EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







I po bólu...


Rozdział piętnasty, czyli terrorystów mamy już za sobą...



      Zadumany leżał w slipach na przypominającym karimatę materacyku nad akwenem wypełnionym czystą podgrzaną wodą. Pod dużym przejrzystym lustrem znaczyła się lekko drgająca powierzchnia dna pokrytego wielobarwną mozaiką, przedstawiającą rafę koralową. Słyszał cichy plusk uderzających o brzeg drobnych fal. Ogromna pionowa ściana dawała złudny widok na zdobioną palmami złotą plażę i sięgającą aż po horyzont pomarszczoną powierzchnię morza. Rozluźniony i zrelaksowany, przyglądał się obytym z wodą pływakom i ich popisom. Starsze panie w kolorowych czepkach świetnie sobie radziły na pływalni, co nie budziło w nim specjalnego zdziwienia. Obiło mu się bowiem o uszy, że należą do klubu byłych olimpijek. Cieszące się uznaniem złote i srebrne medalistki sprzed lat leciały na kongres, celebrowany z szumem na odległej Europie. Czego się nie robiło, by odświeżyć wspomnienia?
      Beatrycze usadowiła się obok niego, siadając i zanurzając stopy w wodzie. Wyrwała go ze stanu zamyślenia. Miała na sobie bardzo skąpy strój kąpielowy w kolorze brzoskwini.
      — I jak? — zapytał. — Przeżyłyście szok? — kiedy na nią patrzył, miał wrażenie, że przewrotne życie poddaje go jakiejś próbie.
      Afrodyta wynurzyła się na sekundę z wody, lustrując z uwagą sylwetkę młodziutkiej tancerki, potem uspokojona zgrabnie odbiła się od brzegu i odpłynęła jak delfin, trzymając się dna.
      — Jaki szok? — potrząsnęła głową. Jej włosy, zaplecione tuż przy skórze, kończyły się warkoczykami sięgającymi ramion. — Masz na myśli tych piratów? Krótko rządzili — podsumowała buńczucznie.
      — Ach, tak! — skrzywił się.
      Uzmysłowił sobie, że nie zdążyły najeść się strachu. Do części pasażerów „Agisa” jeszcze nie dotarło, co naprawdę się stało. Potrzebowali kilku dni, by pojąć, na jakiej krawędzi się znaleźli.
      — Ta głowa kapitana była prawdziwa? Czy to atrapa? — figlarnie podjęła ten temat. Nie odpowiedział, więc kontynuowała: — Czy wiesz, że zazdrosny Dionizos nie mógł wybaczyć Orfeuszowi, iż ten oddaje cześć Apollinowi? Wysłał przeciw niemu menady, które rozszarpały go na strzępy, a członki rozrzuciły. Wrzucona do rzeki głowa płynęła, śpiewając, aż do wyspy Lesbos. Wyłowiona ze czcią, przepowiadała przyszłość…
      — A co tam teraz u mości Orfeusza? Jak tam jego kalendarz? To dziś, Eurydyko? — usiłował się zorientować.
      — Jasne, że dziś. Nie wierzysz, tygrysku? — wyczuła niepewność w jego głosie. Odwróciła głowę w jego stronę i musiał zajrzeć w jej lśniące oczy.
      — Ty tu rządzisz — wykręcił się. — Będzie, jak zechcesz. Czy tych twoich koleżanek nie da się wykiwać?
      — Coś ty? — zarumieniła się. — Od razu zorientowałyby się, że to kit…


24.08.2009 :: 12:53
Link |  | Hurysy z katalogu