EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Figle Maggie


fragment „Buntu androidów”

      Na pływalni panował półmrok. Wysoko na niebie znaczyły się gwiazdy. Maggie z wdziękiem zdjęła płaszcz kąpielowy, pozwalając, by zsunął się do jej stóp. Kostium wybrała szałowy i kiedy na nią spojrzałem, przeszył mnie dreszcz pożądania. Z rozmachem skoczyłem do wody, wyrzucając fontannę dżdżu. Ciekawie obejrzałem się za siebie.
      — Chodź! — zachęcająco zawołałem.
      Zielonooka kaprysiła. Tylko z pozoru poszła w moje ślady. Musiała się popisać i pokazać, że ma w nosie prawa mojego świata. A zwłaszcza siłę przyciągania. Uczyniła kilka ostrożnych kroków po wodzie, nie zapadając się w toń. Stąpała po pomarszczonej drobnymi falami powierzchni jak Jezus po Morzu Galilejskim. Wreszcie ułożyła się wygodnie ponad głębią i zerknęła na mnie ciekawie. Lewitowała. Wydawać by się mogło, że spoczywa na nadmuchiwanym materacu, tyle tylko że niewidzialnym. Wyobraziłem ją sobie medytującą w pozycji lotosu na gładkiej tafli jeziora.
      Podpłynąłem do niej i ją ochlapałem niczym figlujący małolat.
      — Boisz się wody? Jak koty? — zapytałem. — Jest ciepła i czysta.
      — Nie, ale zniszczę sobie fryzurę, będę źle wyglądać.
      — Jesteś bóstwem w każdym calu, nie musisz się przejmować.
      Posłusznie się zsunęła, znikając pod powierzchnią. Wynurzyła się i parsknęła. Mokre włosy oblepiały jej twarz.
      — Idealnie — cmoknąłem. — Przepłyńmy kawałek.
      Pokonałem crawlem odległość dzielącą mnie od drugiej strony basenu, odbiłem się od brzegu i ruszyłem z powrotem. Płynęła za mną stylem motylkowym. Znieruchomiałem na środku, bo przyszło mi coś do głowy.
      — Jak duże przedmioty możesz podnosić siłą woli? Udźwignęłabyś takiego faceta jak ja?
      — Pokazać ci? — niewinnie zapytała.
      Przyzwalająco skinąłem głową, nie zdając sobie sprawy, w co się pakuję. Wystarczyła chwila nieuwagi, by wpaść z deszczu pod rynnę.
      Wysadziła mnie z siodła. Nim zdążyłem się zorientować, wystrzeliłem jak z armaty, tracąc kontrolę nad ciałem. Zawisłem w połowie wysokości trampoliny, rozpaczliwie trzepiąc rękami i runąłem w dół. Poleciałem na głowę, z impetem rozpryskując wodę. Z rozpędu dotarłem do dna. Powtórzyła ten numer. Śmignąłem spod powierzchni jak startująca rakieta. Wykonałem niezgrabne salto. Znów runąłem w dół. Wysłała mnie w górę trzeci raz. Koziołkowałem. Niestety, nie miałem skrzydeł i nie mogłem utrzymać się w powietrzu.
      W końcu zielonooka dała mi spokój. Wynurzyłem się o własnych siłach, wypluwając wodę i przecierając oczy. Zaczerpnąłem powietrza. Nie przypuszczałem, że to chuchro może dysponować samsonową siłą. Jeździła po mnie jak po łysej kobyle.
      — Wystarczy, suko! — jęknąłem rozdrażniony. — Żeby cię pogięło…
      Niczym tonący rozbitek uchwyciłem się brzegu. Wdrapałem się na pokryty kafelkami taras. Kaszlałem. Maggie jak gdyby nigdy nic podpłynęła za mną. Podałem jej rękę i wydostała się z basenu. Normalnie, bez żadnych fajerwerków.
      — W porządku? — niewinnie zapytała, podnosząc oczy na moją twarz.
      Byłem wzburzony i ciężko dyszałem. Bawiła się mną jak kupioną w sklepie zabawką i trzymały się jej wątpliwe figle. Tego mi było za wiele.
      — Masz nie po kolei w głowie? — warknąłem, wściekły jak diabli.
      Poniosło mnie i w napadzie złości strzeliłem ją w pysk. Straciła równowagę i wpadła do wody.
      Błyskawicznie się wynurzyła. Z przerażenia oczy miała jak talary.
      — Teraz w porządku — zgrzytnąłem, łaskawie podając jej dłoń.
      Potulnie się wdrapała i przygarbiona stanęła obok. Dygotała przerażona.
      — Przepraszam — z trudem wydobyła z siebie głos. Szczękała zębami. — Pozostały mi… nawyki z ostatniej… krucjaty. Archetanie lubią być… podrzucani. Myślałam, że to cię... ucieszy.
      — Podrzucani? — syknąłem z irytacją. — Nie jestem szmacianką.
      Może zielone pantery za tym przepadały, ja nie. Były zwinne i zwrotne, nawykłe do skakania po drzewach. Pomagały im długie ogony. Nic więc dziwnego, że wariowały na punkcie takich zabaw.


08.04.2013 :: 14:26
Link |  | Bunt androidów