EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Pamięć i tożsamość...


...czyli swoista proklamacja światopoglądu androida.


      Zjadłem śniadanie, golonka z kapustą była niczego sobie, wypiłem do końca zimne piwo i zamyślony udałem się na górę. Wyłuskałem wzrokiem moją miłość. Siedziała przy ekranach, ze skupieniem przeglądając dane. Można było odnieść wrażenie, że jest cichą i oddaną swej pracy sekretarką. Opanowała się, zachowywała spokojnie i nie zwracała na siebie niczyjej uwagi.
      Miałem nadzieję, że już jej przeszło. To, co odkryła, nie było przyjemne dla kobiety, której zależało na tym, by ją szanowano. Odchrząknąłem i zajrzałem jej przez ramię.
      — Saint Thomas d'Aquin? — zdziwiłem się.
      Obejrzała się na mnie. Spojrzenie miała łagodne, tym niemniej w jej wzroku znaczyło się dziwne zacięcie.
      — Mimochodem dotarłam do średniowiecza, posuwając się śladami starożytnych myślicieli greckich. Interesował mnie głównie Platon, bo ten wybitny filozof ateński uczył o reinkarnacji — odrzekła, wskazując drugi ekran. Buszowała po sieci. — Wcześniej od niego orficy i pitagorejczycy. Ciekawiło mnie, gdzie ci geniusze lokowali pamięć. I w związku z tym jak jest z nią u androidów… — znowu obrzuciła mnie wzrokiem.
      Przysiadłem przy niej, z niedowierzaniem śledząc jej poczynania. Jednak nabiła sobie tym głowę. Uzmysłowiłem sobie, że według założyciela Akademii dusza odradzająca się w nowym ciele zapominała o tym, co wcześniej odkryła i czego doznała. Odgrodzona od poprzednich wcieleń i świata wiecznych idei, uczyła się wszystkiego od nowa. Z nami było jednak trochę inaczej. Podlegaliśmy transmigracji, to prawda, ale nie przebiegała ona według wyobrażeń starożytnych filozofów. Nie tkwiliśmy w zamkniętym kręgu narodzin i śmierci, a nasz los wiązał się z zaawansowaną technologią. „Miłuję Platona, lecz milsza mi prawda!” — zachichotał w mojej głowie cichy głosik.
      Pomyślałem, że nie powinienem się angażować, pomimo to odrzekłem:
      — Natura i miejsce pamięci? Składają się na nią zapisy w płatach czołowych i korze mózgowej.
      — Tak, ale po akcji niszczy się mózg androida i kremuje jego ciało, a przecież pamięć pozostaje — szybko odrzekła. — Gdzie te energetyczne zapisy są wtedy przechowywane? Są zatrzymywane w świadomości czy przelewane na jakiś nośnik?
      To i owo na ten temat wiedziałem, w końcu byłem po dziewięciu udanych misjach. Przyszły mi na myśl kognitywistyka i teorie baz danych. Miałem sporo czasu, żeby sobie takie rzeczy w głowie poukładać. Ona zaś dopiero raczkowała. Jednak znajdowaliśmy się już na drugim poziomie i nie powinniśmy byli zadawać sobie podobnych pytań.
      — W moim odczuciu z pamięcią androida jest jak z danymi na dysku tradycyjnego komputera — uparcie kontynuowała, podchodząc do tego zagadnienia po swojemu. — Można część plików trwale usunąć lub najzwyczajniej w świecie zablokować do nich dostęp — mówiła szybko i zdecydowanie, szukając w moich oczach aprobaty. — Myślę, że mam w głowie wszystko, co robiłam w czasie pierwszej misji, tylko że zabezpieczenia uniemożliwiają mi korzystanie z tych zasobów. Jest jeszcze druga opcja — ożywiła się — taka, że te dane posiada koordynator…
      Z dezaprobatą pokręciłem głową.
      — Trzecia, że elektronikę tak sprytnie w tobie ustawiono, byś na własną rękę nie mogła niczego zmienić — uciąłem ironicznie, usiłując sprowadzić ją na ziemię. I dodałem: — Nie wydębisz tego od koordynatora, nic z tego. A jeśli ci się uda, będą ci grozić poważne sankcje.
      Rzucałem grochem o ścianę.
      — Przestań, mam w dupie sankcje, nie wkurzaj mnie — warknęła, omal się nie zrywając. — Nie rozumiesz, że muszę wiedzieć? Szlag mnie trafia i za chwilę ci przyłożę — zagroziła z zadziwiającą pewnością siebie. — Nie opowiadaj takich głupot!
      Nie chciałem się kłócić. Akurat Or-Mat kiwał do mnie ręką, więc ochoczo się podniosłem, opuściłem Ka i udałem do jego boksu. Zbawienna amnezja! Android nie pamiętał nieudanej misji, gdyż boleśnie ciążyłaby mu w czasie późniejszych akcji. Wolny od balastu, nie musiał borykać się ze świadomością popełnionych błędów. Jednakże polemika z tą diablicą nie miała sensu. Obejrzałem się z odrobiną żalu. Wolałem ją w skąpej urzekającej haleczce, spragnioną namiętnych pocałunków i pieszczot. I zaaferowaną modnymi ciuchami.
      Trójoki planował akcje na Ziemi i dobierał sobie wykonawców z pierwszego poziomu. Opanowany i skupiony, emanował pogodą ducha. Usiadłem przy nim, wpatrując się w monitory. Wstydliwie omijałem wzrokiem jego trzecie oko, jakby to była jakaś ułomność. Musiałem się przyzwyczaić do tej przypadłości jego gatunku. Mimowolnie założyłem, że służy ono do specjalnych, paranormalnych celów, ale jak dotąd nie odkryłem, żeby posługiwał się nim inaczej niż parą pozostałych. Nasunął mi się wniosek, że nie jest wcale uzdolnionym telepatą. Chyba że to przede mną ukrywał.


21.08.2011 :: 18:19
Link |  | Bunt androidów