EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Demoniczny wirus (2)


fragment utworu „A jeśli jutra nie będzie”

      Kiedy przechodził na drugą stronę uliczki, w wieczornej ciszy usłyszał kasłanie. Zabiło mu mocniej serce. Zdziwiło go, bo we wszystkich oknach było ciemno. Zatrzymał się. Atak kaszlu trwał dobrą chwilę. Jeśli się nie mylił, po prawej stronie ktoś czuwał na obrosłej winnym gronem werandzie. Kto się ostał? Nie było w tym miejscu latarni. Podejrzany dom sąsiadował z posesją Rity Bennett i dopadło go wrażenie, że warujący tam agent ma oko na jej skarbiec. Czy to było możliwe? Z duszą na ramieniu zbliżył się do parceli, a kiedy wysilił wzrok, zorientował się, że w drzwiach stoi naga kobieca postać. Nie wierzył własnym oczom. Striptiz na skraju drogi?
      — Hej! — niepewnie podniósł rękę w przyjaznym geście.
      Nieodziana dziewczyna poruszyła się, więc na pewno żyła. Jednak nie odwzajemniła powitania.
      Odważył się i wszedł po niskich schodkach. Gdy już wyłuskał z ciemności jej twarz, uzmysłowił sobie, że ją zna. Ciemne włosy podtrzymywały z obu stron wsuwki. O rok starsza od niego, była uczennicą School of the Arts. Interesująca się malarstwem matka przyniosła kiedyś jedno z jej niewielkich płócien i powiesiła na ścianie w salonie. Dziewczyna przywodziła mu na myśl żonę Gomeza z filmu „The Addams family”. Względnie jego córkę, przemądrzałą Wednesday. Wysoka i smukła, nosiła zwykle długie czarne sukienki. Zamknięta w sobie, na ulicy nie zamieniła nigdy z chłopakiem ani słowa.
      — Katie? — powściągliwie zapytał.
      Dopiero teraz pojął, że wystająca na progu ślicznotka ma figurę jak z okładki „Playboya”. Nie wiedział, co ma zrobić z oczami. Z wrażenia serce waliło mu jak młot. Nigdy nie był sam na sam z nieubraną młódką. Dziewczyny zawsze miały coś na sobie, czy to na boisku, czy na plaży. Zjechał wzrokiem na jej bose stopy. Kształtne piersi aż prosiły, by je objąć dłońmi.
      Przytaknęła i pociągnęła nosem. Nie umiała ukryć stanu głębokiego przygnębienia i wyglądała tak, jakby przez pomyłkę wypuszczono ją ze szpitala psychiatrycznego. Jej twarz nie wyrażała żadnych ludzkich uczuć, bo tłumiło je niewyobrażalne, wręcz zwierzęce przerażenie. Była jak kulący się na środku szosy gryzoń, sparaliżowany światłami nadjeżdżającego samochodu i niezdolny do ucieczki.
      — Czemu stoisz naga? — usiłował dociec, gdy już opanował wstydliwy oczopląs.
      — Czekam na śmierć — wyjąkała.
      Z powątpiewaniem przyjął jej deklarację.
      — Jeśli dotąd nie umarłaś, to już nie umrzesz — pocieszył wystraszoną do ostatnich granic dziewczynę. — Widzisz? Ja żyję.
      Zastanawiała się nad tym, co powiedział. Odniósł wrażenie, że zapalił małe światełko w tunelu.
      — Chodź, zobaczysz! — pociągnęła go za rękaw bawełnianej koszuli.
      W pokoju gościnnym na ławie płonęła migotliwym światłem czerwona świeca, pozostawiająca w powietrzu zapach parafiny i wosku palmowego. Obok niej stały dwa kryształowe flakony na cięte kwiaty, wypełnione ceglastym pyłem.
      — Tyle zostało z moich starych — znowu pociągnęła nosem. — Umarli na moich oczach.
      Uzmysłowił sobie, że w ciągu doby Ziemia stała się cmentarzyskiem dla siedmiu miliardów ludzi. Nie miał kto odprawiać ceremonii pogrzebowych. Zauważył porzucony na fotelu biały płaszcz kąpielowy frotte i próbował ją nim okryć.
      — Nie — odepchnęła jego troskliwą rękę. Nieporadnie przytuliła się do Oscara, a potem zaczęła drżącymi palcami rozpinać guziki przy jego koszuli. — Zostań — poprosiła, lękając się zajrzeć mu w oczy. — Inaczej coś sobie zrobię. Nie wytrzymam sama.
      Poczuł, że narasta w nim podniecenie i że nie oprze się pokusie. Choćby bardzo chciał, nie umiałby jej odmówić.

20.06.2014 :: 13:00
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie