EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Najpierw był komiks


      Piątek, 28 kwietnia, jestem w kinie Galaktyka na filmie „Ghost in the Shell”. Film ma już swoją historię. Najpierw był japoński komiks (manga z gatunku science fiction), wydawany w latach 1991-2003, potem przyszły filmy i seriale anime, wreszcie film aktorski. Premiera amerykańskiego filmu ze Scarlett Johansson w roli głównej miała miejsce 18 marca 2017 r., zabawne, bo w moje imieniny.
      Świat przyszłości został ukazany z dużym rozmachem i z dużym smakiem. Bohaterem jest Motoko Kusanagi, kobieta cyborg, mająca mózg ludzki, a całą resztę sztuczną. Walczy z cyberprzestępcą, Władcą Marionetek, który okazuje się tworem z tej samej stajni, co ona. Tematem jest stosowanie ghost hackingu na skalę operacji wojskowych. Krótko mówiąc, tak jak można zhakować komputer w dzisiejszych czasach, tak też będzie można w dalekiej przyszłości zhakować mózg ludzki, zniszczyć wspomnienia, czy zafałszować odbierane bodźce.
      Produkcja należy do znaczących w gatunku science fiction. Bracia Wachowski przyznali się ponoć, że czerpali inspiracje z „Ghost in the Shell” przy kręceniu trylogii „Matrix”. W czasie oglądania filmu mimowolnie nasuwają mi się porównania do „Hurys z katalogu” i „Enbargonek”, czyli ślicznotek z Galaktyki Andromedy. Wcześniej nie miewałem w kinie tego typu skojarzeń. Świat moich bohaterek jest jednak inny niż w tej produkcji, dużo delikatniejszy i bardziej optymistyczny. Odnoszę wrażenie, że z tymi książkami wchodzę tam, gdzie „Ghost in the Shell” nie sięga. Eksponując żywe wątki obyczajowe, uwalniam się od mroków tradycyjnej fantastyki i jej komiksowych uproszczeń.


29.04.2017 :: 10:06
Link |  | Recenzje filmowe