Pięćdziesiąt twarzy Greya


      Jest to historia sadomasochistycznego związku młodego milionera i nieco naiwnej ubogiej studentki anglistyki. Jednak jeśli chodzi o wątek Kopciuszka film nie przebija „Pretty Woman” (1990). Romans jest smutny, nie ma happy endu. Ponadto zapowiadane sceny erotyczne nie robią dużego wrażenia. Jest tego od groma w Internecie, więc człowiek skrycie poziewuje, śledząc to, co aktorzy robią w łóżku. Pod tym ostatnim względem film na pewno nie dorównuje „Emmanuelle” (1974).
      Podobała mi się gra Dakoty Johnson. Jest w filmie bardzo autentyczna. Jako filmowa Anastasia Steele traci dziewictwo z Christianem Greyem. Zabawna jest umowa sponsoringu, którą bogaty Christian usiłuje z nią podpisać.
      Jak się film kończy? W ostatniej scenie skrępowana sznurem naga bohaterka nie wytrzymuje poniżenia, jakiego doznaje ze strony swego kochanka i decyduje się z nim zerwać. Ten rozładowuje się seksualnie, chlaszcząc ją pejczem po słodkim tyłeczku i każąc głośno liczyć zadawane razy. Jaką wiedzę wynosimy z filmu? W związku sadomasochistycznym nie liczą się uczucia. Rozkosz przynosi zadawanie bólu.

PS. Jednak podobno w drugiej części bohaterowie mają się pobrać.




Tak napisali inni:



zojabaciko


Film zrobił na mnie wrażenie tylko pod względem gry aktorskiej (Dakota moim zdaniem spisała się na medal) oraz ścieżki dźwiękowej. Crazy in love przebija wszystko, ale reszta oprawy muzycznej też niczego sobie. Ogólnie z seansu wyszłam lekko zawiedziona, gdyż książka zrobiła na mnie większe wrażenie. No ale nie można mieć wszystkiego ;)

17.02.2015, 20:46 :: 83.31.252.103



| Wróć |