EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Carlos, czyli powieściowy armagedon w liczbach


fragment powieści SF „A jeśli jutra nie będzie”

      — Ciekawe, ilu ludzi zostało? Mówili w telewizji, że uratowała się jedna setna — zastanawiała się Judith. Oglądała swoje paznokcie. Była ruda i piegowata, ale nie brakowało jej wdzięku. Umiała manipulować chłopakami.
      — To w takim razie Stany Zjednoczone mają teraz niecałe cztery miliony mieszkańców — podliczył Carlos. Jego rodzice byli uciekinierami z Kuby. — Zamiast trzystu siedemdziesięciu milionów. To już nie jest prawo wielkich liczb. Psiamać, wszystko padnie.
      — Próbowałam się dodzwonić do mojego dentysty, nie odpowiadał. Ukruszył mi się ząb — pożaliła się Sarah. Wyglądała poważnie. Jasne włosy miała zaczesane do tyłu, ułożone w bombkę i lekko spięte. Sukienkę wyciągnęła chyba z szafy matki.
      — I tak przecież staliśmy w obliczu zagłady gatunku ludzkiego, zważywszy zagrożenie wywołane przeludnieniem — sarkastycznie zauważył Carlos. — Mam wam to tłumaczyć? Przecież należycie do kółka ekologicznego. Rozmnażaliśmy się w sposób absolutnie niekontrolowany. A górna dopuszczalna granica wynosiła 4 miliardy. Przekroczyliśmy ją 40 lat temu, mając w nosie globalne ocieplenie, zanik warstwy ozonowej i zwiększoną emisję dwutlenku węgla oraz kilka innych koszmarnych parametrów. — Zamilkł na chwilę i dorzucił, dzieląc coś w myślach: — No, ale co innego 4 miliardy, a co innego 70 milionów. Jeden procent. Zadziwiający efekt demograficzny. Tylko tylu ludzi zostało na całej Ziemi. Ale jaja! — wyświetlił tabelę. — Z taką populacją mieliśmy do czynienia… około V wieku p.n.e.

01.06.2015 :: 11:00
Link |  | A jeśli jutra nie będzie