EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Oko za oko, ząb za ząb


fragment powieści SF „Enbargonki”

      Kiedy nadeszła pora obiadu, usiadłem przy stole z wyniosłą miną. Zabrałem się do zupy grzybowej. Miałem zamiar pod koniec posiłku ogłosić wolę odlotu, ale dziwnym trafem gniew mi minął. Doszedłem do wniosku, że powinienem spasować. Nie mogłem zachowywać się jak rozkapryszona pensjonarka. Jacqueline i Daisy siedziały przy stole sparaliżowane i blade ze strachu. Nie wiedziały, czym się dla nich skończy niefortunne starcie ze mną. Zrozumiały, że posunęły się za daleko. Śmiać mi się chciało, gdy na nie patrzyłem. Pozostałe madonny były pełne słońca i niczym się nie przejmowały. Przyjęły mnie przecież do swego grona, rozpieszczały mnie, chuchały na mnie i dmuchały. Byliśmy grupą udanych kosmicznych przyjaciół i nic nie wskazywało na to, żebyśmy mieli rozstać się w złości.
      Te dwie czarne owce z końca stołu Grace próbowała usprawiedliwić.
      — Wybacz im, okazały się zbyt dosłowne — wyjaśniła. — Przeholowały, to fakt, ale nie miały złych intencji.
      Przytaknąłem, godząc się z jej słowami. Jednak w mojej głowie zachichotał złośliwy głosik, podsuwający mi ripostę: „Nie męczy cię usprawiedliwianie przyjaciółek? Przecież sama je do tego namówiłaś!”
      Jacqueline wpatrywała się w swój talerz tak intensywnie, jakby między piersią kaczki w miodzie a kaszą gryczaną i sałatką trwał interesujący spektakl, tylko dla niej widoczny. Nie miała apetytu. Wreszcie posłała spłoszone spojrzenie w moją stronę.
      Nie zostało mi nic innego, jak okazać wyrozumiałość pechowym laskom. Tym dwóm suniom naprawdę na mnie zależało. Gdybym skreślił je z listy, zadałbym im straszny cios. O wiele większy niż niewinny sztych nożem.
(...)

      Po posiłku rozgościłem się znowu nad basenem. Zaniepokojone Jacqueline i Daisy wkrótce tam za mną dotarły, by błagać o łaskę.
      — Przepraszamy cię. Byłyśmy zbyt nachalne — rzekła brunetka. — A Daisy chce, żebyś ją ukarał. Oko za oko, ząb za ząb! Będzie wdzięczna, jeśli w odwecie przebijesz jej rękę. Tak jak ona ci to zrobiła.
      Hinduska wyciągnęła w moją stronę wąską dłoń, a drugą ręką podała mi swój zgrabny sztylet. Myślałem, że parsknę śmiechem. Przyciągnąłem ją do siebie, zmuszając, by usiadła mi na kolanach. Zrobiła to ostrożnie, przewidując najgorsze. Może obawiała się, że podetnę jej gardło?
      — Co ja tu widzę? — wodziłem ostrzem sztyletu po jej otwartej dłoni, udając, że wróżę. — Wzgórek Wenus jest duży, jesteś więc gorąca i namiętna. Linia małżeństwa mocno zarysowana, co zapowiada jeden trwały związek. Linia serca dochodzi do wzgórza Jowisza, co oznacza szczęście w miłości. Nieźle, tylko pozazdrościć.
      Oddałem jej sztylet i kazałem wstać.
      — To tyle? — ze zdumieniem zapytała. Na jej twarzy nadal malowała się niepewność.
      Miała duszę na ramieniu, więc musiałem ją uspokoić. Zagrałem w otwarte karty, co mi się rzadko zdarzało. Niczego nie traciłem, przyznając się do uczuć, które do niej żywiłem.
      — Dziecinko, szaleję za tobą, więc jestem gotów wiele ci wybaczyć. A poza tym twoje popisy są zabawne. Nie musisz się lękać. Wierz mi, naprawdę! — Podniosłem się i przyciągnąłem ją do siebie, mocno obejmując. Potem złożyłem na jej ustach gorący pocałunek. — Nie gniewam się. Wkurzyłem się, to fakt, ale już mi przeszło — wyjawiłem.


02.03.2016 :: 07:54
Link |  | Enbargonki