ZAPISKI FRAGMENTY UTWORÓW SAVOIR-VIVRE NASTOLATKA
 
 






Maryla Rodowicz, Rozmowa przez ocean


Są dwa światy i nas jest dwoje, do swych miejsc przypiętych jak rzepy,
Ty masz pewnie więcej spokoju, ja mam dzieci.
Są dwa światy i jedno słońce, które u nas słabiej co grzeje,
Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję, ja nadzieję.

[...]

01.09.2004 :: 08:40
Komentuj (4)


Uuuu! Ponuro...


      Coś arcyciekawego się kroiło, aczkolwiek jeszcze nie wiedział, co. Pognał do windy. Szefa nie zastał jednakże już na piątym piętrze i odesłano go do ponurych piwnic. Skwapliwie tam zjechał. W podziemiach Humberto rzadko kiedy bywał i młokos nie pojmował, dlaczego właśnie tam ma za nim niuchać. W prawym skrzydle po renowacji mieściło się archiwum, lewe natomiast służyło bliżej nieokreślonym celom. Ugrzęznąć w nim nie było bezpiecznie.
      — Nie wiedziałem, że tu takie lochy — mruknął pod nosem.
      Korytarze były nieco wilgotne i ciemne, punkty świetlne osłonięte metalową siatką, a przewody elektryczne biegły po chropowatej powierzchni poczerniałych murów. Szedł, kierując się wymalowanymi białą farbą znakami. Tu czas jakby się zatrzymał. Surowe ściany nielicznych pootwieranych cel zdawały się posępnie kontemplować rozpaczliwe krzyki skazańców. Znalazł szefa w niby-bunkrze, odgrodzonym od korytarza ciężkimi, żeliwnymi drzwiami. Centralną ścianę zdobił moduł przedpotopowej stacji łącznościowej.

03.09.2004 :: 10:28
Komentuj (1)


Dotyk anioła


      Roześmiała się, oglądając jego twarz z bliska. Wydawało się, że chce każdy szczegół jego młodego oblicza oddzielnie zbadać wzrokiem, dyskretnie dotknąć palcami jego czoła, brwi, policzków, ust, nosa i brody, by potem jego rysy zapamiętać i ukryć w sercu, zamykając i pieczętując je tam na całą wieczność na siedem pieczęci.
      — Jesteś... jakby to powiedzieć... — odezwała się. — Między nami, angelosami, nie ma potocznie rozumianych więzów krwi. To nieomal jak z aniołami u średniowiecznych filozofów — każdy jest gatunkowo odrębny. Mimo to pomiędzy bliskimi sobie numerami zachodzi ponoć swego rodzaju genetyczne... ni to powinowactwo, ni to pokrewieństwo.
      Pizza utknęła mu w gardle i omal się nie zakrztusił. Myśl, że dziwnym trafem Diana może okazać się jego biologiczną siostrą, była nie do zniesienia. Przestał jeść i spojrzał na nią z nieskrywanym przerażeniem.
      — Chcesz powiedzieć, że jesteśmy rodzeństwem?!..

05.09.2004 :: 10:19
Komentuj (11)


Jesień


      Robić się zaczyna niby to kolorkowo, ale to przecież najzwyklejsze oszustwo. Bermudy, szorty i półkoszulki trafią na górną półkę do szafy, a ich miejsce zajmą ciuchy na chłodniejsze dni: flanelowe koszule, bawełniane bluzy, ciepłe sweterki, marynarki i pikowane kurteczki. Buty na grubszej podeszwie, żeby wytrzymywały chlapy. Krótko mówiąc: idzie jesień. Chusteczki higieniczne do zasmarkanego nosa, parasole, a potem szaliki i rękawiczki. Wełniane skarpetki. Coś na głowę, żeby myśli nie przemarzły. Brrr, sadystyczna ta notka! Nawet aniołowie zwijają już skrzydła i jak wiolonczele chowają je do futerałów. Ale to nie ja wymyśliłem tę okropną porę roku, więc nie miejcie do mnie pretensji.

09.09.2004 :: 16:14
Komentuj (3)


Trudno tak...


Trudno tak razem być nam ze sobą,
bez siebie nie jest lżej,
lecz trzeba nam
trzeba dbać o tę miłość,
nie wolno stracić jej,
no, nie wolno stracić jej.

[Edyta Bartosiewicz, Krzysztof Krawczyk]

16.09.2004 :: 21:29
Komentuj (5)


Mon Dieu, on się naprawdę wybiera do Dianci...


      Wszystkie te fragmenty, składające się na sekwencję z Dianą i jej menem, przeniosłem do innego serwisu. Tekst był trochę za długi, by zachowywać go na ownlogu. Kto chce poczytać, może sobie tam zajrzeć...

      Zegary rozpędziły się raptem w sennym Montrouge, pobudzając chłopaka do działania. Oderwał się od komputera i gorączkowo zajął się przygotowaniami. >>>

17.09.2004 :: 13:12
Komentuj (4)


Czas spoważnieć


      Kończą się studenckie wakacje, te uczniowskie już dawno poszły w niepamięć [pozostały tylko przemiłe wspomnienia i rozkoszne plenerowe zdjęcia, które można pokazać znajomym], czas więc zająć się poważniejszymi sprawami. Osobiście grawituję ku historii, bo to akurat jest mi najbardziej potrzebne. Wpadło mi w ręce kilka książek i zabrałem się do lektury. Żegnaj zatem XXI, a witaj XVII wieku.
      Paryż w lipcu 1630 roku. Ludwik XIII i kard. Richelieu są w Grenoble, wcześniej bawili z armią w Sabaudii. Maria de Medici i Anna Austriaczka przybyły do Lyonu. Zainteresowanym polecam powieść Aleksandra Dumasa, zatytułowaną "D'Artagnan". Jej akcja toczy się dokładnie w tym okresie.

22.09.2004 :: 20:00
Komentuj (2)


Ostatni wakacyjny wygłup


      Zerwała się na równe nogi i nie umiała już usiąść. Zaczęło nią rzucać. Zdradziła mu, że przed planowanym pokazem mody w Luwrze ma do przećwiczenia z Dianą kilka układów tanecznych. Dla zabicia czasu, ale i zarazem po to, by popisać się przed chłopakiem, włączyła muzykę, przyćmiła światła i jęła się kołysać: zrazu leniwie, apatycznie i sennie, później coraz żwawiej. Była gibka jak kobra, zwinna jak pantera i miała wściekłe wyczucie rytmu, co odkrył, gdy muzyka nabrała tempa. Pojął, że ruch jest jej żywiołem. Okazała się doskonała w tej ognistej roli i wtedy przyszła mu na myśl tamta solistka z "Bolera" Ravela. Taniec był namiętny, jej biodra zwodniczo kusiły i nieruchome pozostawały tylko ciemne hipnotycznie błyszczące oczy, których starała się nie spuszczać z Pierre'a. Zdawały się szeptem obiecywać: "Weź mnie, jam twoja!" Gdy utwór się urwał, dziewczyna z rozpędu wylądowała mu na kolanach i z wdziękiem zarzuciła ręce na szyję. Istna wariatka, ale z ikrą. Rozochocona chichotała, a jego dłoń niby to przypadkiem dostała się pod rozpiętą bluzkę, nieomylnie wyłuskując piersi. Podnieciła się tym tańcem, a jej sutki niepokojąco nabrzmiały.
      Mignęła mu myśl, że powinien być wierny Dianie, spoważniał i lekko ją odepchnął. Przestała się uśmiechać i w jej oczach pojawiły się gniewne błyski, ale tylko na moment. Umizgów bogini się nie lekceważyło. Nie dałaby mu odruchowo w mordę, nie odważyłaby się na to. Z energią klasnęła w dłonie i bez chwili wahania zaoferowała mu jeszcze jeden diaboliczny popis. Włączyła muzykę. Kompletnie oszalała, gdyż był to najprawdziwszy striptiz, prawie jak z niesławnego Placu Pigalle. W dwie różne strony pofrunęły bluzka i spódnica. Miała na sobie seksowną czarną bieliznę, skąpy, nie kryjący sutek i wąskim paseczkiem podtrzymujący piersi koronkowy biustonosz i równie skąpe stringi, a także pas z zaczepami do czarnych pończoch. Tych resztek nie zdążyła z siebie zrzucić, gdyż przeszkodził jej Idomeneus. Był przeklęcie rzeczowy i zarazem drańsko ślepy na to, co wyczyniała. Beznamiętnym do bólu głosem powiadomił gości, że właścicielka apartamentu wjeżdża właśnie swym citroenem do garażu. Cóż było czynić? Siła wyższa! Sophie niby to bezradnie rozłożyła ręce, potem w piorunującym tempie pozbierała swoje ciuchy i bez zwłoki zaszyła się z nimi w łazience.

23.09.2004 :: 13:59
Komentuj (0)


Obcy z Alfy


      Przejrzałem "Obcych z Alfy Centauri". To ponad 330 ss znorm mpsu. Tu i ówdzie doszlifowałem narrację i dialogi. No i powtórnie podzieliłem powieść na rozdziały, dostosowując się do obecnych standardów. Ma ona ich teraz dwadzieścia jeden.
      "Obcy" są prezentowani w sieci raczej wyrywkowo. We fragmentach jest tam nieledwie jedna szósta czy jedna siódma całości.

23.09.2004 :: 15:41
Komentuj (4)


Wrócił


      Wrócił po czterech miesiącach. Wychudł tak, że mieliśmy wątpliwości co do jego tożsamości. Doktor orzekł, że to kastrat, dał mu coś na odrobaczenie, podał zastrzyk i obciął mu pazury. No, ale drań odzwyczaił się od załatwiania się w łazience. W lesie przecież robił to pod drzewkiem. Zaczęło podejrzanie śmierdzieć w pokoju — i co się okazało? Zesrał się, cwaniak, do doniczki z ogromnym fikusem. Wszystko cacy, ale jeśli sobie nie odświeży zasad higieny, będzie musiał wynieść się na wieś.
      Nie tylko one zresztą wracają...

24.09.2004 :: 09:43
Komentuj (4)


Witajcie Wagi!


      Dziwnym trafem przegapiłem nadejście astronomicznej jesieni. W środę, 22 września, o godzinie 18:30 Słońce znalazło się w punkcie równonocy jesiennej i weszło w znak Wagi. Rozpoczęła się tym samym ta barwna ale smutna pora roku.
      Nie ma mocnych, czas zmienić futerko na cieplejsze, zrobić zapasy na zimę i wymościć legowisko. A potem spać, spać, spać...
      Aby do wiosny!

26.09.2004 :: 09:25
Komentuj (6)


I jeszcze na koniec wakacji nieudolne lądowanie na Księżycu


      Poryty meteorami i nierówny grunt księżycowy ze znaczącymi się zagłębieniami, rzucającymi cienie łańcuchami górskimi i kolistymi wyrwami biegł im raźno na spotkanie, z każdą minutą czyniąc to jednak coraz to wolniej i wolniej, aż wreszcie przybyły z planety matki maleńki wahadłowiec zastygł nad wybranym kraterem. Przejęci złożoną procedurą lądowania piloci, Paul Rodin i Pamela Winling, na zimnym ciągu wstecznym ostrożnie osadzali wehikuł w rysującej się pod nimi niecce. W ostatniej fazie coś schrzanili i w rezultacie wahadłowiec usiadł na twardym gruncie, pochylony na prawe skrzydło o jakieś piętnaście stopni. No, ale już nie miał stąd przecież nigdy wystartować.
      Okrzyczana stacja badawcza znajdowała się daleko od tego mało komu znanego zakazanego miejsca. Kryła się po drugiej stronie otaczającego kotlinę sporego wianuszka ostrych wzniesień. Nie popłynęli ku niej, by skwapliwie skorzystać z czekającego tam kwalifikowanego lądowiska. Musieli się asekurować.

26.09.2004 :: 20:25
Komentuj (2)


Z opisów na GG


No to zaczynamy żakować.
Czy to nie wielka rzecz, znaczyć dla kogoś wszystko?
Nie kocham, to za trudne, chcę, by ktoś mnie kochał.
Jedyna miłość, która trwa całe życie, to... miłość własna.
Od muzyki piękniejsza jest tylko cisza...
Ten wie, tamten wie, tylko ja nie wiem.
Dzień pełen niespodzianek zakończony. Co przyniesie jutro? Oby to samo.
To hell with cheap illusions. [Do piekła z tanimi iluzjami]
Homeless people. [Czyta się te lekturki szkolne, czyta...]
Piąta rano, a nikogo nie ma na GG. Gdzie jesteście?
Śpię, nie budzić mnie, nie ręczę za konsekwencje...
Udało mi się zerżnąć w ostatniej chwili, boshe, żeby znowu ktoś nie miał tak samo.
Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że jednak szkoła jest fajna. [W głowie się nie mieści...]

27.09.2004 :: 09:15
Komentuj (5)


Dzień chłopaka, hurrrra!


Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre...

*******************************

W dniu chłopaka jak co roku.
idź do przodu krok po kroku
Nadmiar kasy niech Cię męczy,
no i katar niech nie dręczy.
Niech rodzina żyje w kupie,
resztę miej głęboko w d....!
Najlepsze życzonka z okazji — sam wiesz jakiej — przesyła... [to od Kasi]

30.09.2004 :: 15:01
Komentuj (6)