EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Androidy w akcji...


      Chyba nikt z ciągnących tego feralnego ranka na śniadanie nie zorientował się, że dwie młode pasażerki beztrosko zboczyły z kursu, za nic mając groźnie brzmiące ostrzeżenia. Artystyczny owal we wnęce zdobionej abstrakcyjną płaskorzeźbą, spoglądającą tysiącem par oczu, na moment ustąpił, odsłaniając sekretne przejście i zaraz powrócił na swoje miejsce. Zapewne w tym miejscu byłyby zwykłe, ledwo się znaczące na ścianie super szczelne techniczne drzwi dla personelu, gdyby nie to, że dekoratorom wnętrz przyszedł do głowy figlarny pomysł umieszczenia tu ściennego dzieła sztuki. Narowiste laski w okamgnieniu ukryły się w powstałej czeluści, pochylając głowy. W ciemnym przełazie, stworzonym z myślą o pracach konserwacyjnych i remontowych, zgromadziły sprzęt, ściągnięty wcześniej po kryjomu z przepastnej ładowni „Agisa”. Niebezpiecznych zabaweczek, którymi dysponowały, nie można było bowiem legalnie zabrać na pokłady pasażerskie. Nie musiały działać na oślep. Obie miały w głowach dokładne plany statku, dokładniejsze od tych, które posiadali kapitan i jego oficerowie. Nie interesowały ich jednak główne korytarze, ale kanały, szyby, tunele, rury i przewody wentylacyjne. Afrodyta pozostała w swych szałowych ciuchach, Iryda zaś przebrała się w czarny kombinezon. Nieużywana winda ruszyła, wynosząc je do góry. Znalazły się na poziomie górnej delty. Tu rozdzieliły się bez słowa. Afrodyta pobiegła wąskim przesmykiem, doskonale sobie radząc w labiryncie rozwidleń i nieomylnie trafiając do sporawej, choć nieco ciemnej ładowni. Przeszła bez trudu przez śluzę, bo w hali było powietrze, jednak nie filtrowane, a przez to trochę stęchłe i śmierdzące. Tam spoczywała karawela, którą przybyli porywacze. Furę mieli niezłą, szybką i zwrotną, ale mocno sfatygowaną, spędziła pewno w próżni z dziesięć lat. Rankiem ściągnęli ją przez właz w obudowie do wnętrza statku.
      Blond bogini pomyślała, że popełnili błąd. Ona tak by nie postąpiła. Zatrzymała się, wyrównała oddech, a potem wyważonym krokiem zaczęła się wspinać po wypuszczonych metalowych schodkach ku otwartemu i oświetlonemu wejściu. Detektory ruchu jej podpowiadały, że we wnętrzu pozostał tylko jeden człowiek.
      Dostała się do środka i wąskim korytarzem dotarła do sterowni, nie próbując kryć swego przybycia. Pilnujący maszyny trefny osobnik z gębą szczura i rzadkimi wąsikami dostrzegł kruchą postać na monitorach i obrócił się ku niej z wycelowaną bronią. Był spokojny, bo doskonale wiedział, że drobna blondynka przytargała się sama. I to bez broni. Nie mogła zatem mu zagrażać.
      — Heja! — zawołała przymilnie, usprawiedliwiając swoją obecność. — Cyrus wysłał mnie, żebym dotrzymała ci towarzystwa. Mam się postarać, żebyś się nie nudził… — zręcznie puściła mu dym w oczy.
      Tamten kompletnie zbaraniał, szeroko otwierając usta. Wyglądała jak objawienie, niezwykle ponętnie i zmysłowo. Otarł się z pewnością o wiele tanich dziwek, ale bogini z tak wściekłym seksapilem na pewno nikt mu dotąd nigdy nie podrzucił. Była z najwyższej półki. Zaparło mu dech z wrażenia i zapomniał, że trzyma w ręku broń.
      Afrodyta niespiesznie podeszła, zalotnie kołysząc biodrami. Znieruchomiała przed nim, pozwalając mu, by się na nią z bliska napatrzył. Jej płaski brzuch z odkrytym pępuszkiem znalazł się na wprost jego głodnych oczu.
      — Podobam ci się? — zalotnie zapytała. Prowokacyjnie rozpięła guziczek przy gorsecie, a jego nozdrza owiał zapach jej wymyślnych perfum.
      Oszołomiony bliskością seksbomby terrorysta bezmyślnie skinął głową. Siedział jak zahipnotyzowany. Nie wyglądał na specjalnie rozgarniętego i pewnie dlatego pozostawiono go w odwodzie.
      Wpadł w jej szpony. Nim się zorientował, co się dzieje, wypuścił automat z rąk. Potem wywinął salto, lądując z jękiem na pokrytej metalową kratą posadzce.


11.08.2009 :: 18:12
Link |  | Hurysy z katalogu