Końcówka ósmego rozdziału
Przejrzał ten podniecający wolumin, zwalając się na tapczan i z uznaniem mrucząc pod nosem, a potem podniósł się i wyszedł, zaciekawiony tym, co porabiają jego pannice. Zbaraniał, widząc, czym się zajmują i z wrażenia omal nie opadła mu szczęka. Podpatrywał je, nie opuszczając holu.
Świecący nowością produkt firmy „Body Perfect” znowu śmiało sobie poczynał. Tym razem zbzikowana Iryda uczyła Afrodytę skakać przez basen. Najpierw sama lekko śmignęła w jedną stronę, a potem w drugą.
— Co za brawura! — wystękał, opierając się o fortepian. — Nie wierzę własnym oczom. Piętnaście metrów. Do diabła, powinny uważać, co w nie wstąpiło?
Niczym doświadczony trener tłumaczyła jej coś teraz fachowo, klęcząc przy niej i dłońmi obejmując jej łydki. Pierwszy sus posłusznej blondyny okazał się jednak nieudany, nie dosięgła drugiego brzegu i trafiła do wody, wyrzucając fontannę mokrego dżdżu. Nie wydostała się jednak po drabince na brzeg, jak to zwykle czyniła. Jak delfin wystrzeliła ponad powierzchnię, następnie zręcznie odbiła się od chybotliwej tafli, a przynajmniej tak się Raoulowi wydawało, i wykonała cyrkowe salto w powietrzu, lądując na trawie.
— No nie, połamie sobie wszystkie kości! — zgrzytnął. Wolał sobie nie wyobrażać, co zrobiłby tej diablicy, gdyby jego blond piękności przytrafiło się coś złego.
Iryda zachęcająco krzyknęła do niej z drugiej strony. Afrodyta skinęła głową, wzięła błyskawiczny rozbieg i skoczyła z powrotem. Jak sprężyna. Tym razem jej wyszło. Zgrabnie opadła tuż obok tamtej.
— Ufff — odetchnął z ulgą. — Co za bestie?! Po co one się tak popisują? — Potem w jego głowie zaświtała pewna myśl. — Coś się kroi — złowróżbnie wymamrotał. — Oby do tego nie doszło!
Tak napisali inni:
|
Wróć |