EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Lądujemy na Ganimedesie


      Unosząca się nad powierzchnią Ganimedesa wielosegmentowa stacja orbitalna, układająca się w literę „T”, nie była wyposażona w windy grawitacyjne i schodzili do lądowania lotem ślizgowym w pasażerskim wahadłowcu podobnym do tego, którym mknęli z Diany do bazy przesiadkowej. Na rozgwieżdżonym niebie widniał okryty chmurami Jowisz z charakterystycznymi pasami w strefie równikowej. Z tej odległości gazowy olbrzym uderzał swą wielkością. Zajmował pokaźną część nieboskłonu i budził zachwyt. W dole było widać dżunglę, ciągnącą się aż po zakrzywiony horyzont, gdzieniegdzie poznaczoną skupiskami ludzkimi i uprawami rolnymi. Bujnie się pleniąca dzika roślinność wygrywała z planami zagospodarowania. Skojarzył mu się ten widok z dorzeczem Amazonki. Trzy czwarte powierzchni stanowiły morza. Wody tu od samego początku nie brakowało, zwłaszcza po stopieniu lodowego płaszcza. Chociaż Ganimedes był największym księżycem Jowisza, to jego masa była niewielka i stanowiła nieledwie połowę masy Merkurego, nie dałoby się go więc zaludnić bez systemu sztucznej grawitacji. Pory roku tu się nie zmieniały. Dzień i noc w cyklu termiczno-fluorescencyjnym następowały po sobie równocześnie na całym księżycu, bo Słońce znajdowało się za daleko, by pieścić swoim blaskiem to ciało niebieskie. W powietrzu było 21 procent tlenu. Memfis należało do sporawych ośrodków miejskich, ale na jego peryferiach przybyłego witały już tylko pokryte chaszczami bezdroża.
      Paul przypomniał sobie lądowanie na Ziemi i swojski widok rozciągniętego w dole Nowego Jorku, wcinającego się licznymi zabudowanymi cyplami i wyspami w lśniącą powierzchnię oceanu. Tam pielgrzymowało się jak do Mekki, tu zaś było obco i dziwnie. Układ Jowisza nie wywoływał w nim swojskich skojarzeń. Zapewne czułby się podobnie, gdyby znalazł się dużo dalej, na przykład w okolicach Proximy i towarzyszących jej gwiazd bliźniaczych, Tolimana A i Tolimana B. Przypomniał sobie ostrzeżenia profesora, związane z peryferiami Układu Słonecznego, a potem wrócił myślami do cumującego na orbicie „Agisa”.
      Z przestrachem ujrzał, jak przed odlotem Raoul żegna się czule z nie kryjącą afektu zapłakaną Beatrycze i nie mógł powiedzieć, żeby nie poczuł się skonfundowany. Na szczęście, Afrodyta i Iryda nic sobie nie robiły z tych szczenięcych amorów. Bardziej przeżywały to rozstanie Kinga i Lukrecja, towarzyszące pożegnaniu. Zaszlochana girlsa z zespołu „Nescape” udawała się z koleżankami na Europę, więc nie mogła za nestorem pofrunąć na Ganimedesa.


01.03.2010 :: 06:59
Link |  | Hurysy z katalogu