EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Nie należy zapomnieć o syrenim śpiewie


      Papugi znowu narobiły hałasu, na chwilę odwracając jego uwagę. Jego madonny nie interesowały jednak odgłosy przyrody.
      — Pa-tryk — z namysłem powtórzyła usłyszane imię i przez chwilę miał wrażenie, że powinien tak jak ona bez wahania ściągnąć bluzę. Zajrzał w jej niebieskie oczy. Dostrzegł w nich nie tylko skrywany głód, ale i pełne słodyczy oddanie. Wpatrywała się w niego tak, jakby był tym jedynym, na zawsze, panem jej serca. Kochankiem, którego się nie zdradza, nie wymazuje z pamięci i nie porzuca dla innego mężczyzny.
      — Athenais, straszna jesteś! — westchnął, podnosząc się z wyschniętej trawy. Nie wierzył w prawdziwe oddanie i dozgonną miłość. Nie był dotąd bez pamięci zakochany. — Wracamy do chaty — rozsądził, pojmując, że dopóki nie zapadnie zmrok, nie znajdzie sobie miejsca.
      Coś go jednak zatrzymało. Na sękatej desce znaczył się wyryty kozikiem zarys trąbki. — Jasne! — uderzył się w czoło niby pod wpływem nagłego olśnienia. — Jeśli jesteś syreną — odwrócił się do niej — to powinnaś umieć zniewalająco śpiewać. Spróbuj! — bezmyślnie rzucił, ulegając przemożnej potrzebie eksperymentu. Wymownie pokazał na gardło i otworzył usta, symulując wydobywające się dźwięki.
      Zrozumiała, o co mu chodzi. Stanęła przy ścianie chaty, kierując twarz w stronę morza. Przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech, szykując się do syreniej arii. I zaśpiewała, ścinając go z nóg jak drwal z siekierą. Popłynęły zniewalające tony o zadziwiającej mocy. Głos miała czysty, wysoki, wibrujący i hipnotyzujący. Posiadał siłę potężnego afrodyzjaku i obiecywał niewysłowione doznania miłosne. Pojął, że niewiele dotąd wiedział o tym, jak reagują ludzkie zmysły. To przypominało prawdziwe czary. Obezwładniony płynącymi tonami, bezradnie osunął się do jej stóp, skręcając się z bólu i pożądania.
      — Przestań, czarownico! — jęknął, łapiąc się za uszy. Popełnił straszliwy błąd, każąc jej śpiewać.
      Umilkła, on zaś znowu musiał się pozbierać. Myliła swoją aparycją. Wprawdzie wyglądała jak seksowne kociaki z Miami, jednak była syreną z krwi i kości. Reprezentowała inny gatunek. Czuł się tak, jakby był marynarzem na kołyszącej się łajbie. Z trudem utrzymując równowagę wszedł do chaty. Napięcie nie ustąpiło. Rzucało nim po całej sypialni, wreszcie jakoś ochłonął i usiadł. To czekanie na wschód księżyca było katorgą większą niż niewolniczy znój na plantacjach bawełny. Ze ściśniętym gardłem zabrał się do rozmówek, usiłując sklecić jakieś zdania i coś zajmującego z niej wydobyć.


27.12.2009 :: 16:06
Link |  | Syreny z Cat Island