EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Ostatni wakacyjny wygłup


      Zerwała się na równe nogi i nie umiała już usiąść. Zaczęło nią rzucać. Zdradziła mu, że przed planowanym pokazem mody w Luwrze ma do przećwiczenia z Dianą kilka układów tanecznych. Dla zabicia czasu, ale i zarazem po to, by popisać się przed chłopakiem, włączyła muzykę, przyćmiła światła i jęła się kołysać: zrazu leniwie, apatycznie i sennie, później coraz żwawiej. Była gibka jak kobra, zwinna jak pantera i miała wściekłe wyczucie rytmu, co odkrył, gdy muzyka nabrała tempa. Pojął, że ruch jest jej żywiołem. Okazała się doskonała w tej ognistej roli i wtedy przyszła mu na myśl tamta solistka z "Bolera" Ravela. Taniec był namiętny, jej biodra zwodniczo kusiły i nieruchome pozostawały tylko ciemne hipnotycznie błyszczące oczy, których starała się nie spuszczać z Pierre'a. Zdawały się szeptem obiecywać: "Weź mnie, jam twoja!" Gdy utwór się urwał, dziewczyna z rozpędu wylądowała mu na kolanach i z wdziękiem zarzuciła ręce na szyję. Istna wariatka, ale z ikrą. Rozochocona chichotała, a jego dłoń niby to przypadkiem dostała się pod rozpiętą bluzkę, nieomylnie wyłuskując piersi. Podnieciła się tym tańcem, a jej sutki niepokojąco nabrzmiały.
      Mignęła mu myśl, że powinien być wierny Dianie, spoważniał i lekko ją odepchnął. Przestała się uśmiechać i w jej oczach pojawiły się gniewne błyski, ale tylko na moment. Umizgów bogini się nie lekceważyło. Nie dałaby mu odruchowo w mordę, nie odważyłaby się na to. Z energią klasnęła w dłonie i bez chwili wahania zaoferowała mu jeszcze jeden diaboliczny popis. Włączyła muzykę. Kompletnie oszalała, gdyż był to najprawdziwszy striptiz, prawie jak z niesławnego Placu Pigalle. W dwie różne strony pofrunęły bluzka i spódnica. Miała na sobie seksowną czarną bieliznę, skąpy, nie kryjący sutek i wąskim paseczkiem podtrzymujący piersi koronkowy biustonosz i równie skąpe stringi, a także pas z zaczepami do czarnych pończoch. Tych resztek nie zdążyła z siebie zrzucić, gdyż przeszkodził jej Idomeneus. Był przeklęcie rzeczowy i zarazem drańsko ślepy na to, co wyczyniała. Beznamiętnym do bólu głosem powiadomił gości, że właścicielka apartamentu wjeżdża właśnie swym citroenem do garażu. Cóż było czynić? Siła wyższa! Sophie niby to bezradnie rozłożyła ręce, potem w piorunującym tempie pozbierała swoje ciuchy i bez zwłoki zaszyła się z nimi w łazience.

23.09.2004 :: 13:59
Link |  | Obcy z Alfy Centauri