EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Lena w porze obiadu


Fragment „Buntu androidów”

      Słońce rozleniwiało, czas biegł szybko i ani się obejrzała, gdy nadeszła pora obiadu. Wróciła do swego pokoju, przebrała się i zjechała windą do restauracji Bellavista. Z okien roztaczał się przepiękny widok na zatokę. Mike’a dostrzegła kątem oka, zaaferowany rozmawiał z Włochem, więc jej nie zauważył. Chcąc być jak najdalej od niego, wybrała stolik po przeciwnej stronie sali restauracyjnej. Jej kształtne piersi zdawały się być luksusowym towarem, po który należało natychmiast ustawić się w kolejce. Ścigało ją wzrokiem kilku siedzących tu facetów, na szczęście w średnim wieku, jednak zgodnie z przyjętą strategią starała się ich ignorować. Dawała im odczuć, że są dla niej jedynie powietrzem. Blondas z końskim ogonem dopadł ją dopiero, gdy wymykała się z lokalu. Miał na sobie podniszczoną żółtą bluzkę.
      — I jak? — zapytał, traktując ją już jak starą znajomą. — Pracujesz jako modelka? Bosko wyglądasz w tej kiecce. Dawno nie widziałem tak równej opalenizny…
      Założyła okulary.
      — Wal się! — fuknęła niegrzecznie i poszła dalej, ignorując jego zapędy towarzyskie.
      Po obiedzie zatrzymała się w ogromnym holu. Wybrała nie rzucający się w oczy fotel ulokowany przy jednej z kolumn i zasłoniła się płachtą gazety. Leżało tu kilka folderów. Nie umiała oderwać myśli od Mike’a i jego kumpla. Co robili nad Pacyfikiem? Mimowolnie usiłowała ich rozpracować i wywnioskowała, że ten kłopotliwy nawyk pozostał jej po pierwszej misji. Inwigilowała wtedy zbuntowaną Kasandrę i musiała włóczyć się za nią po mieście.
      Słońce schowało się za chmury i turyści ściągali z plaży, wracając do pokojów hotelowych. Wieczorem mieli zabijać czas przy tequili w pobliskich kafejkach. Znudzony Meksykanin z ochrony otarł się o nią ze dwa razy, ale nie miał się o co przyczepić. „Dymaj się, stary rowerze!” — opryskliwie prychnęła w myślach. Na jej nadgarstku widniał identyfikator hotelowy, więc mogła wypiąć się na niego. Znalazł sobie zresztą inny obiekt zainteresowania. Starsza zadbana dama głośno wykłócała się o trzymanego na rękach pudelka. W Casa Inn zwierzęta nie były mile widziane i musiała poszukać sobie innego hotelu. Obrażona odeszła z torbą na ramieniu i pupilkiem na smyczy, a nadgorliwiec z ochrony odprowadził ją do wyjścia.

01.05.2012 :: 17:30
Link |  | Główna