EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Dała czadu


      Gdzieś w połowie śniadania statek drgnął i Raoul pojął, że włączyły się silniki hamujące lub że dzieje się coś niedobrego z ciążeniem. Odruchowo złapał się za blat stolika, nie chcąc polecieć do tyłu. Usłyszał z głośników krzyki, wkrótce też na potężnym wirtualnym ekranie pojawił się obraz. Pokazał się wreszcie Cyrus w całej okazałości. Puściły mu nerwy. Jego demoniczne oblicze wykrzywiał straszliwy gniew. Raoul go zapamiętał, inni pasażerowie też, był lecącym z Marsa mrukiem, snującym się samotnie po pokładach i nie podejmującym z nikim rozmowy. Twarz miał twardą i kanciastą. Rzucały się w oczy jego mocno zarysowana szczęka, wąskie wargi i niezupełnie prosty nos. Dygocący z wściekłości ślinił się teraz przez mikrofon. Wrzeszczał w paroksyzmie złości. Płynęły pełne jadu słowa o kryzysie solarnej cywilizacji, o tym, że nadchodzi czas wielkich zmian, że ludzkość dojrzeje w bólu i krwi, a tacy jak on, namaszczeni przez Boga, przywrócą ład w Układzie Słonecznym. A przejęty statek stanie się nową arką Noego.
      Niestety, po niecałej minucie wpadł mu w słowa wysoki kobiecy głos, nonszalancko przerywający wrogą tyradę:
      — Cyrusie, ty podły psie, nie popisuj się. Nie masz szans, palancie. I wkrótce twój brudny mózg zapaskudzi ściany i posadzkę!
      Obrazu nie było, jednak Irydę słyszeli wszyscy. Stawiła mu czoła i tamten zamilkł niby pod wpływem nagłego ciosu. Takiej obrazy nie mógł znieść. I to ze strony zarozumiałej młódki. Zmrużył oczy w przerażającej zimnej furii.
      — Wredna dziwko! — warknął przez zęby, nie godząc się z przegraną. — Nigdzie mi nie uciekniesz, suko. Nie wyrwiesz się stąd. Tak cię zerżnę, że…
      Nie pozostała mu dłużna.
      — Ty nędzny szmaciarzu, wal się sam, jeśli potrafisz! — śmiało bluznęła, wpadając mu w słowa.
      — Cienko zaśpiewasz, pyszałkowaty babsztylu! I to już wkrótce! — bulgotał jak indor w obliczu jej kolejnej impertynencji.
      — Najpierw mnie złap, sflaczały kutasie — znowu chlapnęła. — I nie połam sobie nóg!
      Pozował na wielkiego, wściekłego i ziejącego ogniem, a ona pluła mu w twarz, pokazując, że jest błaznem.
      — Kurewskie nasienie! Będziesz wić się u mych stóp, srać ze strachu w majtki i błagać o litość! — złowrogo dyszał. — Już niedługo!
      — Sam sobie sraj w gacie, popaprańcu! Chamowaty durniu! Na kant dupy możesz mi wskoczyć! Statku kosmicznego ci się zachciało? Lepiej zajmij się łapaniem much! — terkotała jak najęta. — Wracaj do swojej zapyziałej nory, ty cuchnąca kupo łajna! Zaczniesz szanować damy, jak ci przywalę w świński ryj! Do wora i do jeziora!
      Nie należał do tych, którzy przyjmą mocny cios i potrafią wstać. Oszalały z wściekłości i upokorzenia, miotał obelgami, odpłacając jej co rusz pięknym za nadobne, aż wreszcie zabrakło mu słów i zaczął wydawać z siebie tylko dziwne gardłowe dźwięki. Potem do uszu przerażonych pasażerów dotarły stłumione odgłosy wystrzałów. Następnie obraz znikł i połączenie się urwało.


13.08.2009 :: 14:36
Link |  | Hurysy z katalogu