EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Kolejna charakterystyka szmaragdowej pantery


Fragment „Buntu androidów”

      Niefrasobliwa Mi-Mi dopadła mnie, gdy przeglądałem wirtualny plan Acapulco, ucząc się linii brzegowej i zabudowy. Miała na sobie obcisły srebrny kombinezon z luźną stójką obejmującą szyję. Podkreślał jej szczupłą sylwetkę. Światło igrało tęczowymi refleksami na metalizującej błyszczącej powierzchni.
      — Hej! — ucieszyła się. — Od samego rana pracujesz? — niewinnie zapytała, jak uczennica adorująca przystojnego belfra.
      — Mam coś pilnego — mruknąłem na odczepne, nie odrywając rąk od klawiatury.
      Nadchodził mój wielki dzień i przygotowywałem się do niego z biciem serca. Miałem transferować się nad Pacyfik i spotkać z oddaną mi Leną. Musiałem sobie to i owo dośpiewać o Meksyku, korzystając z ziemskiego Internetu. Nie wypadało lecieć w ciemno. Plan Acapulco powinienem był mieć w małym palcu, nie mówiąc o znajomości życia codziennego i obyczajów.
      Giętki ogon Mi-Mi ciekawie myszkował po pulpicie, jakby żył własnym życiem, wreszcie znieruchomiał przy starożytnej kostce Rubika.
      — Czy to nie jest przypadkiem artefakt? — zapytała.
      — Co?!
      Wskazała na kostkę.
      — Przedmiot o magicznej mocy.
      Obojętnie wzruszyłem ramionami.
      — Tak uważasz? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Kojarzy mi się prozaicznie, co najwyżej z kością słoniową, bo z tego materiału została wykonana. Nie wierzę w artefakty. Nie dla nas magia, jesteśmy dziećmi zaawansowanej technologii.
      Wydawało mi się, że nie godzi się ze mną. Przewracała sześcian końcem ogona, jakby ciekawa tego, co znajduje się na pozostałych ściankach, a może w środku tej zabaweczki, a potem dała sobie spokój.
      — Powiedzieli mi, żebym wybrała się do kurortu na Neeidzie — zmieniła nagle temat. — Poleciałbyś tam ze mną?
      Zlustrowałem ją ze zdumieniem. Nie byliśmy ze sobą aż tak związani, żeby wybierać się gdzieś tylko we dwójkę. Sentymenty sentymentami, ale przecież nie mogłem z tym miłym zwierzaczkiem pójść do łóżka. Pachniałoby zoofilią.
      — Chętnie, ale nie teraz — odrzekłem układnie. — Zmywam się stąd na trzy dni. Dopiero jak wrócę.
      — Aż na trzy dni? Umrę z nudów.
      Znowu na nią zerknąłem.
      — Nie gonią cię do roboty?
      — Nie, na razie mam się aklimatyzować — niezmącenie wyjaśniła. — Chyba że Si-Len i Ar-Wo wymyślą dla mnie coś arcyciekawego. To Archetanie — szybko dodała, widząc, że nie kojarzę imion. — O, właśnie jeden z nich mnie przywołuje!
      Oddaliła się w podskokach, jakby nie umiała normalnie chodzić, a ja z tego wszystkiego wylądowałem przy Trójokim.
      — Dlaczego ona do mnie się klei? — zapytałem głosem pozbawionym energii. — Przecież nie jestem zielonym kocurem z Archei.
      — Nie wiesz, kim była?
      — Nie — skrzywiłem się, nie mając ochoty korzystać z pomocy głównego koordynatora. Lękałem się, że odkryje, co mnie łączy z Leną. A na to nie mogłem sobie pozwolić.
      — Zapytaj ją sam, chętnie ci opowie!
      — O rety! A kim była? — wierciłem mu dziurę w brzuchu. Próbował się wymigać, ale nie ustąpiłem.
      — Epifitem — odmruknął, gdy uporał się z kolejną linią dziwnego kodu. Odniosłem wrażenie, że nie chce, by ktoś mu zaglądał przez ramię. Mignęło ujęcie z dzikiej dżungli. — Bardzo długo pasożytowała jako rozumny symbiont. Żyła w organizmie Eefiusa, to takie istoty z Galaktyki Trójkąta. A potem… Dlatego czuje potrzebę przylgnięcia do kogoś, kogo lubi. Przyzwyczajenie jest drugą naturą. — I domyślnie dorzucił: — Owinie się wokół ciebie jak bluszcz.
      — Aha! — zaczęło mi świtać w głowie. — Nadążam — odrzekłem. Tym niemniej nadal go sondowałem: — „A potem?” Coś zacząłeś i nie dokończyłeś.


09.07.2012 :: 09:00
Link |  | Bunt androidów