EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Grace po raz drugi


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Jacqueline nie zamierzała wracać do swej pracowni. Jakiś czas pływała, co rusz wynurzając głowę z wody i sprawdzając, czy mnie gdzieś nie poniosło, a potem wydostała się na brzeg basenu. Ujęła ogromny puchaty ręcznik i z wdziękiem usadowiła się obok, gotowa bez znudzenia mnie adorować. Dobrze czuła się przy mnie i tego nie ukrywała. Podejrzewałem, że podobnie jak Daisy ma w nosie enbargońską listę i cierpliwie szuka okazji, by wysunąć się na przód kolejki. Trzymała rękę na pulsie i nie opuszczała dobrej startowej pozycji. Jednak nie próbowała mi się nachalnie narzucać.
      Tu nas znalazła Grace, która nie zamierzała czekać do kolacji przy świecach z wyegzekwowaniem należnych jej praw. Jej też się spieszyło. Czyżby fakt, że jest pierwsza na liście, nie dawał jej gwarancji, iż dobiegnie na czas do mety?
      — Czy to miejsce jest zajęte? — zza mych pleców z udawaną powagą zapytała, jakby właśnie znalazła się na pełnej letników, zatłoczonej plaży i chciała się gdzieś ulokować.
      Odwróciłem głowę. Gdy ją ujrzałem, poderwałem się odruchowo z leżaka i przetarłem oczy ze zdumienia. Postawiła mnie na baczność i omal nie zapomniałem języka w gębie. Przez chwilę czułem się jak przygłup, nie wiedzący jak się zachować. Jej skarby okrywał jedynie nieprzyzwoicie skąpy strój kąpielowy.
      — Madonna santa! — wymamrotałem. — To naprawdę ty?
      Zaskoczyła mnie swoją kreacją i wywołała słodki zawrót głowy. Z wrażenia nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była taka, że palce lizać, a jej bliskość sprawiła, że jak sztubakowi zabrakło mi tchu.
      — Owszem, to ja! Ale nie jestem grecką Afrodytą i nie wyłoniłam się z piany morskiej — zażartowała, widząc, ze wpatruję się w nią baranim wzrokiem.
      Pannę z numerem pierwszym otaczała aura wyrafinowanej zmysłowości. Jej ciało zdawało się być wyrzezane przez niedościgłego mistrza, który wspiął się na niedostępny Olimp, znalazł wśród bogiń model odpowiadający jego aspiracjom i odtworzył go z pietyzmem w marmurze w odcieniu bursztynu, a potem niby Stwórca tchnął w martwy kamień ducha. Lśniące włosy miała zaczesane w koński ogon. Cieszyła oczy pełnymi piersiami, wprost stworzonymi do całowania. Kusiła parą wspaniałych nóg. Wąskie biodra, wklęsły brzuch i cudowny pępek dopełniały obrazu całości. Silnie działała na moje zmysły, nienawykłe do oglądania z bliska młódek z takim seksapilem i w tak nikłych resztkach bikini. Nie pojmowałem, jak można było odziać kobietę, mając niespełna dziesięć centymetrów tkaniny.
      Z przejęcia nie umiałem ukryć tego, co czułem. A czułem, że powinienem płaszczyć się u jej stóp i dziękować za udzielenie mi łaski posłuchania. Do takich bogiń żywiło się nabożeństwo. Nie strącało się ich z piedestału, by zaspokoić męskie żądze.
      — To jest… tak jakby… — wybąkałem, niepewnie przestępując z nogi na nogę. — Fajnie, że się objawiłaś… pojawiłaś.
      Nurtowało mnie przekonanie, że na nią nie zasługuję. Czułem, że nie dorastam jej do pięt. Mogłem ją wielbić, ale nie pieścić i bezcześcić. Nigdy bym się nie pokusił, by samemu nachalnie sięgnąć po lalę z tak wysokiej półki. A poza tym nie wyglądała na dżagę, którą taki matoł byłby w stanie uwieść, a raczej na gwiazdę, która mając przed sobą kilku adoratorów, sama — o ile zechce — kapryśnie wybierze sobie jednego.
      Lśniące oczy Grace zdradzały, że chce się ze mną zabawić. Emanowały pożądaniem. Nie zamierzała zadowolić się niewinnym uwielbieniem z mojej strony, a to, na co miała ochotę było aż nadto widoczne. Postanowiła okazać łaskę boyowi od czyszczenia basenu i zabrać go do swojej sypialni. Już nie była szefem. Zamieniła się w kapryśną królową, eksponującą swoje wdzięki. Mogłem więc jedynie z oddaniem merdać ogonem, całować jej ręce i robić to, co mi każe. Omiotła spojrzeniem Jacqueline, która też odruchowo podniosła się z leżaka. Piękna nudystka wzięła ręcznik i niby w obronie owinęła się nim w biodrach jak chustą pareo. Nie wypadało jej w obecności takiej gwiazdy świecić nagością.
      Nie wiedziałem, co zrobić. Mocowałem się z przerastającą mnie skalą doznań. Zerknąłem rozpaczliwie na Jacqueline, szukając u niej ratunku. Przy Grace traciła punkty. Spadła nagle na drugi plan. Nie dostrzegłem jednak w jej oczach ani aprobaty, ani nagany.
      Rozkoszna seksbomba z łatwością przejęła inicjatywę. To ona rozdawała karty, czy ktoś tego chciał, czy nie. Wskazała wzrokiem pokryte drobnymi falami lazurowe morze.
      — Przejdziemy się po plaży? — zachęcająco spytała, odruchowo poprawiając włosy.
      Podporządkowałem się bez słowa. Nie zamierzała przeganiać półnagiej brunetki, zapewne przewidując, że donna z numerem czwartym nie może pokrzyżować jej planów, więc poszliśmy w dół razem niby trójka sprawdzonych przyjaciół, których nic nie dzieli.


11.05.2016 :: 17:30
Link | Komentuj (0) | Enbargonki