EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Dziecko szczęścia


fragment powieści „A jeśli jutra nie będzie”

      Obudziła go snująca się po mieszkaniu Natasha. Zalotna młódka się nudziła. Przysiadła obok na wymiętej pościeli, adorowała go dłuższą chwilę, a wreszcie delikatnie pogładziła jego ramię.
      — Wstawaj, śpiochu, już dziewiąta — słodko zagadnęła, chcąc go postawić na nogi. — Twoje przyjaciółki poszły do pracy, a kiedy ich nie ma, ty masz się mną opiekować — przypomniała mu o swoich prawach.
      — Sorry, nadrobię to — zamruczał jak kot, przewracając się na drugi bok.
      — Zrobiłam ci śniadanie! — kusiła.
      Niechętnie otworzył oczy. Jego żywa lalka Nolee miała na sobie tylko stringi i skąpy kuchenny fartuszek, ledwo co zakrywający świeże dziewczęce kształty. Była rozkwitającym kwiatem i powiewem wiosny. Wyglądała ponętnie i w tym negliżu poderwałaby na baczność każdego faceta. Równo opalona skóra urzekała kolorem złota. Przyciągnął ją do siebie. Poczuł na sobie jej zmysłowe ciało i przeszył go dreszcz rozkoszy. Ten impuls sprawił, że do końca się obudził.
      — Cudna jesteś, moja wisienko na torcie — wymamrotał, pieszczotliwie zanurzając palce w jej włosach.
      Uwolniła się z jego objęć, ale nie zamierzała go opuszczać.
      — Pokaż plecy — niewinnie zażądała. Podniósł się, nie wiedząc, o co jej chodzi. — Podrapane — orzekła ze znawstwem, sunąc palcami po jego karku. — To nie moje dzieło, chciałam zaznaczyć, ani nie Angeliny, tylko Emily. Szalała tej nocy, musisz jej powiedzieć, żeby skróciła sobie paznokcie.
      — Ach tak? Czy to takie ważne?
      — Poczujesz pod prysznicem.
      Poszedł się wykąpać, wytarł się, umył zęby i owinięty ręcznikiem w biodrach powlókł się do kuchni. Faktycznie, plecy go trochę piekły. Natasha podgrzała mu pieczeń z poprzedniego dnia. Przygotowała koktajl owocowy.
      — Co dzisiaj robimy? — zapytał z pełnymi ustami.
      — Jeśli nie masz żadnych planów, możemy wybrać się do mnie, do rezydencji nad jeziorkiem, zabrałabym laptop i kilka innych drobiazgów. Potem pokazałabym ci jacht moich starych — układnie zaproponowała.
      — Gdzie mieszkaliście? — zajrzał w jej czarne zachwycone nim oczy.
      — Przy Breakers West Boulevard — uchyliła zasłony. — To około dziesięciu mil stąd.
      — Czemu nie, możemy pojechać, ale najpierw powinnaś się odziać, księżniczko. Wirus wirusem, ale nie możesz tak pokazać się na mieście, byłby obciach!
      — Ty też, księciu — żartobliwie odparowała. — Król jest nagi. Emily przygotowała ci nowiutkie ciuchy.
      Uporał się ze śniadaniem i zajrzał do sypialni. Założył bermudy i wrócił do kuchni.
      — Mówisz, że jacht?.. — zapytał, wciągając podkoszulek.
      — Jacht mamy nad oceanem, w zatoce — wyjaśniła, oceniając wzrokiem jego wygląd. — Pokażę ci go, jak wrócimy do centrum.
      Gorący słoneczny ranek nastrajał optymistycznie. Oscar uruchomił wóz, zabrał swoją lalę, która zamieniła fartuszek kuchenny na króciutką gustowną sukienkę i dostał się na bulwar Okeechobee. Przeciął Clear Lake i pognał na zachód. Do skrzyżowania z North Military Trail były usunięte z jezdni wszystkie bezpańskie samochody.

(...)

      Przywitały ich równo przycięte trawniczki ze zraszaczami. Utrzymana w kremowym odcieniu rozległa parterowa rezydencja ze ścianami krytymi stiukiem i cementową dachówką była okolona tropikalną roślinnością, oddzielającą ją od sąsiednich posesji. Stanowiła luksusową oazę ciszy i spokoju. Nie czuło się tu obecności miasta, a obcy w takich miejscach się nie plątali. Gdy weszli do środka, Oscar rozejrzał się z zachwytem. Uświadomił sobie, że Natasha była dzieckiem szczęścia, otaczały ją świetność i blask. Wszędzie widział marmurowe posadzki. Pełne przepychu wyposażenie cieszyło oczy.
      — Kim był twój ojciec? — zapytał. — Ociekasz szmalem.
      Obojętnie wzruszyła ramionami, jakby chodziło o coś z gruntu błahego.
      — Dysponował udziałami w kilku dużych firmach. Grał na giełdzie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co dokładnie robił — skwitowała.
      Objął ją i przytulił.
      — Musiał mieć głowę do interesów — rzekł z podziwem. — Manna sama nie spada z nieba. Pięknie tu. Gdyby nie to, że jest tak daleko, pewnie byśmy się wprowadzili.
      Pozwoliła mu obejrzeć wnętrze, mające ponad pięćset metrów kwadratowych. Były tu cztery sypialnie i trzy łazienki. Z tyłu znajdowało się patio z widokiem na ogród i zapraszał otoczony białymi leżakami urokliwy basen.
      — Kto cię uratował? — zaciekawiło chłopaka.
      — Juanita, Meksykanka, która tu pracowała.
      — Mieliście służbę?
      — Kucharkę, sprzątaczkę, ogrodnika i kierowcę. Zawoził mnie limuzyną do szkoły.
      — Limuzyną? Macie coś takiego w garażach?
      — Jeśli chcesz, możesz zobaczyć. Bentleya zabrał ojciec, jak wyjeżdżał.


24.07.2014 :: 07:04
Link | Komentuj (0) | A jeśli jutra nie będzie