EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Mignęła jak spadająca gwiazda


      Nie przejmowała się tym, że za solidnymi drzwiami warują rozsierdzeni porywacze, w przypływie złości gotowi rozerwać ją na strzępy. Nie lękała się zagrożenia z ich strony. Była kuta na cztery nogi. Doprowadziła Cyrusa do szału, co nie było trudne, zważywszy że miała niewyparzony język, po czym doszła do zadziwiającego wniosku, że osiągnęła to, co chciała i że może wracać z orbity. Jeżeli obudował się murem pewności siebie, to właśnie ten mur runął.
      Poruszała się lotem błyskawicy. Jednym sprawnym ruchem wyłączyła światła na piętrze i nie czekając, aż zapali się słabe oświetlenie awaryjne, rzuciła się ku drzwiom, w te pędy zwalniając ręczną blokadę. Zaczęły się rozsuwać. Tamci nie nadążali za lawiną zdarzeń. Nim się całkiem uchyliły, z kocią zręcznością przeturlała się na korytarz i w zupełnych ciemnościach, na siedząco, spod przeciwnej ściany oddała dwa celne strzały. Ona ich widziała, oni jej nie. „To już pięciu! — pomyślała. Dwie serie puściła w głąb korytarza, ale nie była pewna czy trafiła. Stłumiła w sobie pokusę, by zostać tu dłużej i zmierzyć się z pozostałymi członkami grupy szturmowej. Skryła się za owalnym przełazem, a będąc już z drugiej strony upewniła się, że klapa bezszelestnie wskoczyła na swoje miejsce.
      Wróciła do błyskających zimnymi światłami modułów głównego węzła energetycznego. W kilku miejscach odcięła zasilanie, wyjmując pomarańczowo-czarne płytki bezpieczników, a potem zjechała do awaryjnej sterowni. Afrodyta już tam dotarła.
      — Przyleciało ich trzynastu — powiedziała. — Przyparłam do muru tego, który pilnował ich łajby, więc od razu zaczął gadać. Brzydki jak noc. Mieli ze sobą tylko podstawowe wyposażenie. Nie wykryłam śladów niczego naprawdę niebezpiecznego, żadnych środków biologicznych czy chemicznych.
      — To dobrze, króliczku. Razem piętnastu, nie licząc twojego. Pięciu już wysłałam na tamten świat. Co do dwóch następnych nie mam pewności. Tak czy siak, zostało dziesięciu.
      — Znając ciebie, myszko, to raczej ośmiu. Zresztą, zaraz zobaczymy. Weźmy się do galopu!
      Zabrały się do dzieła. Należało posprzątać w tym tnącym zimną próżnię chlewie. Nadawały na tej samej fali. W mig osaczyły kosmicznych piratów, depcząc im po piętach i blokując sektory, które tamci okupowali. Przyglądały się im jednocześnie przez wysokiej rozdzielczości kamery pokładowe, dające dobry obraz mimo świateł awaryjnych. Sześciu było martwych, jeden ciężko ranny. Ten dogorywał. Pozostali, faktycznie ośmiu, skupili się wokół rozwścieczonego Cyrusa. O czym rozmawiali, nie usłyszały, bo szeptali sobie do uszu.
      — A zakładnicy? Czyli obsługa? Gdzie ich ukryli?


14.08.2009 :: 11:50
Link |  | Hurysy z katalogu