EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(17)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(72)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Jaś Fasola w roli szpiega


      Byłem w kinie na filmie „Johnny English: Nokaut” z Rowanem Atkinsonem w roli głównej. Dobrze się bawiłem, aczkolwiek zdaniem niektórych recenzentów jest to film raczej dla dwunastolatków niż dla dorosłych. W każdym razie na pewno mi się nie nudziło. Pociągnął mnie do kina sentyment do Jasia Fasoli, zabawnej postaci wykreowanej przez Atkinsona w latach dziewięćdziesiątych. Johnny English jest nierozgarniętym szpiegiem i przypomina trochę inspektora Clouseau z „Różowej Pantery”.
      Półtorej godziny na luzie. Niezobowiązująca i lekka rozrywka.

03.11.2018 :: 10:53
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


The Meg


      Wybrałem się do kina na „The Meg”, podpadający pod fantastykę film wyreżyserowany przez Jona Turteltauba, a zachęciło mnie to, że grał w nim zgorzkniały twardziel Jason Statham, mój ulubiony aktor, znany z „Transportera” czy „Szybkich i wściekłych”. Tu występował jako nurek ratunkowy. Jednak to nie on był głównym bohaterem tej produkcji, ale gigantyczny prehistoryczny rekin, największa ze znanych ryb drapieżnych, megalodon, który dziwnym trafem się zachował w Rowie Mariańskim na dnie Pacyfiku. Ten ze „Szczęk” nie umywał się do niego.
      Dwudziestopięciometrowy rekin wydobywa się na powierzchnię i rozrabia. Oczywiście, dzielna ekipa śmiałków dobiera mu się do skóry. Atutem filmu jest duża ilość scen wodnych. Bohaterzy filmu penetrują dno Rowu Mariańskiego, schodząc do głębokości 11 kilometrów, co na widzach musi robić wrażenie.
      Nie nudziłem się, co niekiedy zdarza mi się w kinie, bowiem akcja toczyła się wartko i bez przerwy coś się działo.
      Oczywiście, filmowa fikcja wymagała, żeby na to i owo przymknąć oczy. Megalodon, gdyby taki naprawdę istniał, nie mógłby wydostać się z dna oceanu na powierzchnię, ponieważ ciśnienie wewnętrze, na dole tysiąc razy większe niż przy poziomie morza, rozerwałoby go na strzępy. Ale co tam prawa fizyki, kiedy człowiek szuka rozrywki…


24.08.2018 :: 20:00
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Nowe oblicze Greya


      Jako że lubię kończyć to, co zacząłem, wybrałem się na trzecią część przygód Christiana i Any. Przy okazji muszę się przyznać, że wprawdzie obejrzałem część pierwszą, o czym pisałem na ownlogu w 2015 r. (Pięćdziesiąt twarzy Greya), ale nie widziałem drugiej. Ale chyba dużo nie straciłem. Na początku trzeciej części bohaterowie się pobierają.
      Wychodzi się jednak z kina z niejakim przekonaniem, że to, co dzieje się po ślubie jest wyjątkowo nudne. Ale trudno się temu dziwić, wszak ponoć życie większości żonatych mężczyzn upływa w cichej rozpaczy. Po latach przygód miłosnych muszą wytrwać w związku z jedną kobietą. Mój profesor teologii moralnej na KUL-u żartował, że małżeństwo przypomina wieżę, do której wszyscy chcą się dostać, a gdy już tam się dostaną, próbują z niej się wyrwać. Większość zabawnych historii literackich kończy się na ślubie („I ja tam byłem, miód i wino piłem”) i rzadko kiedy autorzy mają odwagę opisywać dalsze losy bohaterów. Nie należało się więc spodziewać rewelacji, jeśli już poszło się do kina na tę produkcję.
      Zdaniem recenzentów film ratuje wątek kryminalny. Co nie znaczy, że nie ogląda się go z przyjemnością. Wrażenie robi świat bogatych ludzi, których stać na wygodne życie, luksusowe prywatne samoloty i ciekawe podróże.


17.02.2018 :: 09:31
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Ostatni Jedi


      Jestem w kinie na ósmej części „Gwiezdnych wojen”, noszącej tytuł „Ostatni Jedi”. Zważywszy, że pierwszy z tej serii filmów ukazał się w 1977 r., przypada już jej znaczący jubileusz.
      O siódmej części pisałem na ownlogu dwa lata temu: » zobacz »

17.12.2017 :: 11:09
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Najpierw był komiks


      Piątek, 28 kwietnia, jestem w kinie Galaktyka na filmie „Ghost in the Shell”. Film ma już swoją historię. Najpierw był japoński komiks (manga z gatunku science fiction), wydawany w latach 1991-2003, potem przyszły filmy i seriale anime, wreszcie film aktorski. Premiera amerykańskiego filmu ze Scarlett Johansson w roli głównej miała miejsce 18 marca 2017 r., zabawne, bo w moje imieniny.
      Świat przyszłości został ukazany z dużym rozmachem i z dużym smakiem. Bohaterem jest Motoko Kusanagi, kobieta cyborg, mająca mózg ludzki, a całą resztę sztuczną. Walczy z cyberprzestępcą, Władcą Marionetek, który okazuje się tworem z tej samej stajni, co ona. Tematem jest stosowanie ghost hackingu na skalę operacji wojskowych. Krótko mówiąc, tak jak można zhakować komputer w dzisiejszych czasach, tak też będzie można w dalekiej przyszłości zhakować mózg ludzki, zniszczyć wspomnienia, czy zafałszować odbierane bodźce.
      Produkcja należy do znaczących w gatunku science fiction. Bracia Wachowski przyznali się ponoć, że czerpali inspiracje z „Ghost in the Shell” przy kręceniu trylogii „Matrix”. W czasie oglądania filmu mimowolnie nasuwają mi się porównania do „Hurys z katalogu” i „Enbargonek”, czyli ślicznotek z Galaktyki Andromedy. Wcześniej nie miewałem w kinie tego typu skojarzeń. Świat moich bohaterek jest jednak inny niż w tej produkcji, dużo delikatniejszy i bardziej optymistyczny. Odnoszę wrażenie, że z tymi książkami wchodzę tam, gdzie „Ghost in the Shell” nie sięga. Eksponując żywe wątki obyczajowe, uwalniam się od mroków tradycyjnej fantastyki i jej komiksowych uproszczeń.


29.04.2017 :: 10:06
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


La pazza gioia


      W mieleckim kinie Galaktyka — w ramach wtorku z dobrym kinem — oglądam film „Zwariować ze szczęścia”. Reżyser Paolo Virzì. Przez dwie godziny słucham płynącego z ekranu języka włoskiego. Beatrice (Valeria Bruni Tedeschi), gadatliwa mitomanka i manipulantka, kreująca się na milionerkę obracającą się w wyższych sferach, i Donatella (Micaela Ramazzotti), wrażliwa introwertyczka o do przesady wytatuowanym i wychudzonym ciele, przebywają w ośrodku psychiatrycznym w Toskanii. Korzystając z okazji uciekają stamtąd, próbując na wolności uporządkować swe sprawy. Czynią to w sposób zabawny i dalece odbiegający od przyjętych norm, przeżywając w efekcie rozmaite przygody. Film pokazuje dramat kobiet, które źle ulokowały swe uczucia, zostały odrzucone przez mężczyzn i w efekcie znalazły się na życiowej równi pochyłej. Wzruszająca jest miłość Donatelli do syna, którego jej odebrano po nieudanej próbie samobójczej. Film szalony, świetnie zagrany, odsłaniający złożoną psychikę kobiety.



11.04.2017 :: 23:00
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Na hawajskiej wyspie Oʻahu


      TVN7 zaczęła wyświetlać serial „Zagubieni” („Lost”). Jest to już kolejna telewizyjna emisja tej niezwykłej produkcji, łączącej elementy przygodowe i SF. Serial pochodzi sprzed około dziesięciu lat, odcinek pilotażowy wyświetlono już w 2004 r., więc jest znany, a poza tym zdobył sobie dużą popularność. Tym niemniej z przyjemnością obejrzałem pierwsze odcinki, których dotąd nie widziałem. Opowiada on tragiczną historię pasażerów pechowego lotu z Sydney do Los Angeles. Ich samolot rozbija się na z pozoru bezludnej tajemniczej wyspie, pokrytej tropikalną dżunglą oraz pełnej klifów i plaż. Serial był kręcony na wyspie Oʻahu w Archipelagu Hawajów. Warto odnotować, że w przepięknej scenerii tej wyspy — w rzeczywistości zamieszkałej, mieści się na niej stolica Hawajów, Honolulu — powstało wiele filmów, a między innymi osławiony „Avatar”.
      Ciągnie mnie w stronę Hawajów, bo tam toczyłaby się akcja mojej kolejnej powieści, o ile wróciłbym do wątku fantastyczno-naukowego podjętego w „Syrenach z Cat Island”. Z Bahamów i Miami na ten odległy archipelag na Pacyfiku? Byłoby to interesujące.

07.10.2016 :: 19:20
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy


      Kina są oblegane, bo od 18 grudnia jest wyświetlana siódma część „Gwiezdnych wojen”. Recenzji w sieci nie brakuje, zarówno pełnych zachwytu, jak i bardzo krytycznych. Czy to jest produkcja wyłącznie dla zjadaczy popcornu? Jak by na to nie spojrzeć, serial ogląda już kolejne pokolenie kinomanów.
      Czego mi zabrakło? Mistrza zakonu Jedi, zielonoskórego Yody, którzy sprawiał, że ta saga filmowa nabierała cech doniosłych, niemalże sakralnych. Niestety, Yoda zmarł ze starości w roku 4 ABY. Jednak zastanawiam się, czy nie dałoby się go wskrzesić w następnych planowanych częściach.

21.12.2015 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Pięćdziesiąt twarzy Greya


      Jest to historia sadomasochistycznego związku młodego milionera i nieco naiwnej ubogiej studentki anglistyki. Jednak jeśli chodzi o wątek Kopciuszka film nie przebija „Pretty Woman” (1990). Romans jest smutny, nie ma happy endu. Ponadto zapowiadane sceny erotyczne nie robią dużego wrażenia. Jest tego od groma w Internecie, więc człowiek skrycie poziewuje, śledząc to, co aktorzy robią w łóżku. Pod tym ostatnim względem film na pewno nie dorównuje „Emmanuelle” (1974).
      Podobała mi się gra Dakoty Johnson. Jest w filmie bardzo autentyczna. Jako filmowa Anastasia Steele traci dziewictwo z Christianem Greyem. Zabawna jest umowa sponsoringu, którą bogaty Christian usiłuje z nią podpisać.
      Jak się film kończy? W ostatniej scenie skrępowana sznurem naga bohaterka nie wytrzymuje poniżenia, jakiego doznaje ze strony swego kochanka i decyduje się z nim zerwać. Ten rozładowuje się seksualnie, chlaszcząc ją pejczem po słodkim tyłeczku i każąc głośno liczyć zadawane razy. Jaką wiedzę wynosimy z filmu? W związku sadomasochistycznym nie liczą się uczucia. Rozkosz przynosi zadawanie bólu.

PS. Jednak podobno w drugiej części bohaterowie mają się pobrać.

17.02.2015 :: 19:20
Link | Komentuj (1) | Recenzje filmowe


„Salt” z Angeliną Jolie


      Poszedłem wreszcie na "Salt" w reżyserii Phillipa Noyce’a. Rola Daniela Olbrychskiego nie była wcale taka marginalna, jak to sugerowano nim film trafił na ekrany. Znakomicie odtworzył postać odrażającego psychopaty z rosyjskich służb specjalnych. Podnosiły mi ciśnienie sceny ucieczki Evelyn Salt przed amerykańskimi agentami. Podobnych kaskaderskich akcji mogłoby być więcej.
      Angelina Jolie kojarzy mi się przede wszystkim z produkcjami "Lara Croft: Tomb Raider" (2001 r.) i "Lara Croft Tomb Raider: Kolebka życia" (2003 r.). Rozkoszowałem się również filmem "Mr. & Mrs. Smith" (2005 r.) z udziałem Angeliny i Brada Pitta. Przy całym uznaniu dla tej aktorki i jej ról filmowych, trzeba jednak zauważyć, że "Salt" jest z punktu widzenia relacji z widzem nieobliczalną katastrofą. Nie uwzględnia mentalności adorujących tę gwiazdę fanów, którzy przychodzą do kina, aby ją podziwiać, zachłystywać się jej urodą i oglądać jej sukcesy.
      Ta oferta jest pesymistyczna. Już w pierwszych scenach widzimy Evelyn, na której wyżywają się żołnierze północnokoreańscy, upodloną, zakrwawioną i poniżoną. W filmie wciąż ucieka i prawdę mówiąc, chociaż jest doskonała w tym co robi, to jednak ustawicznie przegrywa. A przecież pięknej kobiecie nie wolno przegrywać. Dojmująca pod tym względem i na swój sposób kulminacyjna jest scena, w której Evelyn traci ukochanego męża. Zostaje zastrzelony na jej oczach przez rosyjskich agentów, co sprawia, że jej stosunek do świata diametralnie się zmienia.
      Bardziej podobają mi się produkcje, w których Angelina Jolie bawi się w życie i nie traktuje go poważnie, nawet jeśli gra rolę szpiega czy płatnego zabójcy. Filmy, w których świat z jej udziałem jest może nie do końca prawdziwy, ale na pewno nie szary i smutny.
      Czego bym nie chciał? Nie chciałbym oglądać tej aktorki w roli dojrzałej kobiety, chociaż już do takiej poniekąd się przymierzała — na przykład — w okrzyczanym "Aleksandrze" (2004 r.). Tam przecież odtwarzała Olimpię, matkę dzielnego władcy świata. Krótko mówiąc: młodość jest w cenie i taką być nie przestanie. Bo piękno na to jest, by zachwycało... A Angelina Jolie pewnie jeszcze długo będzie młoda...



07.10.2010 :: 17:31
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Filmowa sztuka recyklingu


      Obejrzałem thriller SF "Predators" i muszę przyznać, zgodnie z tym, czego można się było dowiedzieć z recenzji i komentarzy w sieci, że film jest pod względem atmosfery i sposobu narracji niemal taki, jak oryginał z 1987 roku. Przynajmniej w pierwszej części. W drugiej jednak akcja nabiera tempa i nieco się komplikuje, bowiem ku memu zaskoczeniu scenarzyści Alex Litwak i Michael Finchsta odwołują się do motywu konfliktu wewnątrzgatunkowego. Groźni zabijacy z Ziemi już nie tylko mierzą się z Predatorami. Zaczynają też walczyć między sobą. Noland (Laurence Fishburne) usiłuje wykończyć odkrytą w dżungli grupę komandosów i przejąć ich ekwipunek. Rzekomy lekarz okazuje się psychopatą, mającym potrzebę zabijania we krwi, a dzielna Izabelle, w tej roli Alice Braga, omal nie płaci za to życiem. Okazuje się ponadto (legenda o obcych się wzbogaca), że i kosmici są podzieleni. Royce, w tej roli Adrien Brody, uwalnia więzionego Predatora, co pozwala tamtemu stanąć do walki z polującym na ludzi niepokonanym jarlem. Pewnie więc w kolejnej odsłonie tego filmu dobrzy Predatorzy i dobrzy ludzie będą ramię w ramię walczyć ze złymi Predatorami i złymi ludźmi.
      Z czym w filmie przeholowano? Przesadzono z liczbą planetarnych gigantów widocznych na niebie z powierzchni planety obcych. Takie ich zagęszczenie kłóciłoby się chyba z prawami fizyki, chociaż różne rzeczy mówią astrofizycy o tym, co dzieje się w gęstych jądrach otaczających nas galaktyk. Mój niepokój, czy wątłej budowy ciała Adrien Brody dorówna Arnoldowi Schwarzeneggerowi, który w pierwszym "Predatorze" wcielił się w kultową postać niepokonanego komandosa, okazał się nieuzasadniony. Ten aktor, uważany za jedną z największych nadziei współczesnego kina amerykańskiego jest znakomity i bardzo dobrze oceniany. W filmie spisał się na medal.


21.08.2010 :: 07:59
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


W świecie filmowych potworów


Predator
      Pierwszego "Predatora" (1987) obejrzałem z prawdziwymi wypiekami na twarzy. Były to jeszcze czasy PRL-u. Ten film wstrząsnął mną, podobnie jak wcześniej "Obcy — ósmy pasażer Nostromo" z 1979 roku, znajdujący kontynuację w projekcjach "Obcy — decydujące starcie" (1986), "Obcy 3" (1992) i "Obcy: Przebudzenie" (1997).
      W "Predatorze" z wzorowanym na rastafariańskim wojowniku tajemniczym przybyszem z kosmosu z niby to owadzią mordą, znakomicie wyposażonym i widzącym w podczerwieni, radzi sobie w dżungli jedynie major Alan "Dutch" Schaeffer, którego gra Arnold Schwarzenegger. To naprawdę dawne czasy.
      Potem przyszła seria thrillerów SF z tymi bezwzględnymi wikingami z gwiazd: "Predator 2" (1990), crossover "Obcy kontra Predator" (2004) z akcją na Antarktydzie oraz crossover "Obcy kontra Predator 2" (2007) z larwą Ksenomorfa, zabijającą prawie całą załogę statku kosmicznego Predatorów, wreszcie ostatnio oczekiwany "Predators" (2010). I pewnie na tym się nie skończy.
      Tym razem akcja toczy się na planecie tych drapieżnych kosmitów. Uprowadzają oni z Ziemi największych twardzieli, aby tam urządzać na nich polowania. Na tę ostatnią projekcję zapewne wkrótce się wybiorę.



19.08.2010 :: 14:11
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


„Step Up 3-D”


Step Up 3-D
      Byłem na "Step Up 3-D". Nie zakładałem, że film mi się spodoba, nie jestem przecież gimnazjalistą, a do takich ta produkcja była głównie adresowana. Poszedłem z obowiązku, żeby być na bieżąco, w ramach pisarskich zabiegów o lepsze poznanie świata współczesnego nastolatka. Film mnie jednak mile zaskoczył, wręcz przypadł mi do gustu, a przyczyniła się do tego niewątpliwie buźka grającego Moose'a rewelacyjnego Adama G. Sevani. Ten pochodzący z Los Angeles osiemnastoletni chłopak sprawił, że ekranizacja stała się w swym wątku szkolno-studenckim żywsza i bardziej romantyczna.
      Nie zgodziłbym się z wypowiedziami internautów, że film ma słabą fabułę i że ci, którzy się wybierają do kina, idą tylko ze względu na muzykę i taniec. To prawda, że taniec dominuje i że nie zostaje wiele miejsca na zwykłą filmową akcję. Tym niemniej postaci bohaterów, jakkolwiek szkicowo zarysowane, wydają mi się autentyczne. Są psychologicznie poprawne, a ich losy wzruszają.
      A co najważniejsze: optymistyczny finał odpowiada oczekiwaniom zdrowego moralnie człowieka. Dobro zwycięża, miłość zwycięża, w sportowych zmaganiach lepsi są górą! Nie ma w filmie pochwały kultury przemocy i śmierci, nie ma też miejsca na narkotyki. Zaś konflikt między nauką szkolną a tańcem zostaje umiejętnie przezwyciężony. Moose trafia przecież na NYU na dwa fakultety, natomiast Luke zostaje przyjęty do akademii filmowej. Czy zatroskani o swe pociechy rodzice nie byliby radzi z takiego rozwiązania?


14.08.2010 :: 22:00
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


„Istota”


      Wybrałem się dzisiaj do kina na film "Istota" Vincenza Nataliego. Recenzje były raczej nieciekawe. Zarzucano, że to produkcja niszowa, że ograny temat i tym podobne, jednak jako fanowi fantastyki film przypadł mi do gustu. Odpowiadała mi formuła zaproponowana przez Nataliego i dałem się ponieść jego wizji — może dlatego, że odwołując się do typowej dla gatunku SF recepty, nie zapomniał o psychologii głównych bohaterów. I to nie tylko tych ludzkich. Tytułowa istota o imieniu Dren, łącząca w sobie cechy człowieka i zwierzęcia, posiada bowiem w filmie ciekawie zarysowaną osobowość. Znakomicie są pokazane błędy wychowawcze, popełniane przez dwójkę naukowców, którzy potajemnie powołali ją do życia, przeprowadzili przez dzieciństwo i doprowadzili do wieku dojrzałego.
      Nie mają racji ci, którzy zmutowaną Dren porównują do Frankensteina. Ta udziwniona dziewczyna budzi sympatię widzów. Szkoda tylko, że nie został lepiej wyeksponowany motyw jej niezwykłej inteligencji.



26.07.2010 :: 22:30
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Coco avant Chanel


      Obejrzałem w kinie „Coco Chanel”. Wzruszający film. Życie miała niełatwe, ale osiągnęła sukces artystyczny. Najważniejsze to mieć wielką pasję!

22.08.2009 :: 14:42
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


„Świadectwo”


     Poszedłem do kina na film „Świadectwo” (na motywach książki kard. Stanisława Dziwisza). I nie żałuję. Film mi uzmysłowił, pewnie podobnie jak wielu innym, pamiętającym cały pontyfikat, że w tamtych czasach — świadomie czy nie — żyło się w cieniu (czy raczej w blasku) Jana Pawła II. Czuło się jego ciepło. Prześledziłem myślą moje publikacje, uzmysławiając sobie, że nie napisałbym części z nich, gdybym się nie inspirował teologią Karola Wojtyły.

06.11.2008 :: 10:07
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe


Obejrzałem film „Kosmiczne jaja”


Skrócona wersja skróconej wersji:

— Czy ty?
— Tak!
— Czy ty?
— Tak!
— Jesteście mężem i żoną!

22.05.2006 :: 18:28
Link | Komentuj (1) | Recenzje filmowe