EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Lena w Baby'O


Fragment „Buntu androidów”

      Zawróciła, postanawiając, że wbrew oporom wdepnie do Baby’O. Rozważyła wszystkie za i przeciw. Przebrała się w lśniącą czarną sukienkę i z biciem serca opuściła senny hotel. Lokal mieścił się o krok, zaraz po drugiej stronie ulicy, chroniony podświetlonym wysokim murem, pokrytym stylizowaną na prymityw płaskorzeźbą, jakby rekwizytem z filmu „The Flintstones”. Znaczyły się na niej ogromne wypukłe litery nazwy klubu, a do środka jak do jaskini wchodziło się po zielonych schodkach przez zachęcające „O”. Przygotowany na wszelki wypadek banknot studolarowy okazał się niepotrzebny. Wystarczył dwudziestodolarowy.
      Wpuścili ją bez przeszkód, uderzyła ją feeria migających świateł i wypełniła rytmiczna muzyka. Nie było kompletu i przy amfiteatralnie ustawionych okrągłych stolikach widniały wolne miejsca, mimo to panował ruch, a parkiet z tańczącymi przyciągał jak magnes. Przeważały meksykańskie nastolatki. Nie brakowało też dobrze ubranych dorosłych.
      Mike wyłuskał ją wzrokiem, święcie wierzył, że się pojawi, i podniósł się, z entuzjazmem przywołując do siebie. Był z Włochem. Podekscytowana przysiadła się do nich, dochodząc do wniosku, że naprawdę ich lubi. Antonio miał na sobie długie popielate spodnie i białą koszulę z krótkimi rękawami. Pili margaritę.
      Amerykanin zatarł ręce.
      — Do groma, to może nam się uda?
      — Co się uda? — nieufnie zajrzała w jego niebieskie oczy.
      Mike zerknął na Włocha.
      — Spotykamy się tu, wynajmujemy jacht, wypływamy i nurkujemy. We trójkę. Rzecz w tym, że asekurująca nas z pokładu kumpela z Kanady złamała nogę. Może ty byś ją zastąpiła?
      Z jego oczu wyczytała, że bardzo mu na tym zależy. Mimo to pokręciła przecząco głową.
      — Nic z tego, jutro przylatuje mój facet i wynoszę się do innego hotelu.
      Spadły im nosy na kwintę.
      — Trudno, urodziłem się pod szczęśliwą gwiazdą, więc może coś wymyślę — blondas mruknął ze smutkiem. — A teraz chodź się pokręcić, tego mi nie odmówisz — zachęcająco się podniósł. — Ty, amigo — zwrócił się do Włocha — zamów jeszcze jedną margaritę!
      — Dobrze, ale trzymaj ręce przy sobie — ostrzegawczo prychnęła.
      Kiedy zeszła na parkiet, poczuła, że jest naprawdę w innym świecie. Uzmysłowiła sobie, że wciąż niewiele wie o Ziemi.
      Mike doznał olśnienia.
      — Może twój facet zabrałby się z nami na jacht? Gdybyś go przekonała…
      — Coś ty? — przeraziła się. — To nie te klimaty!


03.07.2012 :: 19:00
Link |  | Bunt androidów