EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Końcówka ósmego rozdziału


     Przejrzał ten podniecający wolumin, zwalając się na tapczan i z uznaniem mrucząc pod nosem, zajęło mu to z kwadrans, a potem przeciągnął się z ulgą, podniósł się i wyszedł, zaciekawiony tym, co porabiają jego pannice. Osłupiał, widząc, czym się zajmują i z wrażenia omal nie opadła mu szczęka. „O nieba, co tu się wyprawia?!” Gapił się na nie jak zahipnotyzowany, nie opuszczając holu.
     Świecący nowością produkt firmy „Body Perfect” znowu śmiało sobie poczynał. Tym razem zbzikowana Iryda uczyła Afrodytę skakać przez basen. To był nie lada popis. Widział, jak ze zręcznością lamparcicy śmignęła najpierw w jedną stronę, a potem w drugą. Może miała przypięte do ramion niewidzialne skrzydła?
     — Do cholery, z jakiej ona jest gliny? — wystękał z podziwem, opierając się o fortepian. Nie mógł oderwać od niej wzroku, podziwiając jej rzadką klasę.
     Później Afrodyta pod dyktando brunetki usiłowała zmierzyć się z tym samym dystansem. Jej pierwszy sus okazał się jednak nieudany, nie dosięgła bowiem drugiego brzegu i wylądowała w basenie, wyrzucając fontannę wody. Nie wydostała się jednak po drabince na brzeg, jak to zwykle czyniła. Jak delfin wystrzeliła ponad powierzchnię, następnie zręcznie odbiła się od chybotliwej tafli, a przynajmniej tak się Raoulowi wydawało, i wykonała cyrkowe salto w powietrzu, lądując z wdziękiem na trawie.
     — No nie, połamie sobie wszystkie kości!
     Iryda zachęcająco krzyknęła do niej z drugiej strony, dając jakieś znaki. Afrodyta skinęła głową, wzięła diabelnie szybki rozbieg, sprężynująco się odbiła i nie bacząc na ryzyko wyrwała się z powrotem. Tym razem miała więcej szczęścia. Przefrunęła nad pływalnią i znalazła się obok tamtej.
     — Masz ci los! — odetchnął z ulgą. — Zatem to dla niej też bułka z masłem. W głowie się nie mieści…
     Uzmysłowił sobie, że gdzieś przepadły owiraptory. Nie hasały wokół basenu, więc pewnie były przy dozowniku z karmą. Niemrawo się wycofał, dumając nad tym, co ujrzał. Miał twardy orzech do zgryzienia. Usiłował zrozumieć, jak są zbudowane jego klony i skąd się biorą ich nadzwyczajne umiejętności. Sekrety muskulatury, kości, systemu nerwowego? Zamarł w bezruchu, wpatrując się w niewidoczny punkt w przestrzeni. Ale po chwili wzruszył obojętnie ramionami i parsknął z odrobiną złości:
     — A cóż mnie to obchodzi…

07.01.2008 :: 20:43
Link |  | Hurysy z katalogu