EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Najpierw był komiks


      Piątek, 28 kwietnia, jestem w kinie Galaktyka na filmie „Ghost in the Shell”. Film ma już swoją historię. Najpierw był japoński komiks (manga z gatunku science fiction), wydawany w latach 1991-2003, potem przyszły filmy i seriale anime, wreszcie film aktorski. Premiera amerykańskiego filmu ze Scarlett Johansson w roli głównej miała miejsce 18 marca 2017 r., zabawne, bo w moje imieniny.
      Świat przyszłości został ukazany z dużym rozmachem i z dużym smakiem. Bohaterem jest Motoko Kusanagi, kobieta cyborg, mająca mózg ludzki, a całą resztę sztuczną. Walczy z cyberprzestępcą, Władcą Marionetek, który okazuje się tworem z tej samej stajni, co ona. Tematem jest stosowanie ghost hackingu na skalę operacji wojskowych. Krótko mówiąc, tak jak można zhakować komputer w dzisiejszych czasach, tak też będzie można w dalekiej przyszłości zhakować mózg ludzki, zniszczyć wspomnienia, czy zafałszować odbierane bodźce.
      Produkcja należy do znaczących w gatunku science fiction. Bracia Wachowski przyznali się ponoć, że czerpali inspiracje z „Ghost in the Shell” przy kręceniu trylogii „Matrix”. W czasie oglądania filmu mimowolnie nasuwają mi się porównania do „Hurys z katalogu” i „Enbargonek”, czyli ślicznotek z Galaktyki Andromedy. Wcześniej nie miewałem w kinie tego typu skojarzeń. Świat moich bohaterek jest jednak inny niż w tej produkcji, dużo delikatniejszy i bardziej optymistyczny. Odnoszę wrażenie, że z tymi książkami wchodzę tam, gdzie „Ghost in the Shell” nie sięga. Eksponując żywe wątki obyczajowe, uwalniam się od mroków tradycyjnej fantastyki i jej komiksowych uproszczeń.


29.04.2017 :: 10:06
Link | Komentuj (0) | Recenzje filmowe