EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Nieśmiertelność


      Westchnął ciężko, podniósł się i pokazał swemu rozmówcy zejście do piwnic. I te zapewne — podobnie jak skarbiec w masywie Olimpu — kryły wiele tajemnic. Urchita odniósł wszakże wrażenie, że Eurypides chce na pewien czas odwlec dalszą rozmowę o tym, co działo się w kosmosie.
      — Zejdź ze mną — zachęcił go. — A pokażę ci moje bardziej osobiste zbiory.
      Kamienne korytarze i ściany nie działały przytłaczająco. Znaleźli się w słabo oświetlonym audytorium. Wszędzie na podestach stały ręcznie wykonane miniatury.
      — To są moje kochane cudeńka — chwalił się przed Mi-irem. — Wyobraź sobie, że sam je wszystkie posklejałem i złożyłem.
      Były tam liczne antyczne budowle, świątynie i pałace wschodnich władców, piramidy i grobowce, otoczone prymitywną palisadą osady, mosty, zaprzężone w zwierzęta pojazdy oraz łodzie i statki.
      Mi-ir oglądał te urokliwe makiety, które wyszły spod ręki nieskończenie cierpliwego rzemieślnika, ale nie bez wstydu i pewnego zażenowania. Były tego setki i począł zastanawiać się, ile sam by podobnych wykonał, gdyby przyszło mu żyć z pięćset albo z tysiąc lat. Potem uzmysłowił sobie z bólem, że — być może — i jego czeka podobny los. Czy nieśmiertelność, ten przywilej bogów, za którym wzdychali zwykli zjadacze chleba, nie była w gruncie rzeczy potwornym przekleństwem i przerażającym więzieniem bez wyjścia? Miał przez moment wrażenie, że widzi jak w lustrze swoją opłakaną przyszłość. Nie tak ją sobie wyobrażał.
      — Przepiękne i pełne czaru — pochwalił gospodarza, starając się zachować takt. — Wymagały talentu i czasu.
      Bez pośpiechu powrócili na górę.

21.02.2004 :: 11:55
Link | Komentuj (0) | Zdrada strażnika planety