EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Główny bohater jako fraszkopisarz


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Oczyma roztrzęsionej wyobraźni ujrzałem wykuty w kamieniu napis „Żył krótko, ale szczęśliwie” i znienacka dopadła mnie myśl, że w ostatnich dniach i godzinach mojego marnego żywota mógłbym pisać fraszki. Były w modzie i pojawiały się na bilbordach, a politycy cytowali je w przemówieniach. Zaraz jednak zrozumiałem, że był to pomysł równie niedorzeczny jak wszystkie inne. Komu miałbym je czytać? Głupiemu kotu, który nie rozumiał ludzkiej mowy? Komputerowi, który miał to w nosie? Dlaczego akurat idiotyczne fraszki? Nie były wysokiego lotu. Brakowało mi poetyckiej wrażliwości i uchodziłem za grafomana. Układałem je, kiedy chodziłem do szkoły, obrabiając tyłki belfrom, których nie lubiłem. Chłopacy reagowali na moje złośliwe rymowanki salwami śmiechu. Dziewczyny — różnie, jedne to bawiło, inne nie. Niektóre krzywiły się, spoglądając z politowaniem na poecinę. Przez całe lata chodził mi po głowie kretyński dwuwiersz:
                        „Jako fraszkopisarz osiągnę wnet szczyty,
                        zaszczuję łajdaków, opluję łachmyty!”
      Puściłem kota, który nie chciał siedzieć mi dłużej na kolanach. Pomyślałem o Jürgenie. Nie miał racji. Nie czułem się niemotą, ciemięgą i matołem. Poderwałem się z miejsca, bo w jednej chwili mnie olśniło. Miałem cierpieć w milczeniu? W samotności łykać gorzkie łzy? Dość litowania się nad sobą! Puściły hamulce i doszły do głosu uśpione instynkty. Zagrały emocje i znienacka ogarnęła mnie euforia. Wspiąłem się na wyżyny absurdu. Byłem Syzyfem, który dopchał swój kamień na sam szczyt. Poczułem się nagle despotycznym władcą, mającym na Meduzie nieograniczoną władzę. W chwilach załamania budziło się we mnie nonsensowne przeświadczenie, że jestem kimś jedynym w swym rodzaju i wyjątkowym, niepospolitym i nieziemskim.

22.01.2017 :: 17:08
Link | Komentuj (0) | Enbargonki