EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Były sobie świnki trzy...


      Mu-ura jednakże te obrazy tak żywo nie zaprzątały. Baczył chwilę na chudego jak szczapa żonglera, popisującego się sztuczkami z cienkimi obrożami, a potem poniosło go na skraj agory, gdzie trafił na kryjącą się w niskich murach gospodę.
      W piwnicy panował półmrok, a przy ciągnących się wzdłuż okopconych ścian kamiennych płytach stołowych rozgościła się miejscowa klientela. Grecy trącali się, wznosząc toasty i opijając transakcje. Któremuś rozwiązał się akurat gruby lniany wór i wysypały się z niego z kwikiem trzy prosiaki. Zaczął je łapać i zgarniać z powrotem. Dźwigający ogromną amforę rosły niewolnik omal się na jednej nie potknął. Na wprost w głębi mieściła się szafa, teraz otwarta i odsłaniająca komplety naczyń, kubków, kielichów i czar z dwoma uchwytami. Przykuła jego wzrok niewielka beczułka, stojąca na jednym z wolnych stołów. Ławy miały wysokie oparcia i niektórzy z biesiadujących rozłożyli się na nich ze skrzyżowanymi nogami. Środek sali był pusty. Wojownik sterczał tam niepewnie, starając się przebić wzrokiem półmrok, gdy wtem z jednego z kątów dobiegły go krzykliwe głosy. Nie byłby sobą, gdyby mimowolnie nie sprawdził, czy sztylet ma na swoim miejscu. Pijący wszczęli kłótnię, pewnie któryś z nich bezczelnie oszukiwał przy grze w kości. Zaaferowany gospodarz wyjrzał z zaplecza i szybko zaklaskał w dłonie, a na ten znak wybiegły gibkie dziewczyny w bardzo krótkich chitonach i z rozpuszczonymi włosami. Poczęły tańczyć, wybijając rytm kastanietami. Wynurzył się za nimi ponury brodaty mężczyzna, przygrywający na nieznanym Urchicie instrumencie, ani chybi od dawna służący Posejdonowi — ten jedno oko miał zasłonięte czarną przepaską, widać stracił je w jakiejś portowej bójce.

28.02.2004 :: 21:14
Link |  | Zdrada strażnika planety