EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Koniec trzeciej części


Uporałem się z trzecią częścią „Hurys”, jak to sobie zaplanowałem. Nad czwartą częścią, której akcja toczyć się będzie na Ganimedesie, w gnieździe szerszeni, posiedzę pewno w zimie. A oto końcówka piętnastego rozdziału:


      Wybierając się zaś na śniadanie, myślał już tylko o Beatrycze. Niezmiernie go ciekawiło, jak jej koleżanki z zespołu „Escape” będą się zachowywać po tym, co stało się wieczorem w jego sypialni. Dumnie usiadł, poprawiając sobie wyściełane krzesło, zakładając serwetkę, biorąc do rąk kartę potraw i udając, że są dla niego powietrzem. Wstydził się spojrzeć w ich stronę.
      Kiedy plastikowy Henry przyniósł zamówione dania i z wystudiowaną elegancją rozstawił je na białym obrusie, odważył się i wysłał ostrożnego żurawia ku ich stolikom. Zamurowało go na amen. Siedziały wszystkie tak, aby go mieć przed oczyma i wlepiały w niego gały jak urzeczone. Nie zważając na nikogo i na nic. Miny miały takie, jakby objawił się im sam Zeus, o wiele ważniejszy od rozpustnego Dionizosa i jego porąbanych kumpli z Olimpu.
      — Jasny gwint — mruknął przez zęby, ujmując mocniej widelec i pochylając się nad talerzem. — Co za jędze. One nie spuszczają ze mnie wzroku. Co to, jakieś nabożeństwo, czy co? Wpatrują się we mnie jak w tęczę.
      Iryda cichutko zachichotała, nie oglądając się za siebie.
      — Zawsze się tak w ciebie wpatrywały — w jej głosie rozbrzmiewały srebrne dzwoneczki, jak zwykle, kiedy miała ochotę do żartów. — Cielęta i malowane wrota. Tyle tylko że tego nie zauważałeś.
      — Serio?! — zrobił wielkie oczy. A potem z nagła zaprotestował, ale bez większego przekonania: — Niemożliwe, coś ci się plecie.


05.10.2009 :: 18:37
Link | Komentuj (0) | Hurysy z katalogu