EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Niby-raj z sylfidami: Miriam


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Feeryczny pawilon zrobił na mnie wrażenie. Odurzyła mnie mieszanina woni egzotycznych kwiatów, których tu było bez liku. Intensywnie pachniały, a ich aromaty zdawały się zamieniać to pomieszczenie w krainę baśni. Większość z rosnących tu ozdobnych roślin bezsprzecznie pochodziła z innych planet, bo nigdy takich nie widziałem. Cieszyły oczy delikatnością kształtów i bogactwem kolorów. Z pewnością zebrano tu najciekawsze, poniekąd eksportowe gatunki, gotowe zachwycić każdego, z jakiej strony kosmosu by nie przybył. Mogły konkurować z orchideami. Minęliśmy plątaninę tajemniczych bluszczy o zdobnych liściach i różnych odcieniach brązu i zieleni. Mające pogięte pnie drzewa i krzewy strzelały w górę, zamieniając się pod szklaną kopułą w niby to świątynne sklepienie, rozszczepiające światło słońca na tysiące barw. Szliśmy dalej. Zielone pnącza ocieniały boksy z sadzonkami obsypanymi drobnymi kwiatami. Dalej witały nas drzewka owocowe.
      Zaaferowana pracą w tej nietypowej oranżerii Miriam miała długie blond włosy zawiązane w koński ogon. Była odziana w wygodną jasnoszarą sukienkę z rękawami trzy czwarte i dużymi kieszeniami. Z jednej z nich wystawał wymyślny sekator. Ku memu zdumieniu Grace na jej widok wzięła mnie pieszczotliwie pod rękę, jakby chcąc podkreślić, że jako pierwsza na liście ma do mnie szczególne prawo. Poczułem jej jędrne piersi na swym ramieniu.
      — Hej! — rzekła cicho do blondynki, gdy już podeszliśmy bliżej. Jej gładka twarz o nieco skandynawskich rysach dobrze wyglądałaby na bilbordach. — Mamy już gościa z Ziemi. — A do mnie szepnęła: — Jest druga na liście.
      — William — uprzejmie się przedstawiłem, nie pojmując, dlaczego brunetka lęka się podnieść głos.
      Miriam domyśliła się, że dziwi mnie ten szept. Ujmująco się uśmiechnęła.
      — Witaj, donżuanie! Niektóre z tych udanych roślin reagują na hałas. Krzyknij, to się przekonasz!
      — Nie — cicho zaprotestowała Grace, przewidując, co się może stać. — Nie rob tego!
      Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował zmierzyć się z kosmicznym zielskiem. Odchrząknąłem, szykując się do batalii.
      — Jestem Supermenem — krzyknąłem, zwijając dłonie w trąbkę. Przed laty identycznie popisałem się w szkole. Namówiony przez kumpli, wrzasnąłem tak w połowie lekcji, wprawiając w osłupienie nauczyciela. Wysłał mnie potem do szkolnego psychologa, aby zajął się moją głową.
      Zaszeleściło. Wiszące pod kopułą co poniektóre odrosty opadły w dół, zaciekawione widocznie tym, jak wygląda niecodzienny przybysz z planety Krypton. Zakotłowało się ponad moją głową. Obracały się w moją stronę kielichy kwiatów.
      — Przejdźmy szybko dalej, bo za chwilę się nie wyplączemy — podpowiedziała Miriam, ubawiona moją niepewną miną. — Musiałabym je pociąć sekatorem. — Pokazała na swoją kieszeń. — To moje narzędzie obrony.

07.11.2015 :: 19:00
Link | Komentuj (0) | Enbargonki