EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Magiczny pokaz


fragment „Buntu androidów”

      Nie wydawała się przekonana, ale posłusznie ruszyła za mną. Ostatnia rzecz, jaka mnie pociągała, to badanie nieznanych mi korytarzy. Miałem na głowie labirynt w grobowcu Ramzesa Wielkiego w Dolinie Królów w Tebach i nie zamierzałem się rozpraszać. Jednak pomyślałem, że wspomnę Trójokiemu o jej odkryciu. Może gdzieś tu kryło się tajemne przejście na trzeci poziom?
      — Co jeszcze potrafisz, skrzacie? — spytałem, kiedy weszliśmy do apartamentu z kominkiem. — Umiesz krzesło zamienić w leżak? — zażartowałem. — Albo szafę w stół?
      Skrzywiła się. Kpiłem sobie z niej.
      — Tego nie potrafię. Ale mogę wywołać wrażenie, że dana rzecz jest inną niż jest. To rodzaj iluzji, przejściowej lub trwałej.
      — Możesz mi to unaocznić na przykładzie? Ale tak, żebym się nie wkurzył?
      — Przecież widziałeś — nieznacznie się obruszyła. — Pokazywałam ci planety, na których byłam. Zresztą, zobacz, nie ma sprawy. Spojrzyj na skórę pustynnego lwa z Neeidy!
      Rozciągnięte przed płonącym w kominku ogniem futro nagle się poruszyło, jakby myśliwy i garbarz nie do końca się uporali ze swym zadaniem. Powracały kości i mięśnie. Na moich oczach trwała zadziwiająca metamorfoza, będąca zaprzeczeniem praw natury. Wskrzeszony przez nadzwyczaj uzdolnioną agentkę lew zaryczał, czujnie rozglądając się dokoła. Niecierpliwie pomachał ogonem.
      Zamarłem z wrażenia. Odruchowo uruchomiłem uzbrojenie, skryte w prawej dłoni, gotowy zmierzyć się z bestią.
      — Bez nerwów, to tylko złudzenie — natychmiast mnie uspokoiła, kładąc mi rękę na ramieniu. — Nie jesteśmy w buszu.
      Kończyła magiczny pokaz. Lew rozpłaszczył się przed kominkiem, zamieniając z powrotem w wyprawioną skórę. Rzeczy były tym, czym były, choć zmysły niekiedy kłamały. Sięgnąłem po opróżnioną po części butelkę szampana.
      — Pić mi się chce po pływali i jacuzzi. — I odnotowałem ze smętkiem w głosie: — W dobie komputerów takie cuda? W głowie się nie mieści.
      — Zobacz jeszcze, co potrafię z drzwiami! — ożywiona powiedziała.
      Obejrzałem się ku wyjściu. Rozsuwane podwoje znikły, a ich miejsce zajął realistyczny obraz litej ściany, pokrytej malowidłami.
      — He, he! — roześmiałem się. — Świetne. Można naprawdę kogoś wystrychnąć na dudka. Gdybym nie był zorientowany, dałbym się nabrać.
      — A widzisz? Teraz już stąd nie wyjdziesz — zalotnie szepnęła, z wdziękiem zarzucając mi ręce na ramiona. — Zostałeś, miśku, moim więźniem!


13.05.2013 :: 09:05
Link |  | Bunt androidów