EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Grace po raz drugi


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Jacqueline nie zamierzała wracać do swej pracowni. Jakiś czas pływała, co rusz wynurzając głowę z wody i sprawdzając, czy mnie gdzieś nie poniosło, a potem wydostała się na brzeg basenu. Ujęła ogromny puchaty ręcznik i z wdziękiem usadowiła się obok, gotowa bez znudzenia mnie adorować. Dobrze czuła się przy mnie i tego nie ukrywała. Podejrzewałem, że podobnie jak Daisy ma w nosie enbargońską listę i cierpliwie szuka okazji, by wysunąć się na przód kolejki. Trzymała rękę na pulsie i nie opuszczała dobrej startowej pozycji. Jednak nie próbowała mi się nachalnie narzucać.
      Tu nas znalazła Grace, która nie zamierzała czekać do kolacji przy świecach z wyegzekwowaniem należnych jej praw. Jej też się spieszyło. Czyżby fakt, że jest pierwsza na liście, nie dawał jej gwarancji, iż dobiegnie na czas do mety?
      — Czy to miejsce jest zajęte? — zza mych pleców z udawaną powagą zapytała, jakby właśnie znalazła się na pełnej letników, zatłoczonej plaży i chciała się gdzieś ulokować.
      Odwróciłem głowę. Gdy ją ujrzałem, poderwałem się odruchowo z leżaka i przetarłem oczy ze zdumienia. Postawiła mnie na baczność i omal nie zapomniałem języka w gębie. Przez chwilę czułem się jak przygłup, nie wiedzący jak się zachować. Jej skarby okrywał jedynie nieprzyzwoicie skąpy strój kąpielowy.
      — Madonna santa! — wymamrotałem. — To naprawdę ty?
      Zaskoczyła mnie swoją kreacją i wywołała słodki zawrót głowy. Z wrażenia nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była taka, że palce lizać, a jej bliskość sprawiła, że jak sztubakowi zabrakło mi tchu.
      — Owszem, to ja! Ale nie jestem grecką Afrodytą i nie wyłoniłam się z piany morskiej — zażartowała, widząc, ze wpatruję się w nią baranim wzrokiem.
      Pannę z numerem pierwszym otaczała aura wyrafinowanej zmysłowości. Jej ciało zdawało się być wyrzezane przez niedościgłego mistrza, który wspiął się na niedostępny Olimp, znalazł wśród bogiń model odpowiadający jego aspiracjom i odtworzył go z pietyzmem w marmurze w odcieniu bursztynu, a potem niby Stwórca tchnął w martwy kamień ducha. Lśniące włosy miała zaczesane w koński ogon. Cieszyła oczy pełnymi piersiami, wprost stworzonymi do całowania. Kusiła parą wspaniałych nóg. Wąskie biodra, wklęsły brzuch i cudowny pępek dopełniały obrazu całości. Silnie działała na moje zmysły, nienawykłe do oglądania z bliska młódek z takim seksapilem i w tak nikłych resztkach bikini. Nie pojmowałem, jak można było odziać kobietę, mając niespełna dziesięć centymetrów tkaniny.
      Z przejęcia nie umiałem ukryć tego, co czułem. A czułem, że powinienem płaszczyć się u jej stóp i dziękować za udzielenie mi łaski posłuchania. Do takich bogiń żywiło się nabożeństwo. Nie strącało się ich z piedestału, by zaspokoić męskie żądze.
      — To jest… tak jakby… — wybąkałem, niepewnie przestępując z nogi na nogę. — Fajnie, że się objawiłaś… pojawiłaś.
      Nurtowało mnie przekonanie, że na nią nie zasługuję. Czułem, że nie dorastam jej do pięt. Mogłem ją wielbić, ale nie pieścić i bezcześcić. Nigdy bym się nie pokusił, by samemu nachalnie sięgnąć po lalę z tak wysokiej półki. A poza tym nie wyglądała na dżagę, którą taki matoł byłby w stanie uwieść, a raczej na gwiazdę, która mając przed sobą kilku adoratorów, sama — o ile zechce — kapryśnie wybierze sobie jednego.
      Lśniące oczy Grace zdradzały, że chce się ze mną zabawić. Emanowały pożądaniem. Nie zamierzała zadowolić się niewinnym uwielbieniem z mojej strony, a to, na co miała ochotę było aż nadto widoczne. Postanowiła okazać łaskę boyowi od czyszczenia basenu i zabrać go do swojej sypialni. Już nie była szefem. Zamieniła się w kapryśną królową, eksponującą swoje wdzięki. Mogłem więc jedynie z oddaniem merdać ogonem, całować jej ręce i robić to, co mi każe. Omiotła spojrzeniem Jacqueline, która też odruchowo podniosła się z leżaka. Piękna nudystka wzięła ręcznik i niby w obronie owinęła się nim w biodrach jak chustą pareo. Nie wypadało jej w obecności takiej gwiazdy świecić nagością.
      Nie wiedziałem, co zrobić. Mocowałem się z przerastającą mnie skalą doznań. Zerknąłem rozpaczliwie na Jacqueline, szukając u niej ratunku. Przy Grace traciła punkty. Spadła nagle na drugi plan. Nie dostrzegłem jednak w jej oczach ani aprobaty, ani nagany.
      Rozkoszna seksbomba z łatwością przejęła inicjatywę. To ona rozdawała karty, czy ktoś tego chciał, czy nie. Wskazała wzrokiem pokryte drobnymi falami lazurowe morze.
      — Przejdziemy się po plaży? — zachęcająco spytała, odruchowo poprawiając włosy.
      Podporządkowałem się bez słowa. Nie zamierzała przeganiać półnagiej brunetki, zapewne przewidując, że donna z numerem czwartym nie może pokrzyżować jej planów, więc poszliśmy w dół razem niby trójka sprawdzonych przyjaciół, których nic nie dzieli.


11.05.2016 :: 17:30
Link |  | Enbargonki