EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Filmowa sztuka recyklingu


      Obejrzałem thriller SF "Predators" i muszę przyznać, zgodnie z tym, czego można się było dowiedzieć z recenzji i komentarzy w sieci, że film jest pod względem atmosfery i sposobu narracji niemal taki, jak oryginał z 1987 roku. Przynajmniej w pierwszej części. W drugiej jednak akcja nabiera tempa i nieco się komplikuje, bowiem ku memu zaskoczeniu scenarzyści Alex Litwak i Michael Finchsta odwołują się do motywu konfliktu wewnątrzgatunkowego. Groźni zabijacy z Ziemi już nie tylko mierzą się z Predatorami. Zaczynają też walczyć między sobą. Noland (Laurence Fishburne) usiłuje wykończyć odkrytą w dżungli grupę komandosów i przejąć ich ekwipunek. Rzekomy lekarz okazuje się psychopatą, mającym potrzebę zabijania we krwi, a dzielna Izabelle, w tej roli Alice Braga, omal nie płaci za to życiem. Okazuje się ponadto (legenda o obcych się wzbogaca), że i kosmici są podzieleni. Royce, w tej roli Adrien Brody, uwalnia więzionego Predatora, co pozwala tamtemu stanąć do walki z polującym na ludzi niepokonanym jarlem. Pewnie więc w kolejnej odsłonie tego filmu dobrzy Predatorzy i dobrzy ludzie będą ramię w ramię walczyć ze złymi Predatorami i złymi ludźmi.
      Z czym w filmie przeholowano? Przesadzono z liczbą planetarnych gigantów widocznych na niebie z powierzchni planety obcych. Takie ich zagęszczenie kłóciłoby się chyba z prawami fizyki, chociaż różne rzeczy mówią astrofizycy o tym, co dzieje się w gęstych jądrach otaczających nas galaktyk. Mój niepokój, czy wątłej budowy ciała Adrien Brody dorówna Arnoldowi Schwarzeneggerowi, który w pierwszym "Predatorze" wcielił się w kultową postać niepokonanego komandosa, okazał się nieuzasadniony. Ten aktor, uważany za jedną z największych nadziei współczesnego kina amerykańskiego jest znakomity i bardzo dobrze oceniany. W filmie spisał się na medal.


21.08.2010 :: 07:59
Link |  | Recenzje filmowe