EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Balanga


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Po kolacji wziąłem udział w zapowiadanej balandze. Nie spodziewałem się, że te dziewczyny będą w stanie urządzić imprezę z prawdziwego zdarzenia. Migały kolorowe światła, a rozległy salon wypełniła hałaśliwa muzyka. Łowiłem uchem największe przeboje ostatnich dziesięcioleci, same znane utwory, przy tym tak głośne, że zdolne postawić na nogi zmarłego. Okazało się, że tutejsze madonny świetnie sobie radzą z kosmetykami i że wcale nie stronią od biżuterii. Doskonale wiedziały, jak się szaleje na Ziemi i na Marsie. Błyskawicznie przeszły metamorfozę i szokowały niebanalnymi stylizacjami. Były na topie. Zaczęły się powoli schodzić i mogłem z szeroko otwartymi ustami przyglądać się ich olśniewającym kreacjom, pełnym przewrotnej elegancji. Migały mi przed oczyma skąpe gorsety, przykuse spódniczki, nabijane ćwiekami kamizelki, zdobne pończochy, wysokie szpilki, bransolety, kolie, obroże i łańcuchy. Oglądałem szalone fryzury i jeszcze bardziej szalone makijaże. Dominowała czerń, jednak Miriam miała fantazyjną czerwoną sukienkę, jakby dla podkreślenia, że to jej wyjątkowy dzień.
      Odniosłem wrażenie, że znalazłem się w jednym z okrzyczanych klubów w centrum Victorii. Były tam modne, a przy tym drogie dyskoteki, w których gorące laleczki mogły wieczorami balować bez umiaru, nie przejmując się nikim i niczym. Niewidoczne głośniki dawały czadu. Działał generator mgły. Ponad głowami krążyły rozświetlone baloniki. Poczęstowano mnie lekko parującym kolorowym drinkiem, niby to tajemną miksturą z bulgoczącego kotła rzucającej zaklęcia czarownicy. Wszystkie dziunie sięgały po ten napój. To cudo świeciło. Nie wiem, co do niego dodano, ale kiedy wypiłem, poczułem, że muszę zaszaleć. Wyostrzyły mi się zmysły. Zniewalające madonny wyciągnęły mnie na środek i zaczęły wokół mnie tańczyć. Uwodzicielskie i demoniczne, mogły zwalić z nóg każdego faceta aparycją i gibkością ruchów. Tu jednak nie było innych mężczyzn. Poddawałem się diabolicznemu rytmowi, czując, że z każdą z nich mógłbym teraz pójść na całość. Ocierały się o mnie w drapieżnym korowodzie, owiewając mnie niepokojącym zapachem perfum i kusząco zaglądając mi w oczy. Wdzięczyły się do mnie niczym czarowne nałożnice do sułtana, który rozglądał się za kochanką na noc. Wabiły mnie i prowokowały. Trzymałem fason. Wywietrzała mi z głowy myśl, że powinienem szykować się do powrotu. Po co dawać dyla na Ziemię? Tu mogłem zbytkować bez końca. Taniec był rodzajem terapii, przynosił ukojenie i spełnienie. Dodawał pewności siebie.
      Urocza Daisy przykuła mój wzrok, umiała zawsze zwrócić na siebie uwagę, więc pieszczotliwie przygarnąłem ją do siebie i zacząłem z nią się kręcić, poddając się nastrojowi, jaki stwarzała. Spłynęły na mnie jej fluidy. Poczułem na sobie ponętne ciało i wtuliłem nos w pachnące włosy. Pozostałe madonny również połączyły się w pary. Niewidoczny didżej natychmiast się dostosował. Muzyka była teraz refleksyjna, spokojna i łagodna, jednak mimo to nadal bardzo głośna. Z miną wodzireja zarządziłem odbijanego. W moje ramiona wpadła czekoladowa Chloe, potem mająca jeszcze ciemniejszą skórę Belinda, wreszcie rudowłosa Alison, a po niej Agnes.
      Poddawałem się rytmowi, ciesząc się bliskością każdej z czarodziejek, dopóki nie pojąłem, że sięgam granic moich możliwości. Brakowało mi wirtuozerii tanecznej i akrobatycznej, więc nie chciałem się ośmieszać. Nie byłem w stanie wykonać na ich oczach breakdancowej solówki. Wprawdzie w szkole lotniczej goniono nas do ćwiczeń fizycznych, ale tam chodziło o mierzenie się z siłą grawitacji, a nie o pokazywanie, do jakich łamańców jest zdolne ludzkie ciało.
      Miriam wybawiła mnie z kłopotu. Podała mi kolejnego tajemniczego drinka. Usiedliśmy razem i przez kilka minut przyglądałem się rozbawionym madonnom. Muzyka zdecydowanie nabrała tempa. Ukryte głośniki pękały od nadmiaru decybeli, a rozochocone dziewczyny poruszały się wściekle rytmicznie, w niewyobrażalnym wręcz tempie. Szał ciał! Uwalniały się od nadmiaru roznoszącej je energii. Jeśli taniec był formą komunikacji niewerbalnej, to one oznajmiały wszem i wobec, że są porywcze, nieokiełznane i wybuchowe.


05.01.2016 :: 11:53
Link | Komentuj (0) | Enbargonki