EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(17)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(72)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Co jeszcze można w windzie?


Przeglądałem własnie "Obcych z Alfy Centauri" i uzmysłowilem sobie, że w tej powieści jest też coś o windzie. Oto urywek 19. rozdziału...


      Z bijącym sercem śledził zmieniające się cyfry na górnej listwie, mając resztki nadziei, że winda się nie zatrzyma na jego piętrze. Niestety, zawiódł się, bowiem cicho szczęknęła, gdy dotarła do piątego. Zaczęły się bezszelestnie rozsuwać metalowe drzwi.
      — Stać! — rozkazał zimnym tonem, filując do środka i wsuwając tam lufę. — Ani kroku dalej!
      Dwaj niewinnie wyglądający ślepcy w bardzo ciemnych okularach, obaj w podniszczonych czarnych garniturach i równie czarnych wytartych kapeluszach, nie byli lokatorami budynku, w którym Smith od lat wynajmował apartament. Tych rozpoznawał, chociaż nie ze wszystkimi wymieniał kurtuazyjne ukłony. Czego szukali tak wczesną porą w obcym dla siebie miejscu? Teraz już sprawy pobiegły bardzo szybko. Starszy z intruzów nie stracił zimnej krwi. Na jego nieco rozlanej twarzy przez ułamek sekundy malowały się sprzeczne uczucia — podziwu, gniewu, zmieszania i nienawiści. Jednym gwałtownym ruchem uniósł w stronę Johna białą laskę, którą dzierżył w dłoni. Jednakże spóźnił się z oddaniem strzału i skosiła go krótka seria z broni automatycznej technika. Terkot był niegłośny i przypominał odgłos dziecięcej zabawki. Młodszy z siepaczy tak zgłupiał, że nie usiłował się bronić. Zamarł w bezruchu, licząc na zmiłowanie i łaskę. I jego Smith nie oszczędził, bez pardonu ładując w stojącą biernie postać zawartość magazynku. Tamtemu zmiękły kolana i z malującym się na twarzy wyrazem niebotycznego zdumienia osunął się w kąt.
      — Zrobione — mruknął z odrazą. Dłuższą chwilę rozszerzonymi z wrażenia oczami chłonął rezultaty starcia. Przemknęła mu przez głowę myśl, że tym razem to zwierzyna łowna zapolowała na myśliwych, zaskakująco odwracając role. Rozejrzał się jeszcze raz po pustym korytarzu, potem wszedł do windy i odsunął nogą przeszkadzający mu kapelusz. Wcisnął przycisk parteru.
      Zjechał na dół w towarzystwie swoich ofiar, po drodze medytując nad podłym losem, który nie szczędził mu niespodzianek. Zbyt dobrze znał oblicza obu tych pomyleńców, by nie wiedzieć, z kim przyszło mu się zmierzyć.

12.06.2006 :: 11:54
Link | Komentuj (1) | Obcy z Alfy Centauri


Pobudka!


      Nie pojmował, dlaczego telefon wyrywa go ze snu. Nie powinien był go budzić. W apartamencie panował miły półmrok, bowiem przez ciężkie, obszyte frędzlami kotary przedostawało się niewiele światła. Gdzieś znad dalekich zasnutych mgłą jezior przybyła do niego nocą zmysłowa nimfa wodna, osłonięta jedynie przejrzystym, zwiewnym peniuarem, ledwo kryjącym ponętne kształty, a szum jej skrzydeł zastąpił mu rozkoszną kołysankę. Alice niewyraźnie coś mruknęła i nie otwierając oczu przewróciła się na drugi bok, uwalniając go ze słodkich objęć. Sięgnął ręką, po omacku odnalazł komórkę i wcisnął przycisk, ale zamiast głosu rozmówcy usłyszał charakterystyczny, przerywany sygnał. Rozmowa była kodowana. Ciężka sprawa! Chcąc nie chcąc musiał zwlec się z pokrytego wymiętym przez noc jedwabiem posłania i rozejrzeć za hotelowym wideotelefonem, który krył się gdzieś między stylizowanymi sprzętami. Wargami delikatnie musnął dziewczynę za uchem i czule pogładził jej włosy. Odpowiedziała cichym kocim pomrukiem, wyciągnęła się na wznak, rozrzucając jak dziecko ręce, ale nie uniosła powiek. Czuł nadal w nozdrzach niepokojący zapach jej perfum.

10.03.2006 :: 09:36
Link | Komentuj (2) | Obcy z Alfy Centauri


ON i ONA, czyli jego drzwi i jej drzwi


      Winda cicho wjechała na ósme piętro. W holu czterogwiazdkowego hotelu odnotował wzrokiem ekspozycję holograficzną, płynnie się dostosowującą do zmieniającej się pory dnia. Urokliwy nocny widok Mont Blanc sprawił, że technik przeniósł znowu całą uwagę na czarującą Alice. Znieruchomiał przed wejściem do swego numeru, bezmyślnie się gapiąc na nierówne dębowe słoje. Miał wrażenie, że jak mityczny wędrowiec dotarł na skraj świata, a za okrywającym ziemię firmamentem niebieskim nie było już niczego. Nie chciało mu się wchodzić do obcego i mało intymnego wnętrza. Raptem pojął, że ugrzązł w głębokiej pustce, a jedynym ratunkiem była rozpaczliwa ucieczka.
      — Pourquoi pas? — półszepnął. — Nie wszystko zależy od rozumu...
      Nieomal na palcach, jak psotliwy uczniak, który zamierza zakraść się do sąsiadów i pobrykać na terenie ich posiadłości, a na koniec wrzucić im do basenu zdechłego kota, ostrożnie zbliżył się do drzwi Alice, mieszczących się przy końcu korytarza i przyłożył do nich ucho. Czy jej gorące wyznania miłosne uprawniały go do włamywania się do niej w nocy? A może rankiem przy śniadaniu z dojmującym chłodem zamierzała wszystko odwołać? Niepewnie zastukał, a właściwie zachrobotał, ale nie był pewny, czy go usłyszała. Przestraszył się nie na żarty, serce zaczęło waliło mu jak młot, lecz nie wypadało mu się już wycofywać. Nerwowo zerknął na zegarek, który pokazywał pierwszą szesnaście. Usilnie szukał w myślach jakiegoś pretekstu i wykoncypował, że jakoś się wytłumaczy. Odważył się, nacisnął klamkę, a ku jego zdziwieniu tajemne wierzeje ustąpiły. Miał wrażenie, że chroni się w świecie bajek i odsapnął z odrobiną ulgi. Przechodziło się przez to zaczarowane lustro, chociaż nie wyglądało na takie.

02.03.2006 :: 17:27
Link | Komentuj (0) | Obcy z Alfy Centauri


A oto, co odkryłem na Księżycu...


...ma się rozumieć, w „Obcych z Alfy Centuari”, nie naprawdę...

      Pojawili się niczym bracia bliźniacy w niecałe dziesięć minut. Nie różnili się szczególnie wagą i wzrostem. Chris Donlon nie miał ani cienia wątpliwości. Oglądał planszę, biorąc ją pod światło i mrużąc oczy.
      — Rzeczona studnia ma ponad trzy i pół tysiąca lat — oświadczył. — To przeżytek, pamiętający czasy rozkwitu kultury kreteńskiej, schyłek Średniego Państwa w Egipcie, a w Chinach kres dynastii Hia. Zbadaliśmy powierzchnię tradycyjną metodą węglową, a następnie systemem Geyera. Wszakże cylindryczna pokrywa w głębi wydaje mi się jeszcze starsza. Może mieć nawet około pięciu tysięcy lat. Ale to nie wszystko, komandorze. W tym cygarze zachowały się — moim ostrożnym zdaniem — czynne nośniki energii, coś w rodzaju... baterii lub akumulatorów — prorokował. — To ciekawe! — zaświeciły mu się oczy. — Na razie nie odgadniemy, co to właściwie jest i jak to działa. Nie można wykluczyć tego, że to niby śpiące bydlę okaże się sprawne. Zatem może dać niezły koncert po uruchomieniu. Jednak będziemy mogli cokolwiek zawyrokować dopiero po usunięciu pokrywy włazu i zbadaniu zawartości, o ile kiedykolwiek wedrzemy się do środka. To prawdziwa forteca i chyba nie na nasze siły.
      — Też coś? — wtrącił z nutą oburzenia komandor. — Nie krakajcie. Musicie to jakoś przeskoczyć. Stać was na to...
      — Tak pan uważa? — zapytał Chris, udając niebosiężne zdziwienie. — Jak pan wie, naszą dewizą jest...
      — Tak, tak, wiem — prychnął. — Olewać wszystko, co się da. A moją: wdeptać w ziemię wszystkich cywilów. — To ostatnie dorzucił miękko, nie chcąc ich urazić. — Możemy sobie skakać do oczu, ale nie w obliczu tego, co tam przed nami wyrosło.
      Pomyślał o monterach w kombinezonach próżniowych, bezskutecznie szukających na powierzchni mechanizmu, który wprawiłby w ruch rygle i blokady. Badano teren wokół, krok po kroku. Ściany zarytej w grunt księżycowy na blisko sto pięćdziesiąt metrów stacji były za twarde, by poradził sobie z nimi laser, używany do prac remontowych. Wpasowany pionowo w spękane skały i lawę monument wykonano z nieznanego na Ziemi stopu o niewyobrażalnych wręcz właściwościach fizycznych.

20.02.2006 :: 15:27
Link | Komentuj (0) | Obcy z Alfy Centauri


„Obcy z Alfy”


      Przejrzałem „Obcych z Alfy Centauri”. To ponad 330 ss znorm mpsu. Tu i ówdzie doszlifowałem narrację i dialogi. No i powtórnie podzieliłem powieść na rozdziały, dostosowując się do obecnych standardów. Ma ona ich teraz dwadzieścia jeden.
      "Obcy" są prezentowani w sieci raczej wyrywkowo. We fragmentach jest tam nieledwie jedna szósta czy jedna siódma całości.

23.09.2004 :: 15:41
Link | Komentuj (4) | Obcy z Alfy Centauri


Ostatni wakacyjny wygłup


      Zerwała się na równe nogi i nie umiała już usiąść. Zaczęło nią rzucać. Zdradziła mu, że przed planowanym pokazem mody w Luwrze ma do przećwiczenia z Dianą kilka układów tanecznych. Dla zabicia czasu, ale i zarazem po to, by popisać się przed chłopakiem, włączyła muzykę, przyćmiła światła i jęła się kołysać: zrazu leniwie, apatycznie i sennie, później coraz żwawiej. Była gibka jak kobra, zwinna jak pantera i miała wściekłe wyczucie rytmu, co odkrył, gdy muzyka nabrała tempa. Pojął, że ruch jest jej żywiołem. Okazała się doskonała w tej ognistej roli i wtedy przyszła mu na myśl tamta solistka z "Bolera" Ravela. Taniec był namiętny, jej biodra zwodniczo kusiły i nieruchome pozostawały tylko ciemne hipnotycznie błyszczące oczy, których starała się nie spuszczać z Pierre'a. Zdawały się szeptem obiecywać: "Weź mnie, jam twoja!" Gdy utwór się urwał, dziewczyna z rozpędu wylądowała mu na kolanach i z wdziękiem zarzuciła ręce na szyję. Istna wariatka, ale z ikrą. Rozochocona chichotała, a jego dłoń niby to przypadkiem dostała się pod rozpiętą bluzkę, nieomylnie wyłuskując piersi. Podnieciła się tym tańcem, a jej sutki niepokojąco nabrzmiały.
      Mignęła mu myśl, że powinien być wierny Dianie, spoważniał i lekko ją odepchnął. Przestała się uśmiechać i w jej oczach pojawiły się gniewne błyski, ale tylko na moment. Umizgów bogini się nie lekceważyło. Nie dałaby mu odruchowo w mordę, nie odważyłaby się na to. Z energią klasnęła w dłonie i bez chwili wahania zaoferowała mu jeszcze jeden diaboliczny popis. Włączyła muzykę. Kompletnie oszalała, gdyż był to najprawdziwszy striptiz, prawie jak z niesławnego Placu Pigalle. W dwie różne strony pofrunęły bluzka i spódnica. Miała na sobie seksowną czarną bieliznę, skąpy, nie kryjący sutek i wąskim paseczkiem podtrzymujący piersi koronkowy biustonosz i równie skąpe stringi, a także pas z zaczepami do czarnych pończoch. Tych resztek nie zdążyła z siebie zrzucić, gdyż przeszkodził jej Idomeneus. Był przeklęcie rzeczowy i zarazem drańsko ślepy na to, co wyczyniała. Beznamiętnym do bólu głosem powiadomił gości, że właścicielka apartamentu wjeżdża właśnie swym citroenem do garażu. Cóż było czynić? Siła wyższa! Sophie niby to bezradnie rozłożyła ręce, potem w piorunującym tempie pozbierała swoje ciuchy i bez zwłoki zaszyła się z nimi w łazience.

23.09.2004 :: 13:59
Link | Komentuj (0) | Obcy z Alfy Centauri


Dotyk anioła


      Roześmiała się, oglądając jego twarz z bliska. Wydawało się, że chce każdy szczegół jego młodego oblicza oddzielnie zbadać wzrokiem, dyskretnie dotknąć palcami jego czoła, brwi, policzków, ust, nosa i brody, by potem jego rysy zapamiętać i ukryć w sercu, zamykając i pieczętując je tam na całą wieczność na siedem pieczęci.
      — Jesteś... jakby to powiedzieć... — odezwała się. — Między nami, angelosami, nie ma potocznie rozumianych więzów krwi. To nieomal jak z aniołami u średniowiecznych filozofów — każdy jest gatunkowo odrębny. Mimo to pomiędzy bliskimi sobie numerami zachodzi ponoć swego rodzaju genetyczne... ni to powinowactwo, ni to pokrewieństwo.
      Pizza utknęła mu w gardle i omal się nie zakrztusił. Myśl, że dziwnym trafem Diana może okazać się jego biologiczną siostrą, była nie do zniesienia. Przestał jeść i spojrzał na nią z nieskrywanym przerażeniem.
      — Chcesz powiedzieć, że jesteśmy rodzeństwem?!..

05.09.2004 :: 10:19
Link | Komentuj (11) | Obcy z Alfy Centauri


Uuuu! Ponuro...


      Coś arcyciekawego się kroiło, aczkolwiek jeszcze nie wiedział, co. Pognał do windy. Szefa nie zastał jednakże już na piątym piętrze i odesłano go do ponurych piwnic. Skwapliwie tam zjechał. W podziemiach Humberto rzadko kiedy bywał i młokos nie pojmował, dlaczego właśnie tam ma za nim niuchać. W prawym skrzydle po renowacji mieściło się archiwum, lewe natomiast służyło bliżej nieokreślonym celom. Ugrzęznąć w nim nie było bezpiecznie.
      — Nie wiedziałem, że tu takie lochy — mruknął pod nosem.
      Korytarze były nieco wilgotne i ciemne, punkty świetlne osłonięte metalową siatką, a przewody elektryczne biegły po chropowatej powierzchni poczerniałych murów. Szedł, kierując się wymalowanymi białą farbą znakami. Tu czas jakby się zatrzymał. Surowe ściany nielicznych pootwieranych cel zdawały się posępnie kontemplować rozpaczliwe krzyki skazańców. Znalazł szefa w niby-bunkrze, odgrodzonym od korytarza ciężkimi, żeliwnymi drzwiami. Centralną ścianę zdobił moduł przedpotopowej stacji łącznościowej.

03.09.2004 :: 10:28
Link | Komentuj (1) | Obcy z Alfy Centauri


Ponury ranek i... łyk kawy


      Zaspany i półprzytomny, wodził mętnym wzrokiem za kroczącym tam i z powrotem nadętym Hillem. Skrycie ziewał. W Paryżu dochodziła dopiero siódma rano i czuł się zdegustowany tym, że tak brutalnie ściągnięto go z łóżka. O tak wczesnej porze wieża Eiffla mogła mu się kojarzyć tylko ze sterczącym fallusem. Marzyła mu się filiżanka mocnej parującej kawy. Pogoniono go i nie zdążył niczego wrzucić na ruszt przed wyjściem z hotelu przy Avenue de New York, więc teraz najchętniej wymknąłby się na koniec korytarza, by tam przykleić się do kuchennego ekspresu. To jednak nie wchodziło w rachubę. Po zaginięciu krążącego po Europie medium ogłoszono w te pędy stan podwyższonej gotowości i kogo się tylko dało postawiono na nogi. Ryba sprytnie wyślizgnęła się z sieci, a przepadła dosłownie w ostatniej chwili.

============================

      Nie było się o co sprzeczać. Młoda Włoszka znikła z pola widzenia satelity i czujników chłopców z ochrony. Tyle na pewno wiedział i chcąc nie chcąc musiał się pogodzić z tym faktem. Ożywił się dopiero, gdy wniesiono kawę. Cholerny Humberto o tym pomyślał, wydając ciche polecenie i John nagle pojął, że jest w nim na powrót bez pamięci zakochany. Wybrał dużą filiżankę, sypiąc dwie czubate łyżki cukru. Wypił łyk i poczuł, że wraca mu energia.
      — No i co? Lepiej?!..
      Szef sekcji uśmiechnął się do niego niemalże po ojcowsku i John nieoczekiwanie go sobie wyobraził stojącego przy ołtarzu w brązowym habicie zakonnym. Ten palant umiał być przesympatyczny, o ile nachodziła go na to ochota. Niestety, rzadko mu się to zdarzało.

30.08.2004 :: 11:17
Link | Komentuj (1) | Obcy z Alfy Centauri


Z „Bolerem” Ravela w tle...

...czyli kto lubi tańczyć na stole

      Wrócił do niewielkiego mieszkania i wyciągnął się na sprężynującym łóżku. Uwielbiał dawnych mistrzów. Włączył odtwarzacz, decydując się na ulubione "Bolero" Maurycego Ravela.
      — Crescendo na orkiestrę, start! — zarządził.
      Pierwszy raz ten utwór usłyszał w Wenecji jako ośmioletni chłopak. Wsłuchał się w jednostajny baskijski rytm, podany przez werbel i zaraz flet rozpoczął solo. Temat był natarczywy, a orkiestra wielokrotnie go powtarzała, stopniując, bez żadnego rozwinięcia.
W Paryżu był sam, rodzice bowiem przebywali na stałe w Awinionie. Odwiedzał ich od czasu do czasu, a zimowe i letnie wakacje spędzali wspólnie. Ostatnio hulał z nimi dwa tygodnie na Madagaskarze, ale zaczynał się już nudzić w ich towarzystwie. Różnica wieku robiła swoje. Nie obchodziły go dyskusje nad nowymi metodami uprawy złocistej kukurydzy, co pociągało siwiejącego ojca, mającego udziały w kilku spółkach rolniczych, ani rozmowy o terapiach odmładzających, co z kolei wywoływało podniecenie u dbającej o siebie matki. Był inny niż jego koledzy, górował nad nimi inteligencją, łatwością zapamiętywania i tempem skojarzeń — co czuł od wczesnego dzieciństwa.
      — Wchodzi następny — szepnął, wsłuchując się w płynące dźwięki.
      Dlaczego lubił ten utwór? Pewnie dlatego, że dziełko było apoteozą rytmu. A poza tym stanowiło wspaniałą rewię instrumentów. Te kolejno po odegraniu solowej partii wnikały w akompaniament. Umiał je rozpoznawać.

      Powracała do niego w samotne wieczory jak bumerang pewna niepokojąca myśl. Teraz, kiedy otrzymywał regularnie koperty z czekiem, honorowanym przez American Express przy Place d'Opera, a wraz z tym wizerunek walczącego ze smokiem archanioła, ta myśl narastała, przeradzając się w pewność. Rysunek bezsprzecznie symbolizował rozsianą po kuli ziemskiej osobliwą społeczność, która subtelnie dawała znać o sobie, nie zdradzając na razie swej tożsamości. Intuicyjnie to wyczuwał. Przez Internet szukał pierwowzoru wizerunku, sięgając do archiwów bibliotecznych na wszystkich kontynentach, ale bez skutku. Twórca sztychu nie był znany. Ostatnio jak przez mgłę przypominał sobie, że gdzieś w Paryżu widział niemal identyczny motyw na portalu jakiegoś przypadkowo mijanego gmachu. Tylko gdzie to było? Mimo tego, że od tygodnia ćwiczył się w odtwarzaniu swoich nie tak bardzo zawiłych tras po mieście, nie mógł mglistego wspomnienia skojarzyć z właściwym zakątkiem stolicy.
      Przeciągnął się na łóżku, wahając się nad dzielnicą łacińską, w której symbol walczącego anioła mógł się wiązać z jakąś tradycją uniwersytecką. Tam natrafiał wciąż na objuczonych książkami studentów.
      — Najboleśniejszy jest dramat wyobcowania — mruknął do siebie, sięgając myślami do pisarzy egzystencjalistów XX wieku. W wolnych chwilach zagłębiał się w prace Sartre'a i Camusa. — Doświadczyć samotności — orzekł, cedząc zgłoski. — Czytywał też inne dzieła, nie stroniąc od filozofów starożytnych i średniowiecznych. — Dobra, kij z tym — zawyrokował, przeciągając się po chwili zadumy. — Da się przeskoczyć tę poprzeczkę!
      Napięcie rosło i odzywały się kolejne instrumenty. Oglądał kiedyś to widowisko baletowe w operze i przed oczyma miał teraz skąpo oświetloną scenę. We wnętrzu hiszpańskiej gospody siedzieli wzdłuż ścian przy winie wieśniacy. Pośrodku na wielkim stole gibka dziewczyna rozpoczynała taniec. Najpierw nieśmiało, choć z godnością, miarowo. Rytm uporczywie wracał, raz po raz, a jej ruchy krzepły, nabierały pewności i śmiałości. Początkowo nie zwracający na dziewkę uwagi goście zaczynali stopniowo nasłuchiwać, rozmowy cichły, wstawali i urzeczeni podchodzili do stołu. Jak zahipnotyzowani gromadzili się wokół tańczącego bóstwa.
      — Zbiorowa magia — półszepnął. — I ta niebotyczna wirtuozeria ruchów. Baletnica była cudowna!

      Mimo swych siedemnastu lat nie miał dotąd dziewczyny i chyba to go najbardziej bolało. Skrycie marzył o takiej, o cudownej wybrance swego losu — ba, wiele razy wyobrażał sobie, że udało mu się ją wreszcie poznać i z nią się zaprzyjaźnić. Wyobrażał sobie, że trzymając się za ręce włóczą się razem po wybrzeżu Sekwany, zaglądają do kafejek, do muzeów i do kin. Z tych lasek, które znał, żadna mu jakoś nie odpowiadała, chociaż chciały się z nim umawiać. On się im podobał, one jemu — nie. Muzyka płynęła, zwiastując finał, instrumentów w tle przybywało — i nagle, dosłownie w okamgnieniu, powiązały się strzępy wspomnień, przekształcając w obraz, który pojawił się w polu świadomości. To był przebłysk geniuszu. Chłopak doznał prawdziwego olśnienia. Narastające crescendo zamknął obcy, mediantowo zastępczy akord.

26.08.2004 :: 14:05
Link | Komentuj (2) | Obcy z Alfy Centauri


Co się ułożyło z puzzli?


      Mimo swych siedemnastu lat nie miał dotąd dziewczyny i chyba to go najbardziej bolało. Skrycie marzył o takiej, o cudownej wybrance swego losu — ba, wiele razy wyobrażał sobie, że udało mu się ją wreszcie poznać i z nią się zaprzyjaźnić. Wyobrażał sobie, że trzymając się za ręce włóczą się razem po wybrzeżu Sekwany, zaglądają do kafejek, do muzeów i do kin. Z tych lasek, które znał, żadna mu jakoś nie odpowiadała, chociaż chciały się z nim umawiać. On się im podobał, one jemu — nie. Muzyka płynęła, zwiastując finał, instrumentów w tle przybywało — i nagle, dosłownie w okamgnieniu, powiązały się strzępy wspomnień, przekształcając w obraz, który pojawił się w polu świadomości. To był przebłysk geniuszu. Chłopak doznał prawdziwego olśnienia.
      — Ty ciężko kapująca mózgownico — szepnął, rozgorączkowany i przejęty. — Przecież to oczywiste!
      Zerwał się z łóżka, wyłączył odtwarzacz, założył miękkie buty, narzucił kurtkę i wybiegł z mieszkania. Nie mógł doczekać się windy i pędem zbiegł po schodach.
      Miał przed oczyma ilustrację, która ułożyła mu się z rozsypanych puzzli. Wiedział już, na której stacji metra musi wysiąść, aby trafić do owego tajemniczego gmachu niby z krainy Oz. W półśnie widział nie tylko portal z aniołem, walczącym ze smokiem. Inny obraz spychał do podświadomości, mylnie uznając, iż jest za mało realny. Jednakże tamta jasnowłosa piękność, którą sobie wymarzył, naprawdę istniała.

25.08.2004 :: 20:42
Link | Komentuj (4) | Obcy z Alfy Centauri


Czasami trzeba wyskoczyć przez okno


      Gdyby był mądrzejszy i posłuchał patrona, czmychnąłby od razu, nie czekając, na to, co się jeszcze stanie. Miast tego troskliwie pochylił się nad klientem, usiłując mu dopomóc. Żebrak nieoczekiwanie wyrwał z jego dłoni ostrą brzytwę i ciął nią na oślep, raz, drugi i trzeci, mierząc gdzieś w próżnię. Rozległ się przeraźliwy krzyk zranionego chłopaka i na lustro trysnęła krew z przeciętej tętnicy. Potem z trzaskiem pękło szkło witryny z napisem "Parrucchiere" i Lukas znalazł się na trotuarze.
      — Nie, nie! Nieee!..
      Cwałował środkiem jezdni, nie zwracając uwagi na mijające go pojazdy. Ocknął się dopiero, gdy ostro zderzył się z karoserią wolno zakręcającego autobusu, odbił się i wylądował na asfalcie.

05.08.2004 :: 11:11
Link | Komentuj (2) | Obcy z Alfy Centauri


Diana na planie


      Trudno mu było opanować rozsadzającą go wściekłość. Za chwilę ta sama modelka, siedemnastoletnia Diana, miała się pojawić na wybiegu w kolejnej zmysłowej kreacji i znowu zebrać rzęsiste brawa, a Johnowi nadal nic pomysłowego nie przychodziło do głowy. Czuł się bezsilny i bezradny. Może ta niezdrowa obsesja wynikała z nadmiaru doznań i wrażeń? Może po prostu dopiero teraz wychodziło z niego potworne kilkudniowe zmęczenie? Nie był nigdy telepatą i uznał, że to, co się z nim dzieje, podpada pod zjawiska paranormalne. Nie miał władzy nad szarpiącymi go emocjami. Instynktownie, niemal po zwierzęcemu czuł, że lansowana przez okrzyczanego René Lemaître'a, cenionego w Paryżu kreatora mody, długonoga dziewczyna ma coś wspólnego z kosmitami. To atawistyczne przeświadczenie było tyleż silne co absurdalne. Siedział spięty jak diabli, a przyjmowany z zachwytem pokaz mody nie dostarczał mu żadnej przyjemności.

03.08.2004 :: 12:24
Link | Komentuj (20) | Obcy z Alfy Centauri


Jak należy powitać kosmitę?


Wersja, której raczej nie zalecam...

      Hill przepadał za sztucznymi teatralnymi gestami, z którymi uwielbiał łączyć ironiczne komentarze. Podniósł się więc z powagą z fotela i zaklaskał w dłonie, szykując się do występu. Przywołał obecnych do porządku.
      — Miło mi zebrane tu zacne grono powiadomić, że na tym kontynencie w słonecznej Italii niespodziewanie zetknęliśmy się z przedstawicielami obcej cywilizacji — bajtlował. — To wydarzenie bez precedensu, coś wyjątkowego i niebywałego, na co wpatrzeni w czerń nieba Ziemianie z utęsknieniem oczekiwali od stuleci. Rendez-vous z kosmitami — uderzył w wysokie tony. — A oto jak wygląda jeden z tamtych! — z dumą wyciągnął wypielęgnowaną dłoń w stronę uwięzionego zwierzaka. Jednakowoż zaraz popadł w pozorowany smutek. — Niestety, i to wielka szkoda, nieprzezwyciężalne bariery językowe nie pozwalają temu śmiałkowi osobiście się nam przedstawić. A to byłby gest! Cóż, względy techniczne, a może zmęczenie długą podróżą — nabijał się w żywe oczy. — Pozostaje mi zatem zastąpić go w prezentacji — z zadowoleniem zatarł ręce. — To nie homo aquarius, moi panowie, nie, nie — zakrzyknął. — To homo viator! Przybysz, znający na wylot cały Układ Słoneczny...
      Gad był osowiały po hipernarkozie i nie zajmowała go ta pompa. Na ranę postrzałową nałożono mu szwy w cichej klinice w Mediolanie, jednak nic nie wskazywało na to, by wróciła mu chęć do życia. Przycupnął w rogu, osowiały i potulny, a ślepia miał półprzymknięte. Co rusz przeszywały go dreszcze.

02.08.2004 :: 13:41
Link | Komentuj (3) | Obcy z Alfy Centauri


Jak dzielimy kosmitów?


      Kosmitów dzielimy na: bardziej inteligentnych od ludzi, tak samo inteligentnych jak ludzie i mniej inteligentnych niż ludzie.

      — Widzisz, to całkiem inna para kaloszy — zaczął spokojnie. — Trafili na nasz warsztat i wzięliśmy się do galopu. Satelity okołomarsjańskie, a następnie okołoksiężycowe dostarczyły nam danych, z których wynikało, że te istoty nie są zbyt rozgarnięte — klarował. — Co tu dużo mówić: to nie byli kosmici, jakich sobie często wyobrażamy. Żadne tam górujące nad nami istoty rozumne. Jeżeli już coś przypominali, to raczej nasze ssaki. Takie... skrzyżowanie bardzo bystrej małpy z utytłaną świnią. Nie było wiadomo, czego te niby-zwierzaki właściwie szukały. Zresztą, chyba one same tego nie wiedziały. Co rusz zmieniały tor lotu, urządzały pikniki, a wszędzie zostawiały za sobą śmietnik. Zwyciężyło przekonanie, że dysponują technologią, której na pewno same nie stworzyły. No i tu jest właśnie pies pogrzebany. Zależało nam na tym, żeby im odebrać ich zabawki. Gra była warta świeczki, nie ma co...

31.07.2004 :: 19:42
Link | Komentuj (3) | Obcy z Alfy Centauri


Podróże


Można być w Piemoncie, gdzieś między Milano a Torino, a myśleć o Rio...


      Jej niespodziewany wybuch skojarzył mu się nagle z żywiołowymi tańcami południowoamerykańskimi i poczuł niejaką ulgę. Trwał karnawał w Rio i omal nie pociągnęła go za sobą posuwająca się w rytmie samby pełna temperamentu skąpo odziana Mulatka. Jej odkryte piersi kusząco się kołysały. Przeszyła go na wylot czarnymi jak węgiel wiele obiecującymi oczyma. Nie zapominał takich chwil. Odwrócił wzrok od szosy. Mijali porosłe winnicami urocze wzgórze z niewielkim sypiącym się już średniowiecznym zameczkiem, znaczącym się na jednym ze zboczy. Strzelała w niebo baszta obronna.

29.07.2004 :: 09:18
Link | Komentuj (3) | Obcy z Alfy Centauri


Pod okiem kosmity


Właśnie się zastanawiałem nad tym, czy ten kosmita ma ich zabić, czy nie. Ale chyba nie...


      Maskowanie było doskonałe i nie zwróciła uwagi na zagadkowego przybysza para zakochanych, szukająca łoża z zieleni, oświetlonego jedynie przez księżyc. Chłopak i dziewczyna z pobliskiej wioski, zamieszkałej przez grupę naturystów z radykalnego odłamu Fratellanza, przeszli cicho, niemal ocierając się o niby to paprocie, osłaniające dziwny obiekt, który spadł z nieba. Kilka metrów dalej znaleźli miękką gęstą trawę i tam się zatrzymali. Nieświadomi tego, co im grozi, zapomnieli się w rozkosznych pieszczotach i uściskach. Chyba zabawiali się tak pierwszy raz, bo nieopierzony casanova początkowo sobie nie radził ze zdradzającą jeszcze sporo wstydu młodziutką kochanką. Pewnie ze trzy minuty trwało nim ściągnął z niej skąpe figi. Później w milczeniu odeszli, w upojeniu trzymając się za ręce.

24.07.2004 :: 20:42
Link | Komentuj (0) | Obcy z Alfy Centauri