EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Niby-raj z sylfidami: Grace


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Cierpliwie czekająca na mnie Grace nie przypominała groźnego szefa, któremu nie należy wchodzić w drogę. Tym niemniej budziła respekt. Odrobinę mnie onieśmielała i była zdolna utrzymać mnie na dystans. Świadoma swej urody mogła bez obawy spoglądać na mężczyzn z góry. Lekko kręcące się włosy, ciemna karnacja skóry, nieco krągłe kształty i rewelacyjnie piękne piersi decydowały o jej atutach. Była efektowna i wyglądała tak, jakby ściągnięto ją z planu wyjątkowo drogiej produkcji filmowej. Takich babek nie spotykało się na ulicach. Przywodziła na myśl dojrzałą brzoskwinię, pękającą od nadmiaru słodkiego soku. I szykownie wyglądała w tym, co miała na sobie. Trudno było na nią nie polecieć. Jeżeli zamierzała ze mną się zabawić, to nie musiała się wysilać. Wystarczyłby jeden gest. Gdyby kapryśnie skinęła palcem, pognałbym za nią jak pies z wywieszonym jęzorem, po przyjacielsku przymilając się i łasząc.
      Przyjrzała mi się z odrobiną krytycyzmu. Odniosłem wrażenie, że powinienem włożyć na siebie coś bardziej odpowiedniego.
      — Dzień dobry! Amfibia wylądowała, więc jesteś. Witamy na Eufemii, tak z grecka nazywa się ta zagospodarowana planeta. Jest idealnym miejscem do pracy badawczej i wypoczynku. Widziałeś już swój apartament?
      — Tak, Agnes mi go pokazała.
      — W takim razie powinnam cię poznać z pozostałymi dziewczynami. Jest nas osiem, zajmujemy się różnymi branżami i każda jest w swojej dziedzinie niedościgniona. Ujrzysz wszystkie podczas lunchu.
      — Z przyjemnością się z nimi przywitam — układnie odrzekłem.
      — W międzyczasie mogę zaprowadzić cię do Miriam. Wytrzyj się i wrzuć coś na grzbiet. Poczekam. Ma oranżerię z kwiatami z różnych planet. To bardzo widowiskowe miejsce i warto je zobaczyć w pierwszej kolejności.
      Wytarłem się do sucha i założyłem ciuchy. Potem potuptałem za nią, nie spuszczając wzroku z lekko kołyszących się, kuszących bioder. Trudno, żebym nie był napalony. Musiałem się opanować, żeby jej pieszczotliwie nie klepnąć. Przy pięknych kobietach stawałem się zanadto wylewny. A poza tym zawsze miałem kłopoty z przestrzeganiem zasad savoir-vivre’u. Usiłowałem zmusić moją makówkę do myślenia. Jeżeli Grace była pierwsza na liście, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że spędzę z nią najbliższą noc. Zapowiadało się upojnie. Czy to było możliwe? Oszalałe serce domagało się, by zrobić coś z zegarami. Czy w tym zakątku wszechświata należało czekać do zmierzchu? Co tu się działo? Pomyślałem, że muszę się mocno uszczypnąć i sprawdzić, czy przypadkiem nie śnię. Dziwnym trafem znalazłem się w raju pełnym cudownych hurys. Bo jak inaczej mógłbym nazwać to niezwykłe miejsce z dala od Ziemi?


04.11.2015 :: 07:30
Link |  | Enbargonki