rozległ się gong, a Emily otworzyła drzwi. Stół w salonie był przygotowany do kolacji.
      Jenny zaraz po wejściu próbowała się usprawiedliwić.
      — Sorry — z zakłopotaniem rzuciła, wskazując na swą młodszą koleżankę. — Uparła się. To był jej kaprys.
      Niewinna blondyneczka dawała po oczach swoją powierzchownością. Nie brakowało jej tupetu. Zrzuciła anielskie skrzydła i wykreowała się na krzykliwą uliczną prostytutkę, jakby wybierała się na zwariowany bal kostiumowy. Oscar oniemiał z wrażenia, kiedy wszedł do salonu i ujrzał jej wulgarne ciuchy. Szpara miała na sobie kusą czerwoną spódniczkę, a do niej czarną koronkową bieliznę, w tym samym kolorze pończochy w siatkę, wysokie szpilki i lśniącą różową perukę. Ekstremalną bieliznę zdobiła pasująca do niej biżuteria, a wściekły ostry makijaż, nie mówiąc o koszmarnych tatuażach, dopełniał obrazu całości. W ręce trzymała małą torebkę. Wyglądała wyzywająco i wydawało się, że o niczym innym nie marzy, jak tylko o tym, by złapać klienta i obciągnąć mu fiuta na fotelu samochodu. Brakowało jedynie czerwonej latarni.
      Angelina zachichotała.
      — Też bym tak mogła — cicho rzuciła do przyjaciółki.
      — Spoko, każdy się ubiera, jak chce — stanęła w jej obronie ustępliwa Emily.
      — Ale to nie wszystko — usłużna Jenny usiłowała wywiązać się z niecodziennego zadania, które zleciła jej gwiazdeczka. — Ona chce was na dzień dobry zapoznać ze swoim krótkim ideowym manifestem. Innymi słowy, pragnie się przedstawić.
      Zamilkli, nie mając pojęcia, co anielskie dziewczę wymyśliło. Tymczasem młoda aktoreczka wyjęła zapalniczkę i napoczętą paczkę cameli. Można było odnieść wrażenie, że stoi przed kamerami. Zapaliła papierosa i mocno się zaciągnęła. Nie zakrztusiła się. Wydmuchała dym przez nos. Potem zakręciła torebką, rozstawiając szeroko nogi i bezczelnie rzuciła w twarz Oscarowi:
      — Niezły z ciebie przechuj, ale się nie martw, zrobię ci dobrze. Niektóre dziewczyny wypluwają, a ja połykam!
      To było wszystko. Zaczepna sekwencja dobiegła końca, zaś słodka Miley zamarła, czekając na oddźwięk. Jeszcze raz odważnie zaciągnęła się papierosem, wydmuchując dym z taką miną, jakby paliła nałogowo od kołyski.
      Angelina nie wytrzymała i wybuchła niepohamowanym śmiechem. Ubawiła ją do łez ta prowokacja. Jednak mimo szokujących wysiłków nie udało się dzierlatce pozbyć wrażenia sielskiej niewinności. Ku zdumieniu Oscara Natasha też pokładała się ze śmiechu. Pierwszy raz widział ją tak rozochoconą.
      Chłopak uznał, że nie powinien dać się zapędzić w kozi róg i zdecydował wcielić się w rolę, którą mu narzuciła. Odruchowo palnął więc, markując złość:
      — Nie zamawiałem żadnej zajebistej szmuli. I nie zapłacę. Chyba że obciągniesz mi za darmo!
      Zrozpaczona Miley zerknęła na Emily, szukając u niej ratunku. Nie takiej reakcji się spodziewała. Dostrzegła jej zachęcający gest, więc odważnie się odgryzła:
      — Za darmo to sobie możesz sam obciągnąć, frajerze!
      Kolejny wybuch śmiechu był nagrodą za tę zwariowaną ripostę.
      — Co za talent? Brawo! — Angelina stanęła po jej stronie. — Powinnaś grać w filmach dla nastolatek. Ashley Rickards nie byłaby lepsza.
      — To fakt, strzeliła jej tekstem z serialu „Inna” — potwierdziła Natasha.
      Jednak Emily uznała, że powinni z tym skończyć. Tym bardziej, że Oscar znowu otwierał usta.
      — Dość tego — postanowiła.
      Podała jej popielniczkę, pomagając zgasić papierosa. Natasha zdążyła zrobić kilka zdjęć pozującej podfruwajce. Posłużyła się swoim różowym smartfonem.
      Do Oscara dotarło, że Miley będzie go zaskakiwać nie gorzej od smerfetki. Dziewczyna miała ikrę i nie dawała się odstawić w kąt. Rozumiał, o co jej poszło. Potraktował ją lekceważąco po nabożeństwie w kościele baptystów, zatem zdecydowała się odegrać. Inna sprawa, że dostała już kosza od faceta Jenny za swój niewinny wygląd, więc rozpaczliwie stawała na głowie, by to się nie powtórzyło. Za wszelką cenę chciała pokazać, że potrafi być wredną suką.


01.09.2015 :: 08:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


I jeszcze raz tajemniczy szaman


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Ku zdumieniu Oscara Katie się odnalazła. Nie było jej ponad tydzień i chłopak ostatecznie pożegnał się z myślą, że czarnulka z sąsiedztwa wróci i odezwie się do niego. Zatelefonowała z samego rana. Kiedy usłyszał, że to ona, czym prędzej zerwał się z łóżka. Odniósł wrażenie, że przybyła z zaświatów. Zapraszała go do siebie, a przeczucie mu mówiło, że ma mu coś ważnego do powiedzenia. Zostawił słodką Miley pod opieką nudzącej się Natashy i nie czekając na śniadanie, pojechał na stare śmieci. Nie zauważył jednak jej buicka przed domem. Stał tam srebrny chrysler, który z niczym znajomym mu się nie skojarzył. No, ale samochody można było sobie teraz zmieniać codziennie. Większość z nich nie miała właściciela.
      Wszedł do jej domu i ciekawie zajrzał do salonu.
      — Hej! — zawołał.
      Czarnulka kręciła się po kuchni, odziana jedynie w skąpe bikini. Błysnęły jej oczy, kiedy go ujrzała. Podszedł do niej, jakby chcąc się upewnić, że wzrok go nie myli. Dotknął jej ramienia. Odniósł wrażenie, że odrobinę schudła.
      — Zjesz śniadanie? — jak gdyby nigdy nic zapytała. Miał na sobie krótkie szorty, więc z uwagą zlustrowała jego pokryte drobnym owłosieniem nogi.
      Usiadł przy dębowym stole, czekając aż się uwinie.
      — Co robiłaś przez cały tydzień? — zapytał.
      O dziwo, była skłonna do składania wyjaśnień.
      — Pojechałam do Miami z prochami rodziców, a stamtąd do rezerwatu Indian Miccosukee na mokradłach. Mam tam starszego od siebie kuzyna. W rezerwacie przebywa stary indiański czarownik, wierzący w różne majańskie przepowiednie.
      — Indianin? Ten, którego uwieczniłaś na sztychu w twojej sypialni? — rzucił domyślnie.
      — Mhm! On ci się z czymś kojarzy? — zapytała ostrożnie.
      Potwierdził bez wahania.
      — Chyba ma dar bilokacji, bo pojawił się u nas aż dwa razy.
      Przez chwilę wpatrywała się intensywnie w jego twarz, jakby się zastanawiając, co może mu powiedzieć, a co nie.
      — To prawda, ten szaman ma dar bilokacji — potwierdziła z najwyższą powagą. — Cieszy się też posiadaniem szeregu innych nadzwyczajnych uzdolnień. Nawet potrafi uzdrawiać. — A widząc, że chłopak słucha, kontynuowała: — Może cię to rozśmieszyć, ale on głęboko wierzy, że jesteś wybrańcem, zdolnym uratować świat przed zagładą.
      Chłopak niepewnie się roześmiał. Czegoś takiego się nie spodziewał.
      — Serio?
      Podała mu podgrzaną pizzę i przyniosła zimne piwo. Potem usiadła na krześle, dokładnie tak, jak w nocy z pamiętnego poniedziałku na wtorek.
      — Serio — odrzekła.
      — A jak mam to zrobić? Jak mam uratować świat?
      — Chce, żebyś poleciał na wyspę. Tę wyspę. Nazywasz ją podobno w myślach wyspą nadziei.


23.08.2015 :: 10:15
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


O bogach z kosmosu


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Szukamy obcych między gwiazdami, a nie widzimy śladów, które pozostawili na Ziemi. Najczęściej zamiatamy ten temat pod dywan...

      Myślącym ludziom trudno było odrzucić tezę, że przed wiekami kosmici przybyli na Ziemię, bowiem świadczyły o tym aż nadto pozostawione przez nich ślady. Dowodziła tego ponadprzeciętna wiedza Majów oraz ich biegłość w dziedzinie matematyki i astronomii. Potwierdzała to niespotykana architektura majańskich miast i innych budowli. Unaoczniały to gigantyczne rysunki między dzisiejszymi ośrodkami Nazca i Ica w południowo-zachodniej części Peru. Świadczył o tym niezwykły sarkofag najwybitniejszego władcy Majów, Pakala, odkryty w prekolumbijskim Palenque. Któryż to z pradawnych królów — prócz niego — był przedstawiany za sterami statku kosmicznego? Czy należało szukać czytelniejszych świadectw? Było ich zresztą bez liku. Katie znała te fakty i związane z nimi hipotezy. Erich von Däniken nie ukrywał, że bogowie przybyli na Ziemię. Nawet określił datę ich przylotu. Brakowało mu jednak dowodów na to, że zagadkowi kosmici pozostali dłużej na tej planecie. I że nigdzie stąd nie odlecieli.

19.08.2015 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Sekrety Oscara i Katie


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — To była koronkowa robota — ciągnął dalej Jacob. — Siedzieliśmy nad tym kupę lat. Oglądałeś film „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego? — zapytał i nie czekając na odpowiedź kontynuował. — Kiedy główkowano nad poczęciem wybrańca, też miały miejsce czary-mary. Ale szczegółów nie znam.
      Katie zadrżała po tych słowach. Poczuła, że nagle zrobiło jej się zimno. Odniosła wrażenie, że jest sam na sam z ogromnym aligatorem i że nie ma dokąd uciec.
      — Słyszałem — skwitował Aaron.
      — Ten chłopak jest kimś w rodzaju medium, czy raczej klucza, zdolnego wyzwolić kosmiczną energię z rezerwuaru, ukrytego w tej górze — podsumował. Potem zamilkł. Uznał, że powinien zakończyć tę rozmowę, bo zorientował się, że przestraszył dziewczynę.
      Kiedy pożegnał się i odszedł, bezradna Katie rzekła do Aarona:
      — Jak mam przekonać Oscara? Jeśli mu o tym wszystkim opowiem, puknie się wymownie w czoło i zacznie kalkulować, ile musiałby wypić piw, żeby mi uwierzyć. Uzna, że to wierutne brednie…
      — Nie wpadaj w panikę. Mamy czas, żeby się do tego przygotować.
      Gdy zostawił ją samą, poczęła się zastanawiać, do czego naprawdę mogła być potrzebna Oscarowi. I po co miałaby się z nim wspinać na tę pieprzoną górę. Przypomniała się jej biblijna opowieść o Abrahamie i jego jedynym synu, Izaaku. Od zarania dziejów szczyty górskie były miejscem składania ofiar. I to nierzadko z ludzi. Celowali w nich Aztekowie. Może niczym dawni kapłani Oscar miał jej na tej wyspie w ponurym indiańskim rytuale wydrzeć serce z piersi i jeszcze bijące triumfalnie oddać bogom słońca? „Zostaniesz kobietą bez serca!” — zachichotał w jej głowie złośliwy głosik.
      — Boże, to straszne! — wyszeptała. Nie rozumiała, dlaczego opadły ją ponure myśli.
      Swe serce straciła dla niego bez reszty. Zabujała się w nim, kiedy pojęła, że jest wybrańcem dawnych bogów. Oscar odkrył jej uczucia, gdy przeglądał sztychy stojące przy ścianie w jej sypialni. Która dziewczyna rysowałaby namiętnie siebie i chłopaka we wszystkich możliwych pozycjach Kamasutry, gdyby nic do niego nie czuła?
      Wrócił jej nagle przed oczy oglądany przed kilku laty film „Apocalypto” Mela Gibsona. Była daleka od tego, by wierzyć w pełen okropności obraz Majów, groteskowo przerysowany w tej głośnej produkcji, ale i tak przeszły ją ciarki. Licho nie spało. Może nie powinna była towarzyszyć Oscarowi w wyprawie na Górę Wyzwolenia? Czy musiała się na nią wdrapywać? Czy nie byłoby bezpieczniej pozostać z tyłu?


11.08.2015 :: 16:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Szaman i superwirus


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Dopiero gdy ujrzała stuletniego czarownika, pojęła, że dzieją się rzeczy niepojęte. Otaczany szacunkiem starzec z samozaparciem walczył z niewidocznym gołym okiem superwirusem. Siedział ze skrzyżowanymi nogami przed drewnianym domostwem na palach, za cały strój mając jedynie szeroką przepaskę biodrową i kiwał się, mocując ze złowrogim przeciwnikiem. Zmagał się z obcym zarazkiem, nie chcąc się poddać. Nie zamierzał ustąpić z placu boju i opuścić rąk. Jego ciało schło i rozsypywało się w pył, jak ciała wszystkich, których posępny mikroorganizm wysłał na tamten świat, ale potem cudem powracało do życia. Drobne szczątki podrywały się i wirowały, a Indianin odzyskiwał ludzką postać. Jego wychudłe piersi, naznaczone wystającymi żebrami, zaczynały znowu oddychać. Nadnaturalne zdolności szamana zdawały się nie mieć granic. Wytrwale modlił się do majańskich bogów i dzięki nim się odradzał. Podnosił się z prochu ziemi. Zmartwychwstawał. Potem znowu ulegał, jakby nie miał dość sił, by oprzeć się ponurej mocy. Po każdym niepokojącym odpływie następował jednak budzący nadzieję przypływ.
      Aaron, który przywiózł Katie do pustelni na mokradłach, chciał, by to zobaczyła na własne oczy.
      — Walczy tak już dwa dni — szepnął jej do ucha. — Jeżeli do jutra nie odniesie zwycięstwa, nadejdzie nasz koniec.
      — Wierzysz, że sobie poradzi?
      Skinął głową.
      — Wierzę. Zostań z nim i wspieraj go. Byłaś wystarczająco długo w pobliżu wybrańca, by zyskać coś z jego skrytej władzy i niezmierzonej potęgi. To mu może pomóc.
      Zarumieniła się, gdy to usłyszała i spuściła głowę. Skryła oczy pod furą włosów. Zastanawiała się, czy nie powinna zdradzić Aaronowi, że przespała się z tym niezwykłym chłopakiem i że zdążyła się z nim zaprzyjaźnić. Jednak zdecydowała, że zwierzenia odłoży na później. Były zbyt osobiste, by mogła się nimi z każdym dzielić.

03.08.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Starzec z mokradeł


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Wróciłem do początku powieści i zająłem się wątkiem pobocznym, jednak decydującym dla całości utworu. Fantastyka ma swoje prawa, więc finałem wstrząśnie... tajemniczy kalendarz Majów.

      Katie minęła Boca Raton, Pompano Beach, Fort Lauderdale i Hollywood. Dotarła do Miami. Przecięła centrum miasta i skierowała się na południowy zachód. Pokonanie wynoszącej blisko osiemdziesiąt mil odległości zajęło jej dwie godziny. Wszędzie witała ją pustka. Oglądała rozbite samochody i pozostałości po karambolach. Po drodze musiała zatankować, ale sobie poradziła. Zatrzymała buicka przed wejściem do Charlotte Jane Memorial Park Cemetery. Dotarła do celu podróży. Cmentarz miał ponad sto lat i na nim pochowano dziadków Katie. Zwłoki grzebano płytko na wypadek powodzi. To miejsce spoczynku zmarłych było dosyć dobrze znane i ponoć zainspirowało nawet Michaela Jacksona. Jednak dziewczyna nie przywiozłaby tutaj rdzawych prochów rodziców, gdyby nie to, że zatelefonował do niej jej kuzyn Aaron. Była zdziwiona, że jeszcze żyje. Szybko się umówili i nie wahała się ani chwili. Kuzyn chciał, żeby przyjechała przed południem, bo potem musiał wracać do siebie. Po upojnej nocy Oscar rankiem opuścił dom Katie, więc się z nim już nie zobaczyła, a tylko zostawiła mu kartkę na stole w kuchni.
      Aaron był półkrwi Indianinem. Mieszkał na bagnach, zbratany ze szczepem, celebrującym dawne zwyczaje Majów. Miał czekać na nią na cmentarzu. Jej babcia była i jego babcią. Stał teraz w swoich ulubionych ciuchach przy rodzinnym grobowcu skrytym pod rozłożystym drzewem niczym pod baldachimem. Miał na sobie kraciastą koszulę z cienkiej flaneli, wranglery i pasek z bogato rzeźbioną srebrną klamrą, a do tego stylowe buty. Na jego głowie widniał zniszczony kowbojski kapelusz, spod którego spływały sięgające aż do ramion idealnie proste włosy o barwie onyksu. Jego spojrzenie mówiło, że siła człowieka bierze się z życia w harmonii z naturą. Przyjezdna bardzo przeżyła to spotkanie. Wpadła mu w ramiona i rozszlochała się na dobre. Aaron był twardy, rzadko okazywał uczucia, jednak tym razem objął ją i przytulił. Również w jego oku zakręciła się łza. A poza tym miał jej dużo do powiedzenia.
      Kuzyn pomedytował przy prochach jej rodziców oraz przy szczątkach dziadków, a potem zaprosił ją do Miccosukee Indian Village. Szosa biegła na zachód, a dojazd do wioski zajmował około czterdziestu minut. Pojechała za nim swoim buickiem. Była bardzo głodna, więc zatrzymali się przy napotkanej meksykańskiej restauracji. Musieli sami się obsłużyć. Aaron urzędował w kuchni, kręcąc się przy kuchence mikrofalowej. Przyniósł do stolika to, co znalazł. Katie nie przepadała za meksykańską kuchnią i zapachami jej przypraw, ale nie wypadało jej odmawiać. Jej rodzina była cywilizowana, jednak nie na tyle, by zerwać z tradycją, z którą za pośrednictwem Aarona pozostawała mocno związana. Początkowo śmieszyły ją obrzędy na mokradłach, w królestwie aligatorów, kiedy jednak zobaczyła, do jakich rzeczy jest zdolny czarownik, nabrała do nich szacunku. Chodziło w nich o coś więcej niż tylko o magię. Starzec posiadał dary uzdrawiania, czynienia cudów, lewitacji, bilokacji, oraz inne, z którymi się nie zdradzał, ale przede wszystkim był jasnowidzem. Potrafił dostrzec następstwa nawet bardzo odległych zdarzeń. Na przedramieniu Katie znaczyła się brzydka blizna z wczesnego dzieciństwa. Kiedy czarownik ujął jej rękę i przesunął nad nią starczą dłonią, wypowiadając z zamkniętymi oczyma słowa zaklęcia, blizna znikła.
      Aaron rozstrzygnął, gdzie dokładnie mają mieszkać w West Palm Beach, wybrał dla nich dom, a rodzice czarnulki podporządkowali się mu bez sprzeciwu. Kuzynowi zależało, by ich ukochana córka Katie rosła i wychowywała się blisko tajemniczego wybrańca, który miał zmienić losy świata. Chciał, by na co dzień ocierała się o niego. Jej matce to odpowiadało, bowiem uważała, że życie bez odrobiny mistyki byłoby bezbarwne i nudne. Dziewczyna przeżyła jednak wielki szok, kiedy wreszcie odkryła, o kogo chodzi Aaronowi. Ów wybraniec nosił imię i nazwisko, jak wszyscy cywilizowani ludzie na tym kontynencie, a przedstawiał się jako… Oscar Moore. Spuszczała wzrok, kiedy go mijała na ulicy, udając, że go nie widzi i nie zna. Strzegła tej tajemnicy. Chłopak jeszcze nie wiedział, kim jest z woli nieznanych sił i czego ma dokonać. I póki co tak miało pozostać. Aż do wyznaczonego czasu.
      Czarnulka domyślała się, że w indiańskiej wiosce nie pobędą długo. Służyła głównie przyjeżdżającym tam turystom. Jeśli mieli się zobaczyć z duchowym indiańskim przywódcą, musieli przesiąść się na ślizgacz, przystosowany do pływania po mokradłach. Dziewczyna już w przeszłości korzystała z tego środka transportu. Posługiwano się tam szerokimi płaskodennymi łodziami bez podwodnej śruby, która niszczyłaby bagienną roślinność, ale za to z wielkim śmigłem jako napędem, zamkniętym w drucianej klatce za plecami sternika.


24.07.2015 :: 15:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Co to jest biblioteka?


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Oscar wrócił do rozmawiających dziewcząt.
      — I jak? Co robimy? — niefrasobliwie zapytał. — Mamy sporo czasu do kolacji. Chcesz zwiedzić bibliotekę? — zwrócił się do smerfetki. — Jest tu masa ciekawych rzeczy. W takich miejscach nasi przodkowie gromadzili wiedzę, kiedy jeszcze nie było Internetu — zażartował jak belfer w budzie.

13.07.2015 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Carlos, czyli powieściowy armagedon w liczbach


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — Ciekawe, ilu ludzi zostało? Mówili w telewizji, że uratowała się jedna setna — zastanawiała się Judith. Oglądała swoje paznokcie. Była ruda i piegowata, ale nie brakowało jej wdzięku. Umiała manipulować chłopakami.
      — To w takim razie Stany Zjednoczone mają teraz niecałe cztery miliony mieszkańców — podliczył Carlos. Jego rodzice byli uciekinierami z Kuby. — Zamiast trzystu siedemdziesięciu milionów. To już nie jest prawo wielkich liczb. Psiamać, wszystko padnie.
      — Próbowałam się dodzwonić do mojego dentysty, nie odpowiadał. Ukruszył mi się ząb — pożaliła się Sarah. Wyglądała poważnie. Jasne włosy miała zaczesane do tyłu, ułożone w bombkę i lekko spięte. Sukienkę wyciągnęła chyba z szafy matki.
      — I tak przecież staliśmy w obliczu zagłady gatunku ludzkiego, zważywszy zagrożenie wywołane przeludnieniem — sarkastycznie zauważył Carlos. — Mam wam to tłumaczyć? Przecież należycie do kółka ekologicznego. Rozmnażaliśmy się w sposób absolutnie niekontrolowany. A górna dopuszczalna granica wynosiła 4 miliardy. Przekroczyliśmy ją 40 lat temu, mając w nosie globalne ocieplenie, zanik warstwy ozonowej i zwiększoną emisję dwutlenku węgla oraz kilka innych koszmarnych parametrów. — Zamilkł na chwilę i dorzucił, dzieląc coś w myślach: — No, ale co innego 4 miliardy, a co innego 70 milionów. Jeden procent. Zadziwiający efekt demograficzny. Tylko tylu ludzi zostało na całej Ziemi. Ale jaja! — wyświetlił tabelę. — Z taką populacją mieliśmy do czynienia… około V wieku p.n.e.

01.06.2015 :: 11:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Korrekta


      Dopiero dzisiaj się zorientowałem, że w powieści SF „A jeśli jutra nie będzie” (to już jest 180 ss znorm mpsu) wyszedł mi dziwnym trafem tydzień złożony z ośmiu dni. Sypnęło się jak z rogu obfitości. To pierwszy tydzień po ataku wirusa. Niechcący zdublowałem jeden dzień. Na szczęście, udało mi się przesunąć sekwencje z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę, a z niedzieli na poniedziałek. Errare humanum est.

Niebędne poprawki

      — A propos soboty… — rzekła Emily. — Niestety, jutro idziemy do pracy. John Marshall wyjątkowo wydłużył roboczy tydzień ze względu na natłok spraw do załatwienia. I przesunął weekend. Niedziela i poniedziałek będą wolne. Czeka nas więc ósmy dzień tygodnia — zażartowała. — Mam wam ponadto przypomnieć, że jutro przyleci z uniwersytetu w Miami błyskotliwy ekspert. Główne miasteczko uniwersyteckie znajduje się w Coral Gables i podobno dzieją się tam ciekawe rzeczy. Ten facio będzie mieć wykład w naszym teatrze na temat przemian obyczajowych i społecznych, do których doszło po wielkim wstrząsie. Warto wybrać się i posłuchać. Spotkanie o dziesiątej. Angelina nie będzie mogła się wyrwać z Medical Center, ale tobie nic nie stoi na przeszkodzie — zachęcająco zwróciła się do chłopaka, który pławił się w nieróbstwie cały dzień.
      — Obudzę go na czas — obiecała Natasha. Przez króciutką chwilę siedziała jak sparaliżowana, porażona myślą, że Oscar pojedzie tam bez niej. Zbladła jak ściana. — Ja też będę mogła? — chciała się upewnić.
      — Oczywiście — potwierdziła Emily, widząca niepewność w jej oczach. — Wykład jest dla wszystkich. A poza tym Oscar ma się tobą dalej opiekować, więc nie mógłby pofrunąć bez ciebie. Mam też złą nowinę — zaraz dodała. — W Azji doszło do eksplozji reaktora. Został skażony spory teren, podobnie jak kiedyś w Czarnobylu. Na szczęście, pogoda była raczej sprzyjająca i wiatr nie rozniósł daleko radioaktywnej chmury.
      — Miejmy nadzieję, że u nas do tego nie dojdzie. Musielibyśmy stąd uciekać.
      — Już we wtorek powołano specjalne zespoły, mające zabezpieczyć elektrownie na południu Florydy. Komitety trzymają rękę na pulsie.


21.04.2015 :: 19:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Urojone kilogramy


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Kiedy wsiadali do mercedesa Angeliny z wyładowanym zakupami bagażnikiem, Emily odkrywczo rzuciła:
      — I musimy zacząć biegać, żeby wypocić te desery!
      Zabrzmiało to nieomal jak rozkaz, ale nikt nie zaprotestował. Kto przy zdrowych zmysłach krzywiłby się na jogging? Jednak Oscar się skrzywił. Pomyślał, że nie powinien dać się zapędzić w kozi róg. Gdyby mu narzuciły babską dietę, miałby się z pyszna.
      — Zaczyna się — ospale mruknął. — Ale słodycze nadal będą? — zapytał jak rozkapryszony brzdąc, próbujący niefrasobliwie włożyć kij w mrowisko. — Są podobno takie, od których się chudnie.
      — Ma się rozumieć, Ciasteczkowy Potworze! — w te pędy uspokoiła go blondynka. — Nie obawiaj się, nie posadzimy cię przy listku sałaty.
      Otworzył usta, aby znowu coś powiedzieć, ale skapitulował. Uważał, że ich zbędne funty są urojone. Jednak tego nie dawało się wytłumaczyć kobietom. Sam był w doskonałej kondycji i nie mógł narzekać na brak sprawności fizycznej. Pomimo to do wysiłku go nie ciągnęło.
      — Powinnam wrócić do treningów — z samozaparciem wybąkała sadowiąca się obok niego nimfetka. — Mam przeszło tydzień zaległości.


09.04.2015 :: 18:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Nikomu nie pożyczam lalki Nolee


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”


      W niedzielę późnym rankiem do ich mieszkania ciekawie zajrzał Mark Anderson. Ojciec słodkiej Nikki kuł żelazo, póki gorące. Był w dżinsach i obcisłym bawełnianym T-shircie, uwydatniającym jego bicepsy. Na nogach miał nowiutkie adidasy. Otworzyła mu bez zdziwienia pozbierana Angelina, wpuściła go i przyjęła uprzejmie. Wcześniej smerfetka za plecami Oscara odebrała telefon, więc pewnie jego gospodynie wiedziały, po co mężczyzna je odwiedził. Nie były zaskoczone.
      Przybyły nie czuł się skrępowany i zachowywał się nadzwyczaj swobodnie, jakby był tu częstym gościem. W te pędy zajrzał do eleganckiego salonu, a potem do dobrze wyposażonej kuchni. Zajął się dziewczynami, wdzięcząc się do nich i nie szczędząc komplementów, a przy tym prawie nie zwracając uwagi na ich pana i władcę. Jednak nie poczynał sobie obcesowo. Na szczęście, Natasha była ubrana i nie snuła się po mieszkaniu w półprzeźroczystym negliżu. A właściwie była gotowa do wyjścia na miasto. Bez wahania zgodziła się pojechać z Markiem na przystań i ku niebywałemu zdumieniu Oscara nie zażądała, żeby chłopak jej towarzyszył. Nie poprosiła o błogosławieństwo na drogę. Wyrwała się z gościem z mieszkania w trymiga. Bez jednego słowa. I jeszcze złapała drania pod ramię.
      Pierwszy raz obywała się bez jego kompanii, więc kiedy wychodziła, wyślizgując się jak ryba z sieci, Oscar zwrócił zdumiony wzrok w stronę Angeliny. Ta jednak dała mu dyskretnie znak, że nie musi się niepokoić.
      Pomimo to poczuł się wkurzony. Stłumił w sobie złość. Nie zamierzał pożyczać Markowi Andersonowi cudnej lalki Nolee. Był jej niby-mężem, więc ten bawidamek powinien był zapytać go o zgodę. Przegrywał z ojcem Nikki, bo nie mógł się pochwalić jego muskułami i brzuchem jak kaloryfer. Pobiegł spłoszonymi myślami na przystań, zaś jego wyobraźnia zaczęła wyczyniać cuda.
      — Romantyczny blondyn, psiakość. O niebieskich oczach!
      Poniosło go. Zacisnął w gniewie pięści. Wytrącony z równowagi i najeżony, pytająco zawisł na ustach Angeliny. Przyjaciółka niby wytrawny znawca ludzkiej duszy starała się go uspokoić. Przecież była jego dobrą wróżką i mentorem.
      — Nic złego się nie stało. Oskarze, wyluzuj! — zaszczebiotała, chcąc zapobiec atakowi histerii. — Ty i zazdrość? To nie w twoim stylu — wciskała do jego tępej makówki. — Natasha nie wystawi cię do wiatru, nie jest do tego zdolna. Pognała, by mu pomóc. Robi to dla ciebie. Pragnie być z Nikki i z jej starymi tak blisko jak ty. Nie chce wypaść z gry.
      Emily przyszła jej w sukurs, dorzucając swoje trzy grosze.
      — To prawda. Po szoku, jaki przeżyła, kiedy zostawiłeś ją samą, stopniowo zbliża się do Andersonów. Stara się z nimi zaprzyjaźnić. Czy to coś dziwnego? — I ze stoickim spokojem skwitowała: — Nie martw się i chodź jeść! Nie pękaj! Takie ciacho jak ty nie musi się niczym przejmować.
      Angelina znowu się wtrąciła.
      — Nie może być wiecznie świnką morską. Musi wrócić do równowagi i odzyskać samodzielność.
      Ich słowa go nie przekonały. „Bardziej ciacho niż macho!” Nadal był jak struty. Doszedł nagle do wniosku, że powinien zacząć chodzić na siłownię, aby poprawić sobie muskulaturę. W oczach Angeliny dostrzegł jeszcze coś, czego głośno nie zamierzała powiedzieć. „Musisz się pogodzić, że wcześniej czy później Natasha zacznie grać tu pierwsze skrzypce!” Przypomniał sobie, że przenikliwa Nikki już kilka dni wcześniej podzieliła się z nim podobnym domysłem. Wydawało mu się, że to odległa perspektywa, jednak mógł się mylić.
      Zasiedli do śniadania i madonny zajęły go rozmową, nie zwracając uwagi na jego lekko trzęsące się dłonie.
      Na szczęście, zbuntowany Oscar nie musiał męczyć się i siedzieć jak na szpilkach, bowiem Mark wrócił i oddał mu ukochaną lalkę. Obyło się bez nerwowych esemesów. Nie zabawili długo nad wodą i pojawili się z powrotem w niespełna godzinę. Wybrali łódź żaglową cumującą obok jej jachtu. Ponoć prawdziwe cacko.
      Chłopak odetchnął z ulgą, gdy zobaczył nimfetkę w drzwiach. A już myślał, że ją stracił. Mark podrzucił ją przed kamienicę i odjechał.
      — I jak tam? Zachowywał się przyzwoicie? Nie dobierał się do ciebie? — zaintrygowany zapytał, biorąc ją na spytki. Objął ją z przejęciem i wtulił nos w jej włosy. Cieszył się nią tak, jakby dopiero co dostał ją w prezencie i właśnie rozpakował. Złapał ją wpół i z upojeniem uniósł do góry. Z entuzjazmem zakręcił nią wokół siebie. Przytrzymała się go za szyję. Postawił ją z powrotem.
      Puściła się go. Nie straciła równowagi. Zaprzeczyła, z oddaniem zaglądając mu w oczy.
      — Coś ty? Żartujesz?! — zdecydowanie odrzekła. Nagle stała się bardzo dorosła. — Nic z tych rzeczy. Skakał koło mnie, bo mu byłam potrzebna. Jest kuty na cztery nogi. Dostał bzika na punkcie tej łodzi. Chce nią zabłysnąć przed Kimberly i Melissą. Na pewno nie będę z nim pływać. A poza tym…
      — Tak?!
      — On mi przypomina mojego trenera. Nie przyszłoby mu do głowy, żeby mnie tknąć.
      Z rozczuleniem cmoknął ją w usta. Obejrzał ją sobie dokładnie, jakby chcąc się upewnić, że jego lalka Nolee w rękach obcego nie doznała uszczerbku. Była calutka i zdrowiutka. Nie oberwano jej rączek i nóżek, ani nie przekręcono głowy do tyłu. Nie podarła ślicznej sukienki i nie miała połamanych pokrytych różem paznokci. Nikt nie zburzył jej fryzury i nie rozmazał makijażu. Nadal otwierała i zamykała ocienione długimi rzęsami oczy.
      Zamierzał ją ochrzanić za to, że wyfrunęła z mieszkania, nie pytając go o zgodę, ale złość już mu przeszła. Pomyślał, że toczył homeryckie boje z własnym cieniem.
      — Nie jadłaś śniadania — rozmarzony zauważył. Jednak nie wypuścił jej z rąk. Nadal się nią upajał. Objął ją wpół, tuląc i pieszcząc. — Pożrę cię jak kanibal, jak wygłodzony ludożerca — z przymkniętymi oczami szeptał jej do ucha, wdychając zapach jej drogich perfum. — Usmażę cię na ogniu i zjem. Będę mlaskał, mlaskał, mlaskał. Obgryzę wszystkie twoje kosteczki — bajdurzył i bredził, plotąc trzy po trzy. — Jesteś marką stworzoną z pasji do jakości! — wystrzelił wreszcie wyświechtanym sloganem z reklamy papierosów, przechodząc samego siebie. Całkiem przewróciło mu się w głowie. — Jesteś…
      Cóż, stanowiła cudowne dzieło natury. Pozwalała mu się sobą bawić, jakby była faktycznie lalką Nolee. Jednak nie wylądowali w jej sypialni, choć przez chwilę wydawało się, że tam trafią. Nie chodziło mu o seks. Prawdziwą rozkosz dawała mu świadomość tego, że ta szpara z górnej półki jest jego własnością i że nie musi z nikim się nią dzielić. Delektował się jej posiadaniem. Zniewalającą wyłącznością. Miał ją tylko dla siebie i mógł z nią robić, co chciał. Był jak brzuchomówca, stanowiący jedno z pacynką, którą animował. Jak Edgar Bergen i Jeff Dunham.
      Odesłał ją wreszcie do kuchni. Wyciągnął się w fotelu przed telewizorem niczym kot, który ma sjestę przez calutki dzień i zaczął się zastanawiać, czym różni się od Marka Andersona. Pogrążył się w bezczynności.


16.03.2015 :: 12:02
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Biblioteka i światy równoległe


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — Możemy wracać do domu — podsunęła mu myśl.
      — Dobrze — powiedział. W tej samej chwili przyszedł mu do głowy film „Planeta Małp”. Nakręcono go w latach sześćdziesiątych, ale był dobrze znany, bowiem powstawały potem jego kolejne części, nie mówiąc o serialach. Pomyślał, że jeśli sobie nie poradzą z cywilizacyjnym wyzwaniem, przed którym się znaleźli, po niejakim czasie może dojść — jak w tym okrzyczanym filmie — do regresu ich rasy. Biblioteki zasypią zwały żółtego piachu, ludzie zapomną mowy, zaś wszechwładna ewolucja przekaże palmę pierwszeństwa innym gatunkom.
      Zeszli do holu. Oscara zajęła leżąca na stoliku gazeta sprzed tygodnia. Zatrzymał się i machinalnie ją przekartkował, przeglądając tytuły i zdjęcia. Odniósł wrażenie, że ilustrowany magazyn opisuje rzeczywistość, którą definitywnie opuścili, przenosząc się do innego wymiaru kosmosu. Może bliski ich sercu świat sprzed wielkiego wstrząsu krył się gdzieś obok i wszystko toczyło się w nim nadal utartym torem? Może nie doszło w nim do ataku superwirusa? Czas miał tu kluczowe znaczenie. Uczono, że rozdzielał się na strumienie, biegnące równolegle i niezależnie od siebie. W tamtym udanym świecie siedziałby pewnie teraz przy lunecie i skrycie podglądał Ritę Bennett.
      — Taaa… — mruknął.
      Skrzywił się i pomyślał, że uleganie złudzeniom może okazać się dla niego zabójcze. Odchrząknął i z namaszczeniem złożył gazetę. Niespecjalnie rwał się do ich czytania, bo — jak mawiał jego ojciec — były w większości zwierciadłem brzydoty świata. Doznał olśnienia. Pojął wreszcie, co studentów przyciągało do biblioteki. Przypominała okrzyczany wehikuł Herberta George’a Wellsa. Pozwalała im cofać się w czasie, kryć się w świecie, którego już nie było i kąpać w jego zgasłym blasku. Wirus zamknął przeszłość za jakimiś potężnymi drzwiami, ale nie do końca. Pozostawił szczeliny, przez które mogli wracać do minionych dni i wskrzeszać je na różne sposoby.

10.03.2015 :: 09:41
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Hacker


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Niezastąpiony geniusz komputerowy był tak zaniedbany, że nawet lustro wstydziłoby się pokazać w jego towarzystwie. Obywał się bez mydła, szamponu i czystych ręczników. Ale trudno się było temu dziwić. Żył przecież w cyberprzestrzeni, która zajmowała go bardziej niż świat realny. Flanelowa koszula straszyła oberwanymi guzikami. Nieogolony i kudłaty, miał w nosie prawdę, że jeśli wychodzi się między ludzi, wypada zadbać o powierzchowność. Programom komputerowym, z którymi przestawał, z pewnością to nie przeszkadzało. Jego lasce chyba też, skoro z oddaniem wisiała mu na ramieniu. Przywoływała na myśl Judith, kumpelę z ich klasy. Podobnie jak tamta była ruda i piegowata.
      Hacker ożywił się, kiedy ujrzał Nikki.
      — Hej! — przywitał ich. — Wiem! Chodzi wam o tę poronioną wyspę — wycelował palcem w seksowną blondynkę.
      — Właśnie. Dowiedziałeś się czegoś? — niewinnie zapytała.
      — Jakżeby inaczej! Takich fortyfikacji nigdy dotąd nie widziałem — wartko zaczął. — Z map satelitarnych niewiele wynika. Jednak udało mi się dotrzeć do sekretnej bazy danych, w której jest wszystko o tej enklawie. Wpadniecie do mnie, to wam pokażę. Jak pragnę zdrowia, będziecie jedynymi na kuli ziemskiej, wyjąwszy garstkę wcześniej wtajemniczonych!
      — Chcemy tam popłynąć jachtem — wtrącił się Oscar.
      W oczach Nathana pojawiły się wesołe iskierki. Zatarł ręce.
      — Chcesz robić za Jamesa Bonda? Stalibyście się karmą dla rekinów, o ile by coś z was zostało. Tę wyspę trzeba wziąć sposobem. Mają tam wyrzutnie torped, nie mówiąc o przystani dla łodzi podwodnych. Brzegi są zaminowane, ale nie wszędzie. Powinniście wyposażyć się w drony z pociskami klasy powietrze-ziemia — zażartował.
      — Jest aż tak źle? — Pomyślał, że zamiast karabinków snajperskich bardziej przydałyby im się ręczne wyrzutnie rakiet, granatniki i stingery. Jednak nie ciągnęło go do strzelaniny, po której trzeba było po kolana brodzić w łuskach.
      — Zależy, co kto lubi. Gdy przyjedziecie, wyjaśnię, jak tam się dostać. Nie ma rzeczy niemożliwych. Każdy system zabezpieczeń ma przecież słabe punkty.
      Na taką przynętę Oscar dał się złapać. Porozmawiali jeszcze chwilę, umawiając się na następny dzień.
      Kiedy odeszli, chłopak mimochodem zapytał Nikki:
      — Jak ci się udało go przekonać? Chyba nie próbowałaś…
      — Nie, nie! Nie tak, jak myślisz — natychmiast wpadła mu w słowa. — Zorganizowałam mu dziewczynę, żonę — rzekła konspiracyjnym szeptem. — Jedną, a potem drugą. Taki był układ.
      — Rety! A gdzie te laski znalazłaś? — zdziwił się.
      — U mamy w bibliotece — powściągliwie wyjaśniła. — Obie studiowały informatykę. Nawiedzone jak on. Nie, nie… — znowu ubiegła jego pytanie. — Jeśli chodzi o aparycję i higienę, jego panny są całkiem do rzeczy. Pewnie wezmą się za niego i zmuszą go do porządnej kąpieli. I wytłumaczą mu, do czego służy grzebień — perorowała. — Imponuje im jego wiedza. Facio potrafi siedzieć przy komputerze dwadzieścia godzin na dobę. Już ci mówiłam, nie ma systemu, do którego nie potrafiłby się włamać. Cwaniak straszny, nigdy nie dał się nakryć. — I dodała: — Aż dziw bierze, ze nas zaprosił. Podobno pracuje na sprzęcie, o jakim nawet nam się nie śniło. Najnowszej generacji. A propos! — zmieniła nagle temat. — Wiecie, że przeżyły załogi okrętów podwodnych? Do głębin morskich ponoć superwirus nie dotarł. Ale ci biedacy nie mogą się wynurzyć — zrobiła smutną minę — bo to byłby ich koniec.
      Oscar się zastanowił.
      — Na dwoje babka wróżyła. Wcześniej czy później muszą to zrobić, nie mają innego wyjścia. Skończy im się powietrze — ostrożnie dedukował. — Chociaż z drugiej strony patrząc… — skrzywił się. — Nowoczesne jednostki mogą się obywać całe tygodnie bez wypływania na powierzchnię.
      — Cóż to za życie? — westchnęła Natasha. — Jak w puszce sardynek? Bez prawa do powrotu na ląd? Koszmar! Chyba że tacy ludzie jak John Marshall coś wymyślą.
      — Ratunkiem byłaby szczepionka — zauważyła Nikki.
      Oscar wrócił myślami do chodzącej mu po głowie wyprawy na południe Florydy. Początkowo wyobrażał sobie, że jest Krzysztofem Kolumbem, opuszczającym pod flagą Kastylii port w Palos de la Frontera w sierpniu 1492 roku. Teraz jednak planowana wyprawa przestawała przypominać niegroźne poszukiwanie drogi do Indii. Przeistaczała się w niebezpieczną krucjatę przeciw inteligentnemu wrogowi, który był zdolny skutecznie się bronić, bowiem korzystał z najnowszych zdobyczy techniki. Jak się nazywał ów multimilioner i kim był naprawdę? I czy nie zagrażał pozostałej przy życiu reszcie gatunku ludzkiego?
      — Kości zostały rzucone — szepnął do siebie.
      Chłopak nie przekroczył jeszcze Rubikonu i nie wybrał się w drogę, tym niemniej czuł, że wcześniej czy później musi to zrobić. Nie zamierzał rezygnować. Nie leżało to w jego naturze.


04.03.2015 :: 09:30
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Zamieńmy się żonami


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Oscara zamurowało z wrażenia, gdy ujrzał Melissę. Zatrzepotało w nim serce i zabrakło mu tchu. Wydawało się, że strzelił w niego piorun z nieba. Przetarł oczy ze zdumienia. Trzydziestoletnia szczupła kobieta, stojąca u boku Marka Andersona, była żywym odbiciem Rity Bennett. Nie sądził, że dozna takiego wstrząsu.
      Podszedł, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Mina mu zrzedła i z wrażenia przestał oddychać. Chłonął okiem jej szyję, ramiona i piersi. Potem przeniósł błagalne spojrzenie na rozgadanego Marka. Ojciec Nikki miał na sobie jasne sportowe spodnie, koszulę z krótkimi rękawami i luźno zawiązany kolorowy krawat. Wyglądał poważniej niż przed południem. Oscarowi przyszła do głowy absurdalna myśl, że mogliby zamienić się żonami — on bez żalu oddałby mu ukochaną smerfetkę, a tamten podarowałby mu w rewanżu tę urzekającą madonnę. Przez moment wydawało mu się, że będzie gryzł palce z bólu. Musiał ją mieć. Mimo że była od niego dużo starsza. O dobrych dziesięć lat.
      Nimfetka chyba wyczuła, co się święci, bo złapała go kurczowo pod ramię. Mocno go ścisnęła, jakby się obawiała, że będzie chciał jej uciec.
      — Jesteśmy razem, to Oscar Moore, mój chłopak, nasz chłopak, a to Natasha Robinson, najmłodsza z naszego grona — taktowna Nikki dokonała uprzejmej prezentacji.
      Melissa ujmująco się uśmiechnęła. Jednak było widać, że nie zainteresował ją świeżo poznany młokos. Oscar nie był na jej miarę. Zajęta Markiem, swoim nowym mężem, nie zwracała uwagi na innych mężczyzn. Miała na sobie białą bluzkę z żabotem, krótką czarną spódniczkę i czarne pantofle, zatem ciuchy takie jak Rita Bennett, kiedy Oscar widział ją żywą ostatni raz. Co więcej, trzymała w ręce podobne okulary na słońce.
      Ojciec Nikki z entuzjazmem opowiadał o łodzi, którą pomogła mu wybrać Natasha, więc chłopak mógł się uważniej przyjrzeć jego nowej przyjaciółce. Mijało pierwsze mylne wrażenie, a napięcie w nim słabło. Pożądanie ustępowało. Melissa miała niewątpliwie figurę Rity, jej wzrost, kolor włosów, a nawet podobne gładkie lico, ale była inna. Od biedy można było ją uznać za uboższą siostrę z prowincji. Zwrócił uwagę na jej lekko podkrążone oczy. Malujące się na twarzy zmęczenie, związane z wydarzeniami ostatniego tygodnia, sprawiało, że brakowało jej pewności siebie, cechującej Ritę Bennett. Za to miała w sobie dużo miękkiej kobiecości. Pomyślał, że nie mogłaby być agentką wywiadu ani snajperem na zamówienie. Potem zerknął na swoją dzikuskę. Melissa na pewno nie strzelała z broni palnej lepiej niż Natasha. O ile w ogóle strzelała. Nie byłaby to więc korzystna zamiana.
      Przetarł ręką lekko zroszone czoło. Nie tak łatwo było uwolnić się od przeszłości. Wracała jak bumerang, uderzając zdradliwie. Uzmysłowił sobie, że przez chwilę gonił za chimerą. Niepocieszony pojął, że nie odzyska już sąsiadki z naprzeciwka. Poruszająca go prawdziwa Rita Bennett zmarła na jego rękach i żadna inna kobieta nie mogła jej zastąpić. Musiałby ją ktoś wskrzesić, a na to się nie zanosiło.


15.02.2015 :: 09:59
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Motyl


Z analizy tekstu wynika, że sześć razy pojawiło się w powieści to słowo.

• Niestety, nocnego motyla już nie zastał, a stojący przed posesją buick znikł.
• Czy to tak źle, mieć kilka pięknych motyli naraz? Nie możesz ich zaniedbywać!
• Nie były jego trofeami. To raczej one przyszpiliły go jak motyla.
• Nie pociągają cię, motylu, romantyczne spacery przy pełni księżyca?
• Czuwająca obok Angelina obrzuciła jego twarz drobnymi pocałunkami. Były jak muśnięcia skrzydeł motyla.
• Chłopak nie powinien był pochopnie uogólniać i wrzucać do jednego worka wszystkich motyli, które tutaj oglądał, niemniej jednak wydawało mu się, że po ataku wirusa zostały przy życiu same najpiękniejsze.

04.12.2014 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie