EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Czy muszę rumienić się przy śniadaniu?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Miriam otworzyła oczy. Włosy miała potargane, jednak wieczorny makijaż zniknął z jej twarzy. Wyglądała świeżo, choć przecież dopiero co się obudziła.
      — Hej, myszko! Mam lukę w pamięci — rzekłem, całując jej gładkie ramię, a potem usta. — Co właściwie wczoraj robiłem? Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć?    
      Jacqueline też się obudziła. Przeciągnęła się czarownie. Jej cudowne piersi wyłoniły się spod nakrycia. Były doskonałe. Lubiłem cieszyć się nimi i pieścić jej wzrokiem.
      — Najpierw tańczyłeś solo i śpiewałeś, a potem próbowałeś zasnąć na stole. Uważałeś, że to twoje łóżko. Sporo wypiłeś. Wcześniej dopiąłeś się do Agnes. Wylałeś jej na głowę butelkę brandy i twierdziłeś, że jest Kleopatrą kąpiącą się w oślim mleku. Pomogłyśmy ci wrócić do sypialni, bo sam nie dałbyś rady.
      Zaniepokoiłem się nie na żarty.
      — O zgrozo! To fatalnie wypadłem. Czy muszę rumienić się przy śniadaniu?
      Anielice spojrzały po sobie. Przekornie parsknęły śmiechem.
      — Nie, nie musisz się wstydzić — uspokoiła mnie blondynka. — Przecież niezły z ciebie szpaner. Bijesz wszystkich na głowę.
      Pojąłem, że przekomarzają się ze mną.
      — Rany koguta! Mówcie prawdę!
      — Co tu kryć, byłeś śmieszny — Jacqueline przyznała bez ogródek. — Ważne, że dobrze się bawiłeś. Jak my wszystkie.
      Spojrzały po sobie i znowu parsknęły śmiechem.
      — Co znowu? Oby was pokręciło!
      — Nie, nic! Nie przejmuj się, herosie! — pocieszyła mnie brunetka.
      — A co śpiewałem? Hymn Unii Solarnej? Coś z marsjańskich hitów? Jakiś znany przebój?
      — Nie. Stary song o tych, co trudzą się na lądzie, morzu i w powietrzu…
      — Doprawdy? Niech to kule biją!
      Podniosłem się z łóżka. Psiamać, gorzej być nie mogło. Miałem nogi do chóru, a głos do baletu. Nie nadawałem się na wokalistę. Operowe arie nie wchodziły w grę. Co najwyżej mogłem nieudolnie rapować. A tej przyśpiewki w moim wykonaniu nie dawało się w ogóle słuchać i lepiej było mieć zatkane uszy. Nigdy nie próbowałem popisywać się nią publicznie, bo skompromitowałbym się do cna. Zataczano by się ze śmiechu.
      — Nie smuć się, muzyka łagodzi obyczaje… — zaczepnie parsknęła Miriam.
      — I łączy pokolenia! — przekornie zawtórowała jej Jacqueline.
      — Jędze! — stęknąłem, ale bez przekonania. — Nigdy tego nie odkręcę.
      — Nie sztuką jest śpiewać, jak się umie, sztuką jest śpiewać, jak się nie umie — niesfornie rzuciła blondynka.
      Skryłem się w łazience. Gdy odświeżony wróciłem, królowych nocy już nie było. Wyniosły się bez słowa, zabierając rozrzucone z wieczora części garderoby. Przywitało mnie jedynie zasłane przez nie łóżko. Pierwszy raz zrobił to ktoś porządnie.


28.10.2016 :: 14:16
Link |  | Enbargonki