EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Co z byłą żoną?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Dialogi są zawsze szczególnym wyzwaniem. Tu wymieniają myśli cztery osoby, a przeplatają się w rozmowie dwa różne tematy...

      Owalny stół z błyszczącym blatem otaczały wyściełane krzesła. Moje dziunie nakryły dla pięciu osób. Drugie śniadanie było gotowe. Usiadłem między Agnes Diaz a Jacqueline Bennett. Z tego miejsca miałem widok na cały ogród okolony żywopłotem. Na prawo znaczyła się pływalnia. Enbargonki wyglądały ponętnie. Wbijałem sobie do głowy ich ziemskie nazwiska.
      — Co dziś robimy? Jakie mamy plany? — zagadnąłem, zakładając sobie serwetkę. I nie czekając na odpowiedź, rzuciłem do kuszącej Daisy. — Wyobraź sobie, że moja była żona chce się ze mną spotkać. Co o tym sądzisz?
      — Mam ją sprzątnąć? — zapytała niefrasobliwie.
      Zrobiłem wielkie oczy. Pozostałe madonny z uwagą się jej przyjrzały.
      — No, nie… — zacząłem lękliwie oponować. — Tak od razu? Może najpierw powinienem się dowiedzieć, czego chce.
      — Jeśli się nachalnie wcina, może być kretem — zauważyła agentka.
      — Czyim kretem? — zdziwiłem się. Jako spec od mokrej roboty Daisy miała lekko zwichrowaną osobowość, ale to mi nie przeszkadzało. A nawet mnie podniecało. Tym niemniej swoje chciałem wiedzieć.
      — Tacy jak ty muszą być ostrożni — Jacqueline pospieszyła z wyjaśnieniem, godząc się z jej punktem widzenia. Podała mi amforę z mrożoną herbatą. — Widziałeś już polującego Lotosanina. Nie był jedynym draniem, który tu się kręcił. W Układzie Słonecznym przenikają się z cicha interesy różnych kosmicznych ras, choć ogół nie ma o tym zielonego pojęcia. A ty przecież nie jesteś już zwyczajnym człowiekiem i musisz liczyć się z tym, że różni ciekawscy będą usiłowali cię namierzyć.
      Trudno, żebym nie uznał jej racji i przypomniało mi się, że przestrzegała mnie przed tym już na Eufemii. Doszedłem do wniosku, że odrobina paranoi mi nie zaszkodzi. Reprezentowałem teraz nową odmianę gatunku ludzkiego, stałem się fizycznie doskonalszy i nie powinienem był otwierać szeroko ramion przed każdym, kto się w nie pchał.
      — Inna sprawa, że zyskałeś sławę po powrocie z orbity Antaresa. Wyszedłeś z cienia, znalazłeś się w centrum uwagi, a media o tobie trąbią — wtrąciła się Grace, odciągając moją uwagę od tego, co działo się daleko. — Nic więc dziwnego, że twojej byłej przyszło do głowy, by do ciebie uderzyć. Pewnie chce odświeżyć wspomnienia. — A potem odniosła się do planów na resztę dnia. — Jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu, obejrzałybyśmy sobie najpierw twój apartament, a potem pokręciłybyśmy się po śródmieściu. Naturalnie, razem z tobą. Przewertowałam zaproszenia, które nam przysłano. Wieczorem odbędzie się raut u ambasadora Ziemi przy Piątej Alei, uroczyste przyjęcie bez tańców. Zapowiadają, że pojawi się tam około stu osób, sama śmietanka towarzyska. Miałybyśmy wspaniałą okazję, żeby sprawdzić, jak sobie radzimy — zajrzała mi pytająco w oczy. — Co ty na to?
      Obojętnie wzruszyłem ramionami.
      — Spokojnie, ty tu rządzisz! — Wróciłem do nurtującej mnie kwestii, spoglądając na Daisy: — Moja była nazywa się Dorothy Bailey, a mieszka przy Dwudziestej Dziewiątej Alei. Weź ją pod lupę, jeśli możesz!
      — W porządku, dowiem się wszystkiego — obiecała.


04.03.2017 :: 10:04
Link |  | Enbargonki