EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Lustro [wynalazek wszechczasów]


      Ni i Safona zabrały się po swojemu do nowych kreacji. Raha wskazał im skwapliwie wyłożoną marmurami pokaźną salę, w której mogły się odświeżyć i przebrać. To, co tam zastały, zdecydowanie wyprzedzało i prześcigało wszystko, co wymyślono dotąd na Y-o i na Urch. Powtórnie witała je fascynująca, nie znana im wcześniej epoka, oferując podróż do siebie transgalaktyckim wehikułem czasu.
      — Na bogów, jakież to wspaniałości — zachłystywała się Safona. — Jakie cuda.
      Były tam ogrzewana bieżąca woda, zgrabne wanny, kabiny z natryskami i jeszcze inne zmyślne urządzenia, których przeznaczenia Ni nie umiała dociec, nie mówiąc o niewielkim uroczo wkomponowanym w całość basenie — więc bezzwłocznie zafundowały sobie porządną kąpiel, ginąc po czubki głów w obfitej białej pianie. Przed olbrzymim lustrem, zajmującym prawie całą ścianę, obie młodziutkie kobiety mogły się nasycić swym wyglądem. Ach, to był naprawdę doskonały i niedościgły wynalazek. Kiedy bogowie stwarzali kobietę, powinni byli od razu o nim pomyśleć. Stały bez odzienia i boso, kontemplując nadane im przez zmyślną naturę kształty. Wcześniej kilka razy pluskały się razem po zdjęciu szat w strumieniu, więc zdążyły nawyknąć do siebie i nie krępowały się być razem nago. Tam jednak płynąca z gór woda była dosyć chłodna, jeśli wręcz nie lodowato zimna, a do mycia służył prymitywny ług. Tu leżały pachnące mydła i stały wyrafinowane płyny. Safona zawiesiła sobie na szyi woreczek z mirrą, z rozkoszą wdychając jej zapach. Poodmykała flakony i słoiczki z pachnidłami i balsamami. Mieszały się wonie henny, nardu, szafranu, aromatycznej trzciny, cynamonu i aloesu. Ni, chociaż wyższa, piersi miała drobniejsze, a biodra węższe. Kędziory Safony ociupinę kontrastowały z jej prostymi i jasnymi jak len włosami. Teraz czesała je starannie, chcąc, aby się pięknie układały. Rozrzucone zestawy grzebieni i szczotek były zachwycające. Spędziły tam sporo czasu, ale kiedy wreszcie opuściły ten niezastąpiony przybytek, były już innymi kobietami.

04.02.2004 :: 12:30
Link | Komentuj (0) | Zdrada strażnika planety