KOMENTARZE
 



Czy nie groziło Raoulowi, że wpadnie z deszczu pod rynnę?


     Wykoncypował, że to chorobliwe pragnienie zakiełkowało w nim już wtedy, kiedy po raz pierwszy zagościł u mieszkającego niemal po sąsiedztwie emerytowanego komandora z Urana, cieszącego się posiadaniem dwóch skośnookich gejsz. Cóż za słodkie istoty! Wrócił myślami na Ziemię do przebojowej stryjenki. Mieli szczęście i zgarnęli pospołu niezły szmal, bo za ujęcie zbirów, którzy wpadli w ręce Afrodyty wyznaczono niemałą nagrodę. Ci byli poszukiwani w całym Układzie Słonecznym. Staruszka zrzekła się swojej części na jego rzecz, więc od razu przyszło mu do głowy, że mógłby zainwestować w nową pannicę z "Body Perfect". Nie, nie chodziło mu o bezustanne nurzanie się w rozkoszy. Usiłował dociec, jakie skryte intencje nim kierowały, bo był przekonany, że zwykle działa racjonalnie. Czy przypadkiem instynktownie nie szukał asekuracji? Jego myśli błądziły wokół tej sprawy. Szczerze mówiąc, po nocnej akcji w posiadłości stryjenki powinien był zacząć bać się o swoje życie. Ta szemrana grupa przemytnicza, którą pozbawił złóż retelitu, mogła przecież jeszcze raz próbować dobrać mu się do skóry. Tacy maniacy z przedziwnym uporem wyrównywali rachunki. Rozsądek mu podpowiadał, że nie zaszkodziłoby mieć jeszcze jednego, równie dobrego jak Afrodyta ochroniarza. A dzięki niespodziewanej nagrodzie mógł sobie na takiego pozwolić.
     — Taaa... tego się będę trzymać... — z ulgą mruknął do siebie, pozostając przy tej odkrywczej konkluzji.
     — Czego, Raoulu?
     Musiał jej to powiedzieć.
     — Myślę, że z tobą i z... Irydą byłbym bezpieczniejszy. To na wypadek, gdyby tamci znowu usiłowali mnie wykończyć.
     — Spodziewasz się, że powrócą? — zapytała.
     — Mam nadzieję, że nie, ale kto wie? — westchnął z udawaną rozterką.




Tak napisali inni:




| Wróć |