Czy facetowi wolno ignorować kaprysy facetki?
Jednakże Mi-ir ignorował jej kaprysy. Nie w tamtą stronę go ciągnęło. Złapał ją za rękę i powiódł za sobą. Pozdrowili jeźdźca, który zbliżał się z naprzeciwka. Stwarzał wrażenie pokojowo usposobionego, jednak Urchita miał się na baczności, gdy tamten ich mijał. Z pewnością konny należał do plemiennej starszyzny, bo tu mało kto mógł się pochwalić posiadaniem wierzchowca. Dzierżył włócznię i topór, a przy siodle telepał się mu hełm z nosalem. Spieszyło się mu, więc tylko na moment zwolnił, by przelotnie rzucić okiem na pieszych. Odpowiedział na powitanie i pogalopował znowu naprzód.
— Ufff — odsapnął, gdy tamten zniknął już za zakrętem. — A już myślałem, że ciebie stracę. Jakoś tak dziwnie popatrzył. Nie dałbym mu rady, gdyby porwał cię na siodło.
Ujrzał w jej oczach twarde błyski.
— Nie obawiaj się, nikt mnie nie uprowadzi — zuchwale odparła. — Tu bezpiecznie. Popatrz na to! — podniosła mu do oczu wiszący jej na szyi zdobny łańcuch. — To znak, że jestem córką wodza.
Tak napisali inni:
|
Wróć |