EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Dziecko szczęścia


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Obudziła go snująca się po mieszkaniu Natasha. Zalotna młódka się nudziła. Przysiadła obok na wymiętej pościeli, adorowała go dłuższą chwilę, a wreszcie delikatnie pogładziła jego ramię.
      — Wstawaj, śpiochu, już dziewiąta — słodko zagadnęła, chcąc go postawić na nogi. — Twoje przyjaciółki poszły do pracy, a kiedy ich nie ma, ty masz się mną opiekować — przypomniała mu o swoich prawach.
      — Sorry, nadrobię to — zamruczał jak kot, przewracając się na drugi bok.
      — Zrobiłam ci śniadanie! — kusiła.
      Niechętnie otworzył oczy. Jego żywa lalka Nolee miała na sobie tylko stringi i skąpy kuchenny fartuszek, ledwo co zakrywający świeże dziewczęce kształty. Była rozkwitającym kwiatem i powiewem wiosny. Wyglądała ponętnie i w tym negliżu poderwałaby na baczność każdego faceta. Równo opalona skóra urzekała kolorem złota. Przyciągnął ją do siebie. Poczuł na sobie jej zmysłowe ciało i przeszył go dreszcz rozkoszy. Ten impuls sprawił, że do końca się obudził.
      — Cudna jesteś, moja wisienko na torcie — wymamrotał, pieszczotliwie zanurzając palce w jej włosach.
      Uwolniła się z jego objęć, ale nie zamierzała go opuszczać.
      — Pokaż plecy — niewinnie zażądała. Podniósł się, nie wiedząc, o co jej chodzi. — Podrapane — orzekła ze znawstwem, sunąc palcami po jego karku. — To nie moje dzieło, chciałam zaznaczyć, ani nie Angeliny, tylko Emily. Szalała tej nocy, musisz jej powiedzieć, żeby skróciła sobie paznokcie.
      — Ach tak? Czy to takie ważne?
      — Poczujesz pod prysznicem.
      Poszedł się wykąpać, wytarł się, umył zęby i owinięty ręcznikiem w biodrach powlókł się do kuchni. Faktycznie, plecy go trochę piekły. Natasha podgrzała mu pieczeń z poprzedniego dnia. Przygotowała koktajl owocowy.
      — Co dzisiaj robimy? — zapytał z pełnymi ustami.
      — Jeśli nie masz żadnych planów, możemy wybrać się do mnie, do rezydencji nad jeziorkiem, zabrałabym laptop i kilka innych drobiazgów. Potem pokazałabym ci jacht moich starych — układnie zaproponowała.
      — Gdzie mieszkaliście? — zajrzał w jej czarne zachwycone nim oczy.
      — Przy Breakers West Boulevard — uchyliła zasłony. — To około dziesięciu mil stąd.
      — Czemu nie, możemy pojechać, ale najpierw powinnaś się odziać, księżniczko. Wirus wirusem, ale nie możesz tak pokazać się na mieście, byłby obciach!
      — Ty też, księciu — żartobliwie odparowała. — Król jest nagi. Emily przygotowała ci nowiutkie ciuchy.
      Uporał się ze śniadaniem i zajrzał do sypialni. Założył bermudy i wrócił do kuchni.
      — Mówisz, że jacht?.. — zapytał, wciągając podkoszulek.
      — Jacht mamy nad oceanem, w zatoce — wyjaśniła, oceniając wzrokiem jego wygląd. — Pokażę ci go, jak wrócimy do centrum.
      Gorący słoneczny ranek nastrajał optymistycznie. Oscar uruchomił wóz, zabrał swoją lalę, która zamieniła fartuszek kuchenny na króciutką gustowną sukienkę i dostał się na bulwar Okeechobee. Przeciął Clear Lake i pognał na zachód. Do skrzyżowania z North Military Trail były usunięte z jezdni wszystkie bezpańskie samochody.

(...)

      Przywitały ich równo przycięte trawniczki ze zraszaczami. Utrzymana w kremowym odcieniu rozległa parterowa rezydencja ze ścianami krytymi stiukiem i cementową dachówką była okolona tropikalną roślinnością, oddzielającą ją od sąsiednich posesji. Stanowiła luksusową oazę ciszy i spokoju. Nie czuło się tu obecności miasta, a obcy w takich miejscach się nie plątali. Gdy weszli do środka, Oscar rozejrzał się z zachwytem. Uświadomił sobie, że Natasha była dzieckiem szczęścia, otaczały ją świetność i blask. Wszędzie widział marmurowe posadzki. Pełne przepychu wyposażenie cieszyło oczy.
      — Kim był twój ojciec? — zapytał. — Ociekasz szmalem.
      Obojętnie wzruszyła ramionami, jakby chodziło o coś z gruntu błahego.
      — Dysponował udziałami w kilku dużych firmach. Grał na giełdzie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co dokładnie robił — skwitowała.
      Objął ją i przytulił.
      — Musiał mieć głowę do interesów — rzekł z podziwem. — Manna sama nie spada z nieba. Pięknie tu. Gdyby nie to, że jest tak daleko, pewnie byśmy się wprowadzili.
      Pozwoliła mu obejrzeć wnętrze, mające ponad pięćset metrów kwadratowych. Były tu cztery sypialnie i trzy łazienki. Z tyłu znajdowało się patio z widokiem na ogród i zapraszał otoczony białymi leżakami urokliwy basen.
      — Kto cię uratował? — zaciekawiło chłopaka.
      — Juanita, Meksykanka, która tu pracowała.
      — Mieliście służbę?
      — Kucharkę, sprzątaczkę, ogrodnika i kierowcę. Zawoził mnie limuzyną do szkoły.
      — Limuzyną? Macie coś takiego w garażach?
      — Jeśli chcesz, możesz zobaczyć. Bentleya zabrał ojciec, jak wyjeżdżał.


24.07.2014 :: 07:04
Link |  | A jeśli jutra nie będzie