EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







„Hurysy” ukończone


Skończyłem pisać „Hurysy z katalogu”. A oto ostatnia sekwencja:


      Czy wąż w ogrodzie rajskim był naprawdę uosobieniem buntu? Czy przypadkiem nie namawiał pierwszych ludzi do kroku, który ci powinni byli bezwarunkowo uczynić? Gdzie rysowała się granica między dobrem a złem? Może było odwrotnie niż od wieków uczyła Biblia, ta księga święta, uznawana przez chrześcijan za objawioną? Wylegiwał się na pneubedzie, rozkoszując się słodką bezczynnością i chodziły mu po głowie te i inne niepokojące myśli. Cóż, był nieodrodnym dziecięciem cywilizacji próżniaczej. Model życia na dawnej Tahiti i innych wyspach Polinezji w znacznym stopniu odpowiadał temu, z czym z natury rzeczy utożsamiał się Raoul. Myśli krążyły, kołowały, powracały, a gdzieś tam w głębokich pokładach jego podświadomości rodził się kult osobliwego kosmity, umownie nazywał go Eskulapem, który dał mu więcej niż mógłby się spodziewać. Miał ochotę znowu go spotkać, jednak w innych okolicznościach. Chuchał na algorytm, który pozwalał przewidzieć miejsca kolejnych zrzutów retelitu. Co miał z nim zrobić? Darować go ludzkości? Korzystać z niego i nabijać kiesę? A może opatentować? Minęły dokładnie dwa tygodnie od przylotu z Ganimedesa. Jego bogini wiedziała, że otrzyma własne nazwisko i że wyjdzie za niego powtórnie za mąż. Tym razem jednak nie dla picu. Nie robiło to jednak na niej specjalnego wrażenia. Nadal był jej jedynym panem i władcą. Mimo genetycznych zmian, pozostawała dokładnie taka sama jak przedtem i kochała go tak jak przedtem. Przyglądał się jej uważnie przez te dni, śledząc jej spojrzenia, gesty i słowa, i uparcie narzucało mu się przeświadczenie, że psychicznie nie przestała być androidem. Była nim nadal, z wyraźną skłonnością do bezwzględnego posłuszeństwa i zadziwiającej pokory. Być może, powoli się zmieniała, co wydawało się nieuchronne, jednak musiałoby naprawdę wiele wody upłynąć, żeby odważyła się i rzuciła w niego talerzem. Albo żeby zamknęła mu przed nosem sypialnię. Chcąc nie chcąc, traktował ją więc jak dotąd, z pewnym dystansem i z góry, patriarchalnie, nobliwie i poważnie, zatem w sposób, który mu odpowiadał.
      — Nadzwyczajnie udoskonalony android, a zarazem korzystający z pełni praw człowiek… — odkrywczo wyszeptał do swoich myśli. Życie potrafiło płatać figle!
      Zasypiał właśnie, rozgrzany słońcem i rozmarzony, gdy wtem Afrodyta poderwała go na nogi.
      — Raoulu, mamy gościa! — obwieściła.
      Zerknął z zaciekawieniem w stronę frontonu, a potem podniósł się i z ociąganiem udał się do holu.
      — Beatrycze? — nie wierzył własnym oczom, bo w pierwszej chwili jej nie poznał. — To ty? Co za miła niespodzianka!
      Stała obok fortepianu niczym jakieś bóstwo, wyszykowana z ogromną elegancją i przypomniał sobie tamtą chwilę, w której pierwszy raz ujrzał olśniewająco piękną Irydę. Wówczas było podobnie. Podszedł do niej, lustrując ją z uznaniem od stóp do głów. Postarała się, żeby wyglądać świeżo i ponętnie.
      — Witaj, kochany — rzekła i dodała, również uważnie mu się przyglądając: — Bajecznie się odmłodziłeś, pełne zaskoczenie, wiedziałam, że będzie cię na to stać! — powiedziała to z takim entuzjazmem, jakby była absolutnie pewna, że szarpnął się na kosztowne zabiegi medyczno-kosmetyczne tylko dlatego, żeby jej się przypodobać. — Co za gust i smak, prawdziwy z ciebie macho! — jej spojrzenie zdradzało zachwyt. Ech, te bez pamięci zakochane nastolatki! Nie mogła wiedzieć, że nie oszukiwał losu i że naprawdę stał się młodszy.
      Wystawiła gładki policzek do pocałunku. Cmoknął ją, uzmysławiając sobie, że natura nie znosi próżni i że ta mała, skoro tu przyszła, niewątpliwie zajmie miejsce zmarłego tragicznie androida, a potem zaprosił ją na oświetlony słońcem dziedziniec, gościnnie wyciągając rękę.
      — Chodź, tam jest Afrodyta. Usiądziemy i pogadamy!
      Owiraptory przybiegły, uważnie obwąchując gościa. Były nastawione przyjaźnie i zachowywały się spokojnie, więc ich nie odganiał. Nie przestraszyła się ich niby to ptasich łbów i dziobatych pysków.



11.03.2010 :: 19:33
Link |  | Hurysy z katalogu