EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Czym te sylfidy się zajmują?


PROFESJE PRZYSZŁOŚCI | fragment powieści SF „Enbargonki”

      Po obiedzie młodziutka Daisy nie ruszyła się nigdzie z salonu. Pomagała w sprzątaniu ze stołu. Ciągnąłem za nią tęsknym wzrokiem, obawiając się, że gdzieś przepadnie. Ta gąska miała w sobie coś magicznego, co sprawiało, że nie można było przejść obok niej obojętnie. Dowodziła sobą, że Bóg, jeśli chciał, potrafił stworzyć prawdziwe cudo. Olśniewała swoją urodą i wyglądała porywająco, jakby się urodziła na dworze arcybogatego radży. Gęste włosy w odcieniu ciemnej czekolady układały się w lekkie fale, a oliwkową twarz zdobiły piękne duże oczy, okolone wyrazistymi brwiami, śliczny nos i cudownie skrojone usta. Była laską o hipnotyzującym spojrzeniu, wywołującym ogień w mężczyźnie. Drzemała w niej siła, a każda cząstka jej ciała emanowała seksapilem. Pojąłem, że jest uosobieniem zmysłowości i zacząłem podejrzewać, że może okazać się tak namiętna jak słodka Madison z Orlando.
      Kiedy do niej się zbliżyłem, zaparło mi dech z wrażenia. Miałem rację, była niezwykła.
      — Siemanko, piękna z końca stołu! Porozmawiamy? Czy gdzieś się spieszysz? — układnie zapytałem, tłumiąc zachwyt. — Moglibyśmy się lepiej poznać, przy obiedzie się nie dało.
      Zachęcająco wskazałem ręką zestaw wypoczynkowy z widokiem na kąpielisko przy oszklonej ścianie, mając nadzieję, że mi nie odmówi.
      Okazała się zadziwiająco skromna jak na ósmy cud świata, którym bezsprzecznie była. Potulnie się zgodziła, pozwalając, bym po męsku przejął inicjatywę. Nie zamierzała krzywić się i zadzierać nosa.
      — Nie ma sprawy! — rzekła posłusznie. — Możemy pogawędzić.
      Porzuciła stół, cedując poobiednie porządki na pozostałe madonny. Mogliśmy rozgościć się przy ławie. Szczupła, żywa i niezwykle sprawna fizycznie, usiadła, zwracając się w moją stronę i podwinęła nogi. Poczułem się przy niej tak, jakbym znowu miał dwadzieścia lat.
      — Dlaczego umieszczono cię dopiero na ósmym miejscu? — zaciekawiony zapytałem.
      — Bo ja wiem? Pewnie dlatego, że jestem nieśmiała — odrzekła.
      Odniosłem wrażenie, że przesadza. Nie czuła się skrępowana, nie siedziała przy mnie sztywno i zachowywała się w miarę swobodnie. Wyglądała na niepłochliwą dziewczynę. Czegóż miałaby się wstydzić? Nie zamierzałem jej tłumaczyć, że faceci lecą na boskie lale w jej wieku jak ćmy do świecy, bo częstowałbym ją truizmami. Tu nie było miejsca na taką grę.
      — Może mi powiesz, czym zajmują się twoje koleżanki? — uprzejmie zaproponowałem. — Na razie znam tylko ich imiona.
      Skinęła głową. Jej spojrzenie zdradzało wybitną inteligencję, uroda nie mogła tego ukryć, więc potrafiła ująć to zwięźle.
      — Grace jest specjalistką od architektury krajobrazu, a ściśle biorąc od projektowania obiektów w kosmosie, Miriam jest botanikiem, ekspertem od flory na różnych planetach, Agnes jest genetykiem, Jacqueline zna się na nawigacji, jest obeznana ze statkami kosmicznymi, potrafi nadzorować ruch międzyplanetarny, a nawet międzygalaktyczny, Alison jest z kolei kimś w rodzaju maklera, śledzi wahania na giełdach i przepływy środków płatniczych, a ponadto jest w stanie sprostać księgowości ogromnego koncernu, Belinda jest specem od manipulacji w mediach, Chloe podobnie.
      Gdybym miał więcej oleju w głowie, wpadłbym na to, że singielki goszczące w tym kurorcie nie zdobywały szlifów w Układzie Słonecznym, ale poza nim, gdzieś w odległych stronach wszechświata. A gdzie dokładnie? Może w Galaktyce Trójkąta, skoro w jej rewirach urzędowały? Zapatrzony w piękne oczy azjatyckiej arystokratki jednak o tym nie pomyślałem. Jej uroda sprawiała, że traciłem zdolność trafnej oceny sytuacji.
      — A ty?
      — Jestem od sprzątania — rzekła skromnie. — Niekiedy nazywają mnie gońcem.
      — Nie wierzę! — wypaliłem impulsywnie, a moje brwi powędrowały wysoko. — Gonią cię do roboty? Przecież teraz sprzątają maszyny. Chyba że chodzi o gońca na szachownicy — zażartowałem.
      — Trudno — westchnęła. — I tak byś się dowiedział. Jestem specem od mokrej roboty, kimś w rodzaju korporacyjnego cyngla — zdradziła w sekrecie, odruchowo zniżając głos.
      Nie chciało mi się wierzyć. Kojarzyła się z pięknymi strojami, a nie z tym brudnym zajęciem, do którego trzeba było mieć skórę nosorożca.


10.11.2015 :: 11:00
Link |  | Enbargonki