EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(15)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(84)
Publikacje(37)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









NATASHA i Wilhelm Tell


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Natasha wycelowała i oddała kolejny strzał. Znowu bez pudła. Potem drugi, trzeci, czwarty. Oscar podszedł do wiszących tarcz i ocenił efekt. Młódka posługiwała się bronią jak komandos i spoglądał na nią z podziwem. Cofnął się z zagrożonego pola i przeniósł się myślami w nieodległą przeszłość. Zaczynał się orientować, jak żywiołowa córka milionera spędzała wolny czas. Miała rozmach. Oczyma wyobraźni widział ją, jak wychodzi ze szkoły i idzie w stronę czekającej na nią błyszczącej limuzyny. Usłużny szofer w uniformie wysiadał i z należnym szacunkiem otwierał przed nią drzwiczki.
      — Muszę jeszcze zobaczyć, jak rzucasz nożem — powiedział.
      Zostawił ją i udał się na górę do salonu. Nikki stała przy komodzie, cierpliwie przerzucając zawartość kolejnej szuflady. Można było odnieść wrażenie, że jest policjantką, która przyjechała tu z nakazem rewizji. Zgrabna dziewczyna poczuła na plecach dłoń Oscara. Pieszczotliwie przesunął ją w dół aż do wygięcia jej biodra.
      — Chyba mamy zaległości — dmuchnął jej do ucha, wykorzystując to, że są sam na sam. Wtulił twarz w jej włosy. Jej bliskość sprawiała, że zaczynał mieć poważne kłopoty z rękami.
      Zajrzała mu pytająco w oczy.
      — Trochę wstydzę się Natashy, może przyjechałbyś do mnie wieczorem?
      — Nie ma sprawy, przyjadę. Tęskniłem za tobą — skwitował.
      Zastanowił się, czy naprawdę za nią tęsknił. Tamte dziewczyny ze smerfetką na czele dostarczyły mu tylu wrażeń, że pamięć o Nikki przyblakła. Jednak teraz miał na nią znowu cholerną ochotę.
      Natasha pognała po schodach na górę i zaraz wróciła z następnymi sztukami broni. Znikła z nimi w piwnicy. Było słychać, jak oddaje serie z automatu. Nikki się wzdrygnęła. Przeszły jej ciarki po plecach. Wreszcie smerfetka się znudziła. Nie spiesząc się, dołączyła do Oscara. Jeżeli jednak blondynka sądziła, że ta siksa ma dość strzelania, to się myliła. Szczenięcej bogini chodził po głowie zwariowany pomysł.
      — Zabawimy się w Wilhelma Tella? — przechodząc samą siebie, niewinnie zaproponowała.
      — W co? — blondynkę zatkało ze zdumienia.
      Natasha wzięła z ławy dużą pomarańczę.
      — Jabłek tu nie ma — oznajmiła. — Ale to powinno wystarczyć.
      — Kusz i łuków też nie ma — lodowato rzuciła Nikki.
      Oscar ujrzał przerażone oczy blondynki i poczuł, że obudził się w nim figlarny chochlik. Ulegał swojej lalce Nolee i dawał się wciągać w jej żarty i psoty.
      — Nie widzę przeszkód — wziął jej stronę, starając się utrzymać powagę. — Mogę robić za Waltera, syna legendarnego łucznika, nie sram w gacie.
      Nikki nie sądziła, by mówili serio. Nie mieściło się jej to w głowie. Uważała, że Natasha nie odważyłaby się strzelać do Oscara, a ten nie byłby taki głupi, by służyć za cel. Dysponowali ostrą amunicją. Jednak się myliła. Zeszli we trójkę do piwnicy.
      Chłopak stanął nieruchomo przy ścianie z pomarańczą na głowie, a Natasha na rozstawionych nogach wycelowała z drugiego końca sali.
      Strzał był suchy, a owoc eksplodował. Jego lepkie resztki spływały po murze.
      Nikki nie wytrzymała. Była blada z przerażenia, a nogi się pod nią ugięły. Poniosły ją nerwy.
      — Kurwa, pojebało się wam, czy co? — jej oczy ciskały pioruny.
     Spłoszony chłopak ugiął się pod spojrzeniem rozsądnej rówieśnicy.
      — Ufam jej — wytłumaczył się, biorąc nimfetkę w obronę. — Jest dobra we wszystkim, co robi. Gdyby nie była pewna, że trafi, to by mi tego nie proponowała.
      — Zawsze trafiam — chełpiła się młódka. — Nie jestem ślepa.
      Nikki głęboko oddychała, próbując dojść do siebie. Miss zadartego nosa wyprowadziła ją z równowagi.
      — Wyluzuj — uspokajał ją Oscar. — Już po wszystkim. Żyję i mam się dobrze. Tyle że na świecie jest teraz mniej pomarańczy… — zażartował z niepewną miną. Zachowywał się tak, jakby był kuloodporny.
      — Jestem Sokolim Okiem! — nimfetka jeszcze raz się popisała, harda i dumna jak paw.


07.09.2014 :: 15:33
Link |  | A jeśli jutra nie będzie


Z moimi bohaterami jest podobnie…


      „Regularnie co dwa lata zasiadałem za biurkiem z kilkoma postaciami w głowie i zaczynałem pisać. Gdy już zaznajomiłem się z nimi nieco bliżej, poznałem ich zwyczaje i poglądy na świat, cała opowieść wyłaniała się z mgły i przechodziła na papier. Myślę, że wszystko szło tak łatwo między innymi dlatego, że byłem dla nich po prostu miły. Nigdy ich do niczego nie zmuszałem. Nie wszystkie postacie były moimi bohaterami, ale każdą z nich szanowałem i pozwalałem jej robić to, na co miała ochotę. Jakiś pisarz powiedział kiedyś, że w trakcie pisania każdej książki przychodzi taki moment, kiedy postacie przejmują inicjatywę i zaczynają żyć własnym życiem. U mnie coś takiego dzieje się już na pierwszej stronie.”

Jonathan Carroll, Całując ul, przeł. Piotr Taufelmann, Poznań 1997, s. 19-20

18.09.2014 :: 10:52
Link |  | Główna


Różne formy pożądania, czyli…


…czy pisarz może się zakochać w kreowanych przez siebie bohaterach?

      Zdaniem niektórych to przypadek kliniczny. Jak można kochać się w postaciach fikcyjnych? Według znawców zagadnienia jest to jednak częste zjawisko. Co więcej, pisarze szukają nierzadko w realu osób podobnych do postaci, które stworzyli. Niekiedy kończy się to małżeństwem.

22.09.2014 :: 19:20
Link |  | Główna


W Jasienicy Rosielnej


      Piątek, 26 września, jestem w Jasienicy Rosielnej. Jest to malownicza wioska w powiecie brzozowskim na terenie Pogórza Dynowskiego. Odbywa się tu, zorganizowane przez WDK w Rzeszowie (Podkarpacka Izba Poetów), spotkanie autorskie Janusza Kapuścińskiego, członka Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”. ZLP O/Rzeszów reprezentują, obok mnie, Adam Decowski i Edyta Pietrasz.
      Z Rzeszowa jadę do Jasienicy busikiem z WDK, z powrotem zaś wracam do Mielca prywatnym samochodem z członkami Grupy Literackiej „Słowo”. Maszyna wypasiona, ale GPS ma źle ustawiony. Prawdopodobnie włączono funkcję: Wybieraj trasy krajobrazowe. Jedziemy więc wszelkimi możliwymi bocznymi drogami, zygzakami, poznając okoliczne lasy i sioła. W końcu udaje nam się dotrzeć do domu.

26.09.2014 :: 20:00
Link |  | Imprezy kulturalne