EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Czy muszę rumienić się przy śniadaniu?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Miriam otworzyła oczy. Włosy miała potargane, jednak wieczorny makijaż zniknął z jej twarzy. Wyglądała świeżo, choć przecież dopiero co się obudziła.
      — Hej, myszko! Mam lukę w pamięci — rzekłem, całując jej gładkie ramię, a potem usta. — Co właściwie wczoraj robiłem? Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć?    
      Jacqueline też się obudziła. Przeciągnęła się czarownie. Jej cudowne piersi wyłoniły się spod nakrycia. Były doskonałe. Lubiłem cieszyć się nimi i pieścić jej wzrokiem.
      — Najpierw tańczyłeś solo i śpiewałeś, a potem próbowałeś zasnąć na stole. Uważałeś, że to twoje łóżko. Sporo wypiłeś. Wcześniej dopiąłeś się do Agnes. Wylałeś jej na głowę butelkę brandy i twierdziłeś, że jest Kleopatrą kąpiącą się w oślim mleku. Pomogłyśmy ci wrócić do sypialni, bo sam nie dałbyś rady.
      Zaniepokoiłem się nie na żarty.
      — O zgrozo! To fatalnie wypadłem. Czy muszę rumienić się przy śniadaniu?
      Anielice spojrzały po sobie. Przekornie parsknęły śmiechem.
      — Nie, nie musisz się wstydzić — uspokoiła mnie blondynka. — Przecież niezły z ciebie szpaner. Bijesz wszystkich na głowę.
      Pojąłem, że przekomarzają się ze mną.
      — Rany koguta! Mówcie prawdę!
      — Co tu kryć, byłeś śmieszny — Jacqueline przyznała bez ogródek. — Ważne, że dobrze się bawiłeś. Jak my wszystkie.
      Spojrzały po sobie i znowu parsknęły śmiechem.
      — Co znowu? Oby was pokręciło!
      — Nie, nic! Nie przejmuj się, herosie! — pocieszyła mnie brunetka.
      — A co śpiewałem? Hymn Unii Solarnej? Coś z marsjańskich hitów? Jakiś znany przebój?
      — Nie. Stary song o tych, co trudzą się na lądzie, morzu i w powietrzu…
      — Doprawdy? Niech to kule biją!
      Podniosłem się z łóżka. Psiamać, gorzej być nie mogło. Miałem nogi do chóru, a głos do baletu. Nie nadawałem się na wokalistę. Operowe arie nie wchodziły w grę. Co najwyżej mogłem nieudolnie rapować. A tej przyśpiewki w moim wykonaniu nie dawało się w ogóle słuchać i lepiej było mieć zatkane uszy. Nigdy nie próbowałem popisywać się nią publicznie, bo skompromitowałbym się do cna. Zataczano by się ze śmiechu.
      — Nie smuć się, muzyka łagodzi obyczaje… — zaczepnie parsknęła Miriam.
      — I łączy pokolenia! — przekornie zawtórowała jej Jacqueline.
      — Jędze! — stęknąłem, ale bez przekonania. — Nigdy tego nie odkręcę.
      — Nie sztuką jest śpiewać, jak się umie, sztuką jest śpiewać, jak się nie umie — niesfornie rzuciła blondynka.
      Skryłem się w łazience. Gdy odświeżony wróciłem, królowych nocy już nie było. Wyniosły się bez słowa, zabierając rozrzucone z wieczora części garderoby. Przywitało mnie jedynie zasłane przez nie łóżko. Pierwszy raz zrobił to ktoś porządnie.


28.10.2016 :: 14:16
Link | Komentuj (0) | Enbargonki