EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
2018
2017
2016
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Anielskie dziewczę


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      Miley usiłowała zatrzeć pierwsze niefortunne wrażenie i wywinęła numer, którego nikt się nie spodziewał. Rozległ się gong, a Emily otworzyła drzwi. Stół w salonie był przygotowany do kolacji.
      Jenny zaraz po wejściu próbowała się usprawiedliwić.
      — Sorry — z zakłopotaniem rzuciła, wskazując na swą młodszą koleżankę. — Uparła się. To był jej kaprys.
      Niewinna blondyneczka dawała po oczach swoją powierzchownością. Nie brakowało jej tupetu. Zrzuciła anielskie skrzydła i wykreowała się na krzykliwą uliczną prostytutkę, jakby wybierała się na zwariowany bal kostiumowy. Oscar oniemiał z wrażenia, kiedy wszedł do salonu i ujrzał jej wulgarne ciuchy. Szpara miała na sobie kusą czerwoną spódniczkę, a do niej czarną koronkową bieliznę, w tym samym kolorze pończochy w siatkę, wysokie szpilki i lśniącą różową perukę. Ekstremalną bieliznę zdobiła pasująca do niej biżuteria, a wściekły ostry makijaż, nie mówiąc o koszmarnych tatuażach, dopełniał obrazu całości. W ręce trzymała małą torebkę. Wyglądała wyzywająco i wydawało się, że o niczym innym nie marzy, jak tylko o tym, by złapać klienta i obciągnąć mu fiuta na fotelu samochodu. Brakowało jedynie czerwonej latarni.
      Angelina zachichotała.
      — Też bym tak mogła — cicho rzuciła do przyjaciółki.
      — Spoko, każdy się ubiera, jak chce — stanęła w jej obronie ustępliwa Emily.
      — Ale to nie wszystko — usłużna Jenny usiłowała wywiązać się z niecodziennego zadania, które zleciła jej gwiazdeczka. — Ona chce was na dzień dobry zapoznać ze swoim krótkim ideowym manifestem. Innymi słowy, pragnie się przedstawić.
      Zamilkli, nie mając pojęcia, co anielskie dziewczę wymyśliło. Tymczasem młoda aktoreczka wyjęła zapalniczkę i napoczętą paczkę cameli. Można było odnieść wrażenie, że stoi przed kamerami. Zapaliła papierosa i mocno się zaciągnęła. Nie zakrztusiła się. Wydmuchała dym przez nos. Potem zakręciła torebką, rozstawiając szeroko nogi i bezczelnie rzuciła w twarz Oscarowi:
      — Niezły z ciebie przechuj, ale się nie martw, zrobię ci dobrze. Niektóre dziewczyny wypluwają, a ja połykam!
      To było wszystko. Zaczepna sekwencja dobiegła końca, zaś słodka Miley zamarła, czekając na oddźwięk. Jeszcze raz odważnie zaciągnęła się papierosem, wydmuchując dym z taką miną, jakby paliła nałogowo od kołyski.
      Angelina nie wytrzymała i wybuchła niepohamowanym śmiechem. Ubawiła ją do łez ta prowokacja. Jednak mimo szokujących wysiłków nie udało się dzierlatce pozbyć wrażenia sielskiej niewinności. Ku zdumieniu Oscara Natasha też pokładała się ze śmiechu. Pierwszy raz widział ją tak rozochoconą.
      Chłopak uznał, że nie powinien dać się zapędzić w kozi róg i zdecydował wcielić się w rolę, którą mu narzuciła. Odruchowo palnął więc, markując złość:
      — Nie zamawiałem żadnej zajebistej szmuli. I nie zapłacę. Chyba że obciągniesz mi za darmo!
      Zrozpaczona Miley zerknęła na Emily, szukając u niej ratunku. Nie takiej reakcji się spodziewała. Dostrzegła jej zachęcający gest, więc odważnie się odgryzła:
      — Za darmo to sobie możesz sam obciągnąć, frajerze!
      Kolejny wybuch śmiechu był nagrodą za tę zwariowaną ripostę.
      — Co za talent? Brawo! — Angelina stanęła po jej stronie. — Powinnaś grać w filmach dla nastolatek. Ashley Rickards nie byłaby lepsza.
      — To fakt, strzeliła jej tekstem z serialu „Inna” — potwierdziła Natasha.
      Jednak Emily uznała, że powinni z tym skończyć. Tym bardziej, że Oscar znowu otwierał usta.
      — Dość tego — postanowiła.
      Podała jej popielniczkę, pomagając zgasić papierosa. Natasha zdążyła zrobić kilka zdjęć pozującej podfruwajce. Posłużyła się swoim różowym smartfonem.
      Do Oscara dotarło, że Miley będzie go zaskakiwać nie gorzej od smerfetki. Dziewczyna miała ikrę i nie dawała się odstawić w kąt. Rozumiał, o co jej poszło. Potraktował ją lekceważąco po nabożeństwie w kościele baptystów, zatem zdecydowała się odegrać. Inna sprawa, że dostała już kosza od faceta Jenny za swój niewinny wygląd, więc rozpaczliwie stawała na głowie, by to się nie powtórzyło. Za wszelką cenę chciała pokazać, że potrafi być wredną suką.


01.09.2015 :: 08:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


A jeśli jutra nie będzie?


      Powieść „A jeśli jutra nie będzie” jest już zasadniczo gotowa. Wyszło ponad 270 ss znorm mpsu. Niemniej jednak wciąż przychodzą mi do głowy pomysły na różne drobne uzupełnienia, więc pewnie jeszcze przybędzie trochę tekstu.
      Powieść ta należy do nurtu postapokaliptycznego w fantastyce. Akcja toczy się współcześnie w USA. Po ataku zabójczego wirusa z kosmosu przy życiu pozostaje niespełna dwa procent ludzi na Ziemi. Czy to kres cywilizacji? Co z pozostawionymi bez obsługi elektrowniami atomowymi? Nastolatki z Florydy usiłują przetrwać w obliczu totalnego zagrożenia i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Głównym bohaterem jest Oscar Moore, uczeń szkoły średniej w West Palm Beach. Towarzyszą mu rówieśnicy. Pozostali przy życiu nieliczni starsi mieszkańcy miasta, których wirus oszczędził, organizują się, by stanąć na nogi. Na pierwszy rzut oka radzą sobie całkiem nieźle. Powstają komitety ocalenia publicznego.
      Powieść ma także drugie dno. Wiąże się ono z kalendarzem Majów i zapowiadanym przez nich czwartym końcem świata, który miał przypaść 21 grudnia 2012 r. Otwiera ją żartobliwa informacja, następującej treści: „Opisywane tu wydarzenia miały naprawdę miejsce, jednak wskutek kosmicznej korekty czasu nikt ich nie pamięta.”
      Akcja toczy się w dniach od 7 do 16 kwietnia 2014 r., a następnie — po owej korekcie czasu — znowu od 7 kwietnia.




05.09.2015 :: 16:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Enbargonki z Galaktyki Trójkąta


      A tymczasem pchają się już do mnie drzwiami i oknami tajemnicze Enbargonki. Szykuje się więc nowa powieść SF pod tym właśnie tytułem. Będzie ona kontynuacją mikropowieści „Supernowa”. Miejsce akcji: Układ Słoneczny w Galaktyce Drogi Mlecznej oraz nieznane rewiry Galaktyki Trójkąta.
      Enbargoni są dominującą inteligentną rasą, jak to wynika z „Supernowej”, wchodzącą w tajne układy handlowe z wybranymi koncernami Układu Słonecznego. Podsuwają skrycie korporacjom nowe technologie, ukrywając jednocześnie swe istnienie przed ogółem mieszkańców Ziemi. Zamierzają wszakże uczynić kolejny ważny krok na tym polu i aż ciarki mnie przechodzą, gdy uzmysławiam sobie, jaki…
      A od czego się zacznie? Po powrocie na Ziemię członkowie wyprawy na orbitę odległej gwiazdy zostaną poddani drobiazgowym badaniom lekarskim i główny bohater, William Smith, ze zgrozą odkryje, że enbargońscy medycy obdarowali go całkowicie nowym ciałem. A co z jego głową? Czy w niej także coś poprzestawiali? Wstrząśnięty do głębi szokującym odkryciem, powieściowy pechowiec będzie szukać pocieszenia w objęciach klonoandroida do uciech cielesnych, młodziutkiej i kosztownej Madison.

      Póki co jednak jeszcze są wakacje i nie należy rwać się do pracy. Klawiatura też ma prawo do wypoczynku.




07.09.2015 :: 07:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Sekret duszy kobiety


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Mary właśnie wchodziła. Wyglądała oszałamiająco i przyjęto ją oklaskami. Zrobiła się na bóstwo, co przyszło jej bez trudu. Miała na sobie elegancką suknię wieczorową z lejącego się materiału w odcieniu onyksu. Powłóczysty materiał przylegał do ciała i podkreślał jej ponętne kształty, a czółenka na wysokim obcasie czyniły ją wyższą. Cieszyła oczy gustownie zrobioną fryzurą. Jej włosy były splątane w misterny kok, więc pewnie skorzystała z usług hotelowego fryzjera. Kosztowna biżuteria zamieniła ją w wielką damę. Bez wahania wybrała miejsce obok Boba.
      — A inne ukryte pomieszczenia?
      — Zajrzałem jeszcze do boksu z panienkami do uciech, ale nie odważyłem się żadnej obudzić — wyjaśnił półgębkiem i natychmiast o mnie zapomniał. Rozanielony zwrócił się w stronę pokładowej piękności, przenosząc na nią całą uwagę.
      Pojąłem, że niczego więcej od niego się nie dowiem. Waliłbym głową w mur, gdybym próbował coś z niego wyciągnąć. Zasoby zastrzeżone z kretesem przepadły, więc ten pokrętny temat należało uznać za zamknięty. Dłubałem widelcem w talerzu. Obwieszona kosztownościami Mary wywołała we mnie gorzkie wspomnienia. Pobiegłem myślami ku mojej byłej żonie, którą zostawiłem w Victorii na Marsie. Przyszło mi do głowy, że gdybym ją obsypał klejnotami, jej oziębłość i skłonność do kłótni ustąpiłyby jak ręką odjął. Stałaby się uosobieniem słodyczy i pławiłbym się w morzu namiętności. Pieniądze były kluczem do serca kobiety. Otwierały je bez przeszkód. Zamieniały zołzę w anioła.
      Gdy wstawałem od kolacji, czułem uznanie i podziw dla Boba. Okazał się nie tylko bardzo praktycznym, ale i przewidującym facetem. Niedostępna Mary jadła mu z ręki. Próbowałem zrozumieć, dlaczego nie poszedłem w jego ślady. Należało w pierwszej kolejności zadbać o kasę. Niestety, nawet przez myśl mi to nie przeszło, jakby pieniądze w życiu się nie liczyły. A szkoda! Nie umiałem sobie poradzić z moją wadą główną. Byłem w gorącej wodzie kąpany i podejmowałem decyzje bez zastanowienia. Na swoje usprawiedliwienie miałem to, że walczyłem, aby przeżyć. Gdy zostałem sam w opuszczonej bazie, nie w głowie były mi świecidełka i błyskotki.


09.09.2015 :: 10:49
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Witajcie, brzydule!


      Piszę już nową powieść SF „Enbargonki”, ale nie przestałem uzupełniać poprzedniej, noszącej tytuł „A jeśli jutra nie będzie”, więc w efekcie pracuję równocześnie nad dwoma utworami. A oto fragment uzupełnionej właśnie sekwencji z tej ostatniej powieści:

      Dotarł do lekko zakurzonego filmu „Caveman” z 1981 roku. Była to zabawna komedia o nierozgarniętych jaskiniowcach. Zaczął szukać skojarzeń. Czy przypadkiem po ataku wirusa nie zagrał w nich pierwotny instynkt i nie odezwała się potrzeba budowy plemiennej wspólnoty? Z błyskiem w oku uznał, że było to pytanie godne uwagi. Małpy też żyły w stadach. Człowiek prymitywny, aczkolwiek nie cieszący się wybitną inteligencją, doskonale wiedział, że powinien szukać azylu w wiosce i szczepie. Wygnanie, poza śmiercią, kalectwem i ciężką chorobą, było największym nieszczęściem, jakie mogło go spotkać. Na co dzień otoczony kobietami i dziećmi, trzymał się pobratymców, z którymi ruszał do walki i polował na dzikie zwierzęta, ptaki i ryby. Razem mogli mierzyć się z przeciwnościami losu, a życie w pojedynkę nie wchodziło w grę. W starożytności egzystencja poza rodziną i klanem też była praktycznie niemożliwa. Nie inaczej działo się później, aż po czasy współczesne. Pustelnicy należeli do rzadkości. A co po ataku superwirusa? Skoro pękły dające poczucie bezpieczeństwa więzi rodzinne, przyjacielskie, szkolne i zawodowe, bo nikt z bliskich nie przeżył, należało czym prędzej stworzyć nowe i na nich się oprzeć. Wypełnić nimi powstałą próżnię. Bez zakotwiczenia w grupie człowiek nie mógł się obyć. Dojmująco czuł, że bliskość innych jest dla niego równie ważna jak oddychanie, jedzenie i picie. Nie nadawał się na rozbitka, skazanego na wegetację na bezludnej wyspie. Nawet jeśli znakomicie opanowałby sztukę przetrwania, jak grany przez Sylvestera Stallone’a weteran z Wietnamu, bohater filmu „Rambo: Pierwsza krew”.
      Otworzyły się drzwi do kuchni i usłyszał radosne piski dziewcząt.
      — Oskarze, chodź zobaczyć! — zawołała Emily.
      Poczuł gorące łzy napływające mu do oczu. Były przy nim bezpieczne i wracała im beztroska. Nieświadomie sprawiał, że miały ochotę się śmiać, a ich świat stawał się znowu pełen światła i ciepła. Czy to grzech być optymistą i bujać w obłokach? Koił ich ból, nie pojmując, dlaczego mu się to udaje. Radość i smutek mogły iść w parze. „Mężczyzna jest czynnikiem stabilizującym w grupie złożonej z kilku kobiet!” — autorytatywnie wyszeptał w jego głowie cichy głosik.
      Odłożył płyty, podniósł się i zajrzał do kuchni. Natasha stała przy Angelinie i Emily, oceniając wyniki swojej pracy. Trzymała w ręku pędzel do makijażu.
      — Witajcie, brzydule! O, przepraszam! — przekrzywił głowę z uznaniem. — Cofam, co powiedziałem. Wyglądacie rewelacyjnie, jak gwiazdy z Hollywood, prawdziwe celebrytki. Powinnyście znaleźć się na wybiegu. Szkoda, że nie ma tu jupiterów i kamer. — I zaraz dodał: — Dajcie aparat, zrobimy sesję zdjęciową!
      Natasha skwapliwie podała mu smatfon. Skupił się na zbliżeniach ich twarzy.
      — Super! Jeszcze jedno ujęcie! — pstrykał zdjęcie za zdjęciem. — Fantastycznie! — zachowywał się jak profesjonalny fotograf, przejęty do głębi swoją pracą. Wreszcie orzekł: — Chyba już dosyć.
      — Czy to będzie do „Playboya”? — z łobuzerskim uśmiechem zapytała Angelina.
      — Nie, do magazynu „People” — odpowiedział ze śmiertelnie poważną miną. Znał się na rzeczy. — Do „Playboya” zrobimy sesję późnym wieczorem — żartobliwie obiecał.
      — Wolałabym do „Penthouse” — z rozkapryszoną miną rzekła Emily.
      Były cudownymi dziewczynami i chciało się dla nich żyć. Z żalem sobie uzmysłowił, że oprócz siebie nie mają na świecie nikogo. Stanowili udaną rodzinę. To jedyne, co im pozostało. Pominąwszy okazyjną pracę, którą cieszyły się Emily i Angelina.
      — Wiesz, co? Możemy przebić ci ucho i założyć złoty kolczyk — figlarnie kusiła Natasha, wodząc palcami po jego policzku.
      Skrzywił się. Miał ochotę rzucić, że to dobre dla krów, ale nie chciał się kompromitować.
      — Innym razem — powiedział.


17.09.2015 :: 09:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Robisz mnie w ciula, przyjacielu!


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Dopiero następnego dnia pojąłem, że wdepnąłem w niezłe gówno. Stało się to podczas badań lekarskich. Leżałem sobie na wyściełanej platformie, a otaczające mnie automaty prześwietlały mnie na różne sposoby. Wyniki były dobre, tym niemniej nadzorujący pracę urządzeń technik medyczny zatrzymał mnie, gdy próbowałem wyjść.
      — Hej, kolego! — zawołał. — Proszę do mnie!
      Usiadłem przy nim, nie wiedząc, o co mu chodzi. Dumał, niecierpliwie trąc brodę i wpatrując się w ekrany. Trzy naszywki na kieszonce dowodziły, że jest biegły w swoim fachu.
      — Coś mi dolega? — grzecznie zapytałem, ale bez przekonania, bo czułem się zdrowy jak koń.
      — William Smith? — rzucił, jakby chcąc się upewnić, że mnie z nikim innym nie myli. — Coś tu nie gra — orzekł wreszcie ze znawstwem. — Wygląda na to, że robisz mnie w ciula, przyjacielu. W twoim organizmie nie ma żadnych śladów promieniowania supernowej. U innych z „Meduzy” są one widoczne, nie znikły, a ich nasilenie zależy od tego, jak długo przebywali na orbicie obserwowanej gwiazdy. — A potem obrócił się do mnie. — Co tu dużo mówić, z tego, co tu mam, wynika, że kolega nigdy nie był w kosmosie.
      Zrobiłem zdziwioną minę.
      — Nie byłem, dobre sobie…— parsknąłem, patrząc na niego jak na wariata, lecz w chwilę później przeszył mnie straszliwy lęk. Moje oczy stały się okrągłe jak talary. Przyszła mi na myśl enbargońska medyczka i uderzył mnie niepokojący domysł. — Odwiedziłem jeszcze Galaktykę Trójkąta — wyszeptałem spierzchłymi wargami. Z trudem mi to przeszło przez gardło. — Czy mam… to samo… ciało? — zapytałem, czując nagły wstręt do samego siebie. Ze zgrozą obejrzałem swoje ręce, dziwiąc się, że wyglądają na ludzkie.
      — Wiesz, co, koleś? — wycedził. — Orientuję się, jak to jest z klauzulą poufności w waszej firmie, więc o nic nie pytam. Nie nadam temu żadnego biegu. Niemniej jednak powinieneś wiedzieć, że coś tu się nie zgadza. Ale co, to już twoja sprawa...
      — Mógłbyś to sprawdzić? — wychrypiałem.
      — Co sprawdzić?
      — No, czy mam to samo ciało.
      Przyjrzał mi się z taką uwagą, jakbym faktycznie był nie człowiekiem, a zakamuflowanym kosmitą.
      — Po obiedzie będziemy przeprowadzać kolejne standardowe badania, to ci powiem — wygodnie się oparł i przeciągnął z ulgą. — Mamy tu twój materiał genetyczny, pobrany przed odlotem. Zobaczymy, czy pojawią się różnice na poziomie DNA.


21.09.2015 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki


Bez lustra ani rusz


      Tematu lustra jako największego wynalazku wszechczasów dotknąłem na ownlogu, kiedy pracowałem nad powieścią „Zdrada strażnika planety”. Lustro przywołuję również przy różnych okazjach w powieści „A jeśli jutra nie będzie”, bo przecież nie sposób bez niego się obejść w życiu codziennym:

1.
      Oscar rankiem skrył się pod prysznicem, obejrzał w lustrze swoją gładką twarz, póki co nie wymagającą maszynki do golenia, zjadł w kuchni płatki z mlekiem, założył wygodne dżinsy i koszulę z cienkiej flaneli, przeniósł się do garażu i wyprowadził srebrne volvo matki.
2.
      Obrzuciła go uwodzicielskim spojrzeniem. Pod powłoką delikatności krył się jej nieugięty charakter.
      — I jak? — potrząsnęła furą kasztanowych włosów, a jej oczy się zaśmiały. — Mogłabym pracować przy słupach telegraficznych, dosięgłabym rękami…
      Pieszczotliwie objął ją w pół i oczarowany spojrzał w lustro. Prosta jak świeca, szczuplutka lolitka w tych sandałach była wyższa od niego o ponad pół głowy, co sprawiło, że poczuł miły szmer w sercu. Jej wzrost działał na niego jak afrodyzjak.
3.
      Niezastąpiony geniusz komputerowy był tak zaniedbany, że nawet lustro wstydziłoby się pokazać w jego towarzystwie. Obywał się bez mydła, szamponu i czystych ręczników.
4.
      Ich oczy się spotkały.
      — Wyobrażałaś sobie swój ślub, gdy byłaś młodsza?
      Przytaknęła.
      — Kiedy miałam dziesięć lat, o tym marzyłam. Stroiłam się przed lustrem. Kryłam się za śnieżnobiałymi koronkami. Myślę, że wiele dziewczyn w moim wieku zachowywało się podobnie.
5.
       Na chwilę zaszył się w łazience. Oglądał kosmetyki, miała ich moc, jego matka tylu nie kupowała. Wisiały ręczniki i szlafrok Rity. Pomadką do ust wymalował na lustrze serduszko. Potem wspiął się po schodach na piętro.
6.
      Oscar podniósł się, wstrząśnięty tym, co powiedziała i z przestrachem obejrzał dłonie, jakby w poszukiwaniu chorobowych zmian na skórze. Pomyślał, że od tej chwili będzie niespokojnie sprawdzać w lustrze, czy nie rosną mu kły wampira.
7.
      Potem Angelina przysłała mu esemesa z tekstem „Kocham cię!” A w chwilę później dorzuciła swoją śliczną fotkę, pstrykniętą komórką w lustrze. Była w stroju pielęgniarki. Podniosła go tym na duchu, bo towarzyszyły mu smętne myśli.
8.
      Przez chwilę czuł się nędznym przybłędą w świecie pięknych kobiet. Miał zamęt w głowie. Umył twarz w łazience, wstydząc się spojrzeć w lustro. Superwirus wywołał prawdziwe spustoszenia, a wartości, które mu starzy wpoili, starając się wychować go na porządnego człowieka, przestały cokolwiek znaczyć. Wszystkie podeptał.
9.
      Nie wytrzymał i też zaczął się śmiać. To było zaraźliwe.
      — Jutro będą… truskawki w czekoladzie — rozhasana Emily psotliwie podpowiedziała dzikusce.
      Wstał i wyniósł się do łazienki. Po drodze jeszcze usłyszał, że jego miny są niezwykle spektakularne. Obejrzał się z uwagą w lustrze, umył twarz i wytarł się grubym ręcznikiem. Usiłował sobie wyobrazić swą dumną fizys ze ściekającymi truskawkami. Zabawnie wyglądałby na fotografii. Na szczęście, nie zdążyły mu pstryknąć zdjęcia komórką. Nie wyobrażał sobie, że mógłby wydusić przeprosiny ze słodkiego gardziołka młodziutkiej złośnicy.
      Przy okazji odruchowo zbadał, czy nie zamienia się w zombie i czy nie rosną mu kły wampira. Codziennie z duszą na ramieniu szukał niepokojących zmian na skórze, kiedy zajmował się toaletą. Pamiętał o ostrzeżeniu Nikki.



29.09.2015 :: 09:45
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie


Wręczenie „Złotych Piór”


      Środa, 30 września. Jadę busikiem do Rzeszowa w towarzystwie kilku członków Grupy Literackiej „Słowo”. Dla mieleckich poetów to wielkie przeżycie, bo nagrodę Zarządu Rzeszowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich za 2014 rok ma otrzymać Mieczysław Działowski z Mielca za interesujące wątki lotnicze w wierszach i prozie wspomnieniowej, pilot szybowcowy i samolotowy, pasjonat idei harcerstwa, lotnictwa i sportów lotniczych.
      Przy okazji jako redaktor naczelny portalu zlp.rzeszow.pl muszę się wywiązać z nałożonego na mnie obowiązku, a mianowicie przygotować relację na stronę internetową z rzeszowskiej gali.

30.09.2015 :: 21:00
Link | Komentuj (0) | Imprezy kulturalne