EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







I finał pierwszej części „Syren”


      Kochali się długo i namiętnie, bez opamiętania, raz, drugi i trzeci. Była ognista i pełna temperamentu, dzika i nieokiełznana, a jej cudowne ciało co rusz podrywało go do lotu. Księżyc zaglądał w zupełnej ciemności do chaty, oświetlonej jedynie migotliwym blaskiem świec. Wreszcie zmęczony zasnął, tuląc twarz do jej piersi.
      Obudziła go, kiedy miała odchodzić.
      — Efcharistó — szepnęła, całując go w policzek.
      — Już? — cicho stęknął, otwierając oczy.
      Stała nad nim naga, gotowa do wyjścia. W tę podróż nie musiała zabierać żadnych ciuchów. Wiedział, że jej nie zatrzyma, więc chcąc nie chcąc musiał przegonić resztki snu i czym prędzej zerwać się z posłania. Nerwowo założył szorty, potem podkoszulkę i wypadł za nią z chaty. Powoli schodziła w dół, nieustępliwie kierując się w stronę morza. Doszła do plaży. Woda obmywała jej stopy. Obejrzała się na niego.
      — Efcharistó — powtórzyła.
      Wyciągnął błagalnie dłoń, jakby chcąc ją zatrzymać, ale zaraz ją cofnął, pojmując, że niczego nie wskóra. Poszła naprzeciw drobnym falom, a kiedy zanurzyła się już po pas, szeroko rozłożyła ręce i rzuciła się w odmęt, znikając pod powierzchnią. W jej odejściu było coś sakralnego. Poczuł się tak, jakby jego ukochaną właśnie złożono na ołtarzu nienasyconemu bogowi. Wynurzyła głowę kilka metrów dalej i znowu zanurkowała. Ze ściśniętym sercem dojrzał znaczącą się przez chwilę na powierzchni jej płetwę ogonową, dużo większą od płetwy delfina.
      Drżącą ręką wyciągnął z kieszeni kompas, usiłując określić kierunek, w którym odpłynęła. Potem niepocieszony usiadł na wilgotnym piasku i znieruchomiał, warując jak pies czekający na swego pana. Uczepił się nonsensownej nadziei, że syrena wróci. Pomyślał o pustej chacie Syrenusa i jego serce przeszył bolesny skurcz. Ogarniała go rozpacz. Spojrzał na pokryte miliardami gwiazd niebo i doznał poczucia głębokiego osamotnienia. Nie cieszyło go połyskujące w wodzie odbicie księżyca.
      Jego kompani wpadali w kobiece sidła i tracili głowy z powodu spódniczek, więc nic dziwił się temu, że i jego to spotkało. Nie przewidział jednak tego, że strzała Amora trafi go w tak perfidny sposób. Z desperacją pojął, że pogrążył się po same uszy. Liczył na przelotną przygodę miłosną, a zaangażował się na całego. Dał się usidlić zwodniczym śpiewem Athenais, lekkomyślnie zapominając o tym, że cudowna noc w tropikach nie może mieć dalszego ciągu.
      Osunął się na piasek plaży, łkając i gryząc sobie rękę, by pohamować głośny szloch. Powinien był zalepić sobie uszy woskiem, jak to uczynili na morzu towarzysze Odyseusza. Zadurzył się po wariacku w pięknej syrenie i nie mógł już wyrzucić jej ze swego serca. Nie znalazłby szczęścia w ramionach innej kobiety.
      — Athenais, wrócisz, musisz wrócić, nie zrobisz mi tego! — jak osierocone dziecko niedorzecznie błagał z twarzą zalaną łzami. Może zachowywał się nie po męsku, ale nie umiał inaczej. A gdy się już wypłakał, opuszczony i przybity powlókł się do góry.


28.12.2009 :: 09:49
Link |  | Syreny z Cat Island