EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Niby-raj z sylfidami: Miriam


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Feeryczny pawilon zrobił na mnie wrażenie. Odurzyła mnie mieszanina woni egzotycznych kwiatów, których tu było bez liku. Intensywnie pachniały, a ich aromaty zdawały się zamieniać to pomieszczenie w krainę baśni. Większość z rosnących tu ozdobnych roślin bezsprzecznie pochodziła z innych planet, bo nigdy takich nie widziałem. Cieszyły oczy delikatnością kształtów i bogactwem kolorów. Z pewnością zebrano tu najciekawsze, poniekąd eksportowe gatunki, gotowe zachwycić każdego, z jakiej strony kosmosu by nie przybył. Mogły konkurować z orchideami. Minęliśmy plątaninę tajemniczych bluszczy o zdobnych liściach i różnych odcieniach brązu i zieleni. Mające pogięte pnie drzewa i krzewy strzelały w górę, zamieniając się pod szklaną kopułą w niby to świątynne sklepienie, rozszczepiające światło słońca na tysiące barw. Szliśmy dalej. Zielone pnącza ocieniały boksy z sadzonkami obsypanymi drobnymi kwiatami. Dalej witały nas drzewka owocowe.
      Zaaferowana pracą w tej nietypowej oranżerii Miriam miała długie blond włosy zawiązane w koński ogon. Była odziana w wygodną jasnoszarą sukienkę z rękawami trzy czwarte i dużymi kieszeniami. Z jednej z nich wystawał wymyślny sekator. Ku memu zdumieniu Grace na jej widok wzięła mnie pieszczotliwie pod rękę, jakby chcąc podkreślić, że jako pierwsza na liście ma do mnie szczególne prawo. Poczułem jej jędrne piersi na swym ramieniu.
      — Hej! — rzekła cicho do blondynki, gdy już podeszliśmy bliżej. Jej gładka twarz o nieco skandynawskich rysach dobrze wyglądałaby na bilbordach. — Mamy już gościa z Ziemi. — A do mnie szepnęła: — Jest druga na liście.
      — William — uprzejmie się przedstawiłem, nie pojmując, dlaczego brunetka lęka się podnieść głos.
      Miriam domyśliła się, że dziwi mnie ten szept. Ujmująco się uśmiechnęła.
      — Witaj, donżuanie! Niektóre z tych udanych roślin reagują na hałas. Krzyknij, to się przekonasz!
      — Nie — cicho zaprotestowała Grace, przewidując, co się może stać. — Nie rob tego!
      Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował zmierzyć się z kosmicznym zielskiem. Odchrząknąłem, szykując się do batalii.
      — Jestem Supermenem — krzyknąłem, zwijając dłonie w trąbkę. Przed laty identycznie popisałem się w szkole. Namówiony przez kumpli, wrzasnąłem tak w połowie lekcji, wprawiając w osłupienie nauczyciela. Wysłał mnie potem do szkolnego psychologa, aby zajął się moją głową.
      Zaszeleściło. Wiszące pod kopułą co poniektóre odrosty opadły w dół, zaciekawione widocznie tym, jak wygląda niecodzienny przybysz z planety Krypton. Zakotłowało się ponad moją głową. Obracały się w moją stronę kielichy kwiatów.
      — Przejdźmy szybko dalej, bo za chwilę się nie wyplączemy — podpowiedziała Miriam, ubawiona moją niepewną miną. — Musiałabym je pociąć sekatorem. — Pokazała na swoją kieszeń. — To moje narzędzie obrony.

07.11.2015 :: 19:00
Link |  | Enbargonki