EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(39)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Savoir-vivre nastolatka


      Kończę pracę nad nową wersją graficzną serwisu „Savoir-vivre nastolatka”, a przy okazji przeglądam i szlifuję wpisy, które składają się na ten poradnik dla młodzieży. Opracowanie powstawało bardzo długo, a jego początki sięgają chyba lat osiemdziesiątych. Najnowsza generacja szablonów (free xhtml/css simple templates) pozwala osiągać miłe dla oka efekty.
      Serwis znajduje się obecnie pod adresem abc.pdg.pl.


03.09.2011 :: 16:00
Link |  | Główna


O zbuntowanych androidach


(z ósmego rozdziału)

      Zmaterializowała się w parku z fontanną między srebrnymi świerkami i zielonymi modrzewiami. Zaplecione w warkocz złote włosy odkrywały szyję, pokrytą rzadką zasłoną niesfornych kosmyków. Miała na nosie okulary o owalnych szkłach w cienkiej brązowej oprawie, a na głowie jasnoszarą bejsbolówkę z daszkiem. Rozpięty czerwony sweterek odsłaniał żółtą bluzkę z kolorowym nadrukiem. Dopełniały ubioru modne w kroju dżinsy i białe adidasy z różowymi motywami. Trzymała pod ręką skrypty w kartonowych okładkach i wyglądała, jakby dopiero co wyszła z biblioteki. Gdyby ktoś ją przypadkiem spytał, co studiuje, bez wahania odrzekłaby, że jest na pierwszym roku filologii.
      Z zachwytem zerknęła na zdające się nie mieć granic błękitne niebo, rozciągające się po odległy horyzont. Nigdy takiego nie widziała, bowiem nie była dotąd na żadnej planecie. Słońce chyliło się ku zachodowi, a spiętrzone obłoki barwiły się na różowo. Nasyciła oczy tym niezwykłym widokiem i przeniosła uwagę na uroczą fontannę, zatrzymując wzrok na rybie z brązu plującej w górę strumieniami wody. Otaczające wodotrysk ławeczki były puste, nie licząc jednej, na której tuliła się do siebie para nastolatków. Nie zamierzała marudzić i zabrała się do dzieła. Uruchomiła czuły skaner i badawczo omiotła przestrzeń wokół siebie. Żmudnie przeczesywała miasto w poszukiwaniu uciekiniera, ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy.
      — Mam cię, zmoro — w pewnej chwili prychnęła ze wzgardą. — Nie jesteś igłą w stogu siana. Nawet gdybyś stawała na głowie, nie ukryjesz się przede mną!
      Zlokalizowała zbuntowanego androida po niespełna minucie. Kasandry nie znalazła w gęsto zabudowanym i zaludnionym centrum, w którym toczyło się życie. Zaszyła się na odległych peryferiach i Lena musiała tam dotrzeć. Była bardzo dobrze przygotowana do akcji, nie wysłano jej w ciemno, więc znała miasto jak własną kieszeń. Nie spiesząc się, opuściła park, przespacerowała się ruchliwą aleją i zatrzymała przy postoju taksówek. Wsiadła, zajmując miejsce z tyłu i beznamiętnym głosem podała siedzącemu za kierownicą sennemu południowcowi nazwę krótkiej ulicy. Ten obejrzał ją sobie w lusterku, bez słowa uruchomił silnik i włączył taksomierz. Ku jej radości, nie narzucał się z rozmową.
      Kryty czerwoną dachówką dom w ogrodzie wydawał się pusty. Wbita w nieskoszoną trawę tablica informowała, że posesja jest na sprzedaż. Tylko w jednym oknie niepokojąco migotało światło świecy. Za to rozświetlony był garaż jakby miał tu odbyć się bal. Silna żarówka paliła się przy suficie. Lena zagrała va banque. Pewnym siebie krokiem przeszła przez otwartą bramkę i nie tając swej obecności, skierowała się w tamtą stronę. Dostrzegła Kasandrę. Była w towarzystwie wygolonego na zero pacana, który jedną nogą siedział za kierownicą granatowego bmw.
      — Czego? — warknęła wojowniczka, skupiając na studentce złowrogie spojrzenie. Była rozdrażniona. Ciężko oddychała, jakby w powietrzu brakowało tlenu. Sekundujący jej cwaniaczek z zaciekawieniem wyjrzał zza drzwiczek.
      Nie dająca się zbić z tropu Lena rzekła ciepłym głosem:
      — Szukam Patrycji, ta germanistka gdzieś tu mieszka — wyjaśniła cel przybycia. — Miałam jej oddać skrypty, bez nich nie zda egzaminu. — Na dowód pokazała, co trzyma pod pachą.
      Nie była tu mile widziana. Niepozbierana studentka pojawiła się nie tam, gdzie powinna. Wkurzyła Kasandrę.
      — Tu nikt nie mieszka, spierdalaj, wredna cipo! I nie kręć się tutaj! — rozwścieczona brunetka po chamsku zmyła jej głowę. — A ty? Co się na nią gapisz, baranie jeden? — Ka zrugała młokosa, wpychając jego głowę do wozu. — Do kurwy nędzy, rób swoje, ona ci nie obciągnie!
      — Dobra, dobra, staram się!.. — usłyszała w odpowiedzi. — Skąd mogę wiedzieć, dlaczego to bydlę nie chce zapalić? — rzucił w swojej obronie. — Może trzeba przeczyścić zaciski akumulatora?
      Przybyła nie przejęła się brakiem ogłady rozmówczyni, spodziewała się impertynencji, odwróciła się na pięcie i bez słowa odeszła. Upewniła się, że dobrze trafiła. Gdyby ktoś ją teraz uważnie śledził wzrokiem, dostrzegłby, że dyskretnie coś upuściła. W zaroślach po drugiej stronie jezdni znalazła gęstą trawę. Prześwit dawał widok na wejście do posesji. Usiadła po turecku. Porzucona przez nią czarna kulka, dużo mniejsza od pingpongowej, poruszyła się jak w bajce i wypuściła odnóża, zamieniając w ruchliwego owada. Sztuczny żuczek posłusznie pognał w stronę garażu i wspiął się po odrzwiach bramy, a potem po zakurzonej ścianie, nieruchomiejąc w dogodnym do obserwacji miejscu.
      Lena czuwała. Nie zamierzała jednak spędzać nocy na łonie natury. Nie po to transferowała się na trzecią od Słońca, żeby wsłuchiwać się w chrypliwe głosy ptaków ruszających na łowy lub rozczulać nad rzadkimi okazami roślin. Miała zarezerwowany pokój w hotelu Manhattan, ale uznała, że wystarczy, jeśli zamelduje się w recepcji w połowie nocy. Były dużo ważniejsze rzeczy niż nagląca potrzeba snu. Z natężoną uwagą śledziła przebieg rozmowy przy stawiającym opór samochodzie, łowiąc rzucane półgłosem słowa i zdania.
      Kiedy strzelające z rury wydechowej wysłużone bmw wdarło się na szosę, ślizgając się światłami po zaroślach, marudnie podniosła się z trawy i pedantycznie otrzepała spodnie. Bez pośpiechu powróciła do stojącej na poboczu taksówki. Kierowcy wręczyła wcześniej banknot o dużym nominale, każąc mu na siebie czekać. A nie chcąc ryzykować, że znudzony bez niej odjedzie, na wszelki wypadek go uśpiła. Wystarczyło, że delikatnie dotknęła dwoma palcami jego szyi.
      Teraz ten sam magiczny ruch mistrza hipnozy wystarczył, by mężczyzna się ocknął. Musnęła palcami znaczącą się powyżej potylicy łysinkę. Wyprostował się, nerwowo zamrugał powiekami i powitał z prawdziwą ulgą widoczną w lusterku młodziutką pasażerkę.
      — Jestem, możemy ruszać — pogodnie poleciła. — Do city. Wysiądę przed klubem „Galaktyka”…



07.09.2011 :: 10:50
Link |  | Bunt androidów


Harasiuki


      Czwartek, 15 września. Jestem na jednodniowym plenerze literackim, zorganizowanym przez Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie (Podkarpacka Izba Poetów) i Gminny Ośrodek Kultury w Harasiukach. Impreza odbywa się w zagrodzie kowalskiej (skansen) w Krzeszowie Górnym. Uczestniczy w niej m.in. sześciu członków rzeszowskiego oddziału ZLP: obok mnie Edward Bolec, Adam Decowski, Mieczysław A. Łyp, Ryszard Mścisz i Marta Pelinko. Gości również Radovan Brenkus, słowacki poeta, prozaik, recenzent i krytyk literacki. Gminy Harasiuki należy szukać na mapie między Niskiem a Leżajskiem.
      Miła atmosfera, grill, zakąska, w programie spotkanie autorskie Mieczysława A. Łypa i zabawa w redagowanie literackiej jednodniówki. Całość prowadzi Czesław Drąg, kierownik Działu Upowszechniania Sztuki i Współpracy z Samorządami. W plenerze bierze udział Marek Jastrzębski, dyrektor WDK w Rzeszowie.


16.09.2011 :: 08:44
Link |  | Imprezy kulturalne


Pierwszy dzień jesieni


      W kalendarzu pierwszy dzień jesieni i ma się ochotę zaśpiewać „A mnie jest szkoda lata”. Lipiec był niepogodny, ciągle padało, tym niemniej siły natury zrekompensowały nam to ciepłym i słonecznym wrześniem. Jest zielono i drzewa nie rwą się, by porzucać liście. Miejmy nadzieję, że aura jakiś czas będzie nam jeszcze sprzyjać i że dżdżyste dni nie nadejdą tak prędko.


23.09.2011 :: 09:12
Link |  | Cztery pory roku


W oddziale ZLP


      Sobota, 24 września. W Osiedlowym Klubie „Karton” odbywa się walne zebranie rzeszowskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Są składane sprawozdania, potem odbywają się wybory. Poszerzony zostaje skład zarządu. Przybywa trzech wiceprezesów. Awansują Halina Kurek, Zdzisława Górska i Małgorzata Żurecka. Słowo „awans” ma tu specyficzne znaczenie. Wyróżnionym przybędzie z racji funkcji sporo pracy. Sam zostaję dokooptowany do składu zarządu z racji odpowiedzialności za public relations (strona internetowa).



26.09.2011 :: 13:08
Link |  | Imprezy kulturalne


O Miłoszu w EMPIK-u


      Czwartek, 29 września. Zaproszony przez Andrzeja Srokę, koordynatora imprez, wybieram się na spotkanie z cyklu "Przystanek Literatura", zorganizowane w Salonie EMPIK w Galerii "Graffica" przy ul. Lisa Kuli. Wiesław Zieliński, literat, były prezes rzeszowskiego oddziału ZLP, ma wykład na temat twórczości eseistycznej Czesława Miłosza. Galeria "Graffica" robi na mnie wrażenie, jestem tu pierwszy raz. Spotkanie odbywa się w wygospodarowanym kąciku we wnętrzu księgarni w godzinach otwarcia. Siedzimy i słuchamy, a obok nas przepływają klienci, oglądający i kupujący książki.
      EMPIK-i miałem w estymie już w czasach studenckich. Tym bardziej teraz, kiedy w tej sieci księgarskiej znalazły się trzy moje tytuły. Miejmy nadzieję, że ich przybędzie.


29.09.2011 :: 19:53
Link |  | Imprezy kulturalne