EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Tęsknota za latem...


Fragment „Buntu androidów”

      W pół godziny później znalazła się na wysadzanej parasolami plaży, z przejęciem chłonąc widok, który przed nią się roztoczył. Podziwiała pierwszy raz oglądane z bliska morze. Sięgało aż po horyzont. Półkolistą zatokę z obu stron wieńczyła skalista linia lądu z mocnym akcentem w postaci La Quebrada. Gęsto wyrosłe strzeliste hotele oddzielały Playa Icacos od miasta i rysujących się w oddali wysokich wzgórz. Zatrzymywała wzrok na żaglówkach, łodziach i jachtach, unoszących się na lekko pomarszczonej toni. Zdjęła pantofle. Czuła pod stopami rozgrzany miałki piasek, gorące promienie słońca na skórze i delikatny powiew oceanicznej bryzy. Zanurzyła stopy w wodzie i pozwoliła, by omywały je drobne fale.
      Ruszyła wzdłuż plaży, z zaciekawieniem przyglądając się wypoczywającym letnikom. Jedni się bawili, odbijali w grupkach piłkę i kąpali w morzu, inni trwali w błogim lenistwie. Rzucały się w oczy mocne opalenizny, zdradzające długie obcowanie ze słońcem. Krzywiła się na widok otyłych facetów z wydatnymi brzuchami. Nie dbali o siebie, jakby im nie zależało na tym, jak wypadną w oczach kobiet. Natomiast podobali się jej pokryci siwizną stateczni panowie o wysportowanej sylwetce. Budziły jej zachwyt damskie stroje plażowe. Nie zaszła daleko. Zawróciła, kierując się z powrotem ku strzelistemu Casa Inn i decydując się na hotelową pływalnię, przy której był ulokowany niewielki bar z napojami. Wyciągnęła się na białym leżaku i założyła okulary przeciwsłoneczne. W rogu basenu był brodzik i słyszała krzyki bawiących się maluchów. Przymknęła oczy, medytując nad zleconym jej zadaniem, a potem zapadła w rozkoszny półsen.

08.09.2012 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów


La Quebrada


Fragment „Buntu androidów”

      Z wysokości La Quebrada rozciągał się wspaniały widok na nie mający granic Ocean Spokojny. Wzrok biegł aż po horyzont. Schodziłem po schodkach, oczyma wyobraźni przenosząc się do czasów mych podbojów w Azji. Jako waleczny Aleksander pokonywałem bojową trierą poznaczone wyspami wody Morza Mirtejskiego i Kreteńskiego. Muzyk na flecie poddawał rytm napinającym mięśnie wioślarzom. Wydymane przez wiatr żagle miały jednak inne kształty niż obecnie. Teraz wiosła zastępował niewielki silnik, a wioślarstwo urosło do rangi dyscypliny sportowej. Żeglowało się dla przyjemności.
      Dotarliśmy na miejsce. Lena zaciągnęła mnie tu, bo chciała obejrzeć mrożące krew w żyłach pokazy skoków do wody. Były one wizytówką i symbolem Acapulco. Los clavadistas codziennie ryzykowali życiem, rozsławiając ten meksykański kurort. I czynili to po mistrzowsku, zważywszy, że najlepsi rzucali się z urwiska do otoczonej skałami wąskiej zatoczki z wysokości trzydziestu pięciu metrów, co stanowiło odpowiednik co najmniej dwunastopiętrowego wieżowca. Do tego dochodziły skomplikowane ewolucje w locie. Skakali też po zmierzchu, trzymając w rękach zapalone pochodnie.
      Skąpo odziana dziewczyna wisiała mi na ramieniu, łaskocząc swymi włosami, a meksykańscy chłopcy modlili się, klęcząc, przed figurką Matki Boskiej z Guadalupe. Na wypukłościach pobielanych kamiennych kapliczek znaczyły się plamy błękitu. Staliśmy po drugiej stronie szczeliny skalnej na tarasie widokowym. Otaczający nas turyści filmowali ekstremalne popisy, kończące się nurkowaniem w spienionej wodzie, nagradzając je oklaskami.
      — I jak? Zadowolona? Sam bym się nie zdecydował, nie ma głupich — żartobliwie dmuchnąłem jej do ucha, obejmując ją wpół. — Ostatecznie mógłbym robić za maratończyka, ale nie za gladiatora. To dobre dla niewolników.
      Uśmiechnęła się i pokręciła głową. Jej niebieskie oczy mocniej zabłyszczały, gdy spotkały się z moim wzrokiem.
      — To fakt, nazywają tych skoczków gladiatorami — zauważyła. — Nie są niewolnikami, nikt ich do tego nie zmusza. — I zaraz filozoficznie dodała: — Ziemian cechuje pęd do ryzykownego przekraczania granic. Dziwi mnie ich brawura, bo przecież nie są tak wyposażeni jak my…
      Zabrakło słowa „android”. Zauważyłem, że stara się go unikać, jakby kojarzyło się jej z czymś przykrym.
      — A poza tym mają tylko jedno życie, więc dużo więcej od nas do stracenia — z namysłem dorzuciłem. — Chodź, nie będziemy tu sterczeć do wieczora — bez zniecierpliwienia ją ponagliłem, przytulając do siebie. Skoki się skończyły, więc szukający nowych wrażeń faceci ciekawie zezowali w jej stronę, mimochodem kierując ku niej aparaty fotograficzne, co mi się nie podobało. — Pora na obiad!


13.09.2012 :: 20:24
Link | Komentuj (1) | Bunt androidów


Las Brisas Acapulco


Fragment „Buntu androidów”

      Wracaliśmy żółtą taryfą do hotelu. Moja nimfa milczała, wspierając mi ufnie głowę na ramieniu. Avenida Costera Miguel Alemán ciągnęła się wzdłuż całej Bahia de Acapulco, przechodząc po drugiej stronie zatoki w Carretera Escénica. Aby dotrzeć do pięciogwiazdkowego Las Brisas Acapulco, trzeba było pokonać dystans piętnastu kilometrów. (...)
      Hotel miał dobrą markę, był zaliczany do setki najlepszych na świecie i mógł kojarzyć się z prawdziwym rajem. Włożono 20 milionów dolarów w jego renowację i w efekcie tworzył oazę dojmującego spokoju i ciszy. Uznałem więc, że dobrze wybrałem, szukając przytulnego gniazdka dla pary gruchających gołąbków. Przegrywał z Las Brisas nawet nasz kurort na Neeidzie w Galaktyce Andromedy. Otoczony barwną tropikalną roślinnością, szczególnie hibiskusem, oferował na zboczu wzgórza na kilku poziomach urocze casitas w stylu bungalowu z niewielkimi basenami i tarasami. Całość była zaprojektowana na planie półksiężyca. Wnętrza były ze smakiem urządzone, choć nieco w stylu retro. Każdego ranka życzliwy personel dostarczał do pokoi kawę, słodkie bułeczki i świeże owoce. Kto chciał, mógł korzystać z relaksujących masaży, łaźni parowej i sauny. Do tego dochodził zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Wieczorami można było kontemplować cudowne zachody słońca nad Pacyfikiem. Białe i różowe jeepy kursowały do prywatnego klubu La Concha na plaży, czynnego również w nocy. Witały tam gości trzy akweny, dwa połączone z morzem ze słoną wodą i jeden ze słodką.

16.09.2012 :: 08:33
Link | Komentuj (0) | Bunt androidów


Początek astronomicznej jesieni


      Sobota, 22 września. Witam jesień na spotkaniu integracyjnym, zorganizowanym przez Edwarda Bolca, kolegę ze Związku Literatów Polskich. Ranczo w pobliżu Głogowa Małopolskiego, ognisko, suto zastawiony stół. Oczywiście, moja ulubiona karkówka z grilla. Znajomi z ZLP, SPP i Uniwersytetu Rzeszowskiego.

23.09.2012 :: 08:48
Link | Komentuj (0) | Cztery pory roku