EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2019
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(85)
Publikacje(43)
Cztery pory roku(30)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski









Po co są książki?


fragment powieści SF „Enbargonki”

      W mahoniowej biblioteczce znalazłem dwa rzędy starannie wydanych papierowych książek. Były tu interaktywne atlasy różnych ciał niebieskich Układu Słonecznego, od Merkurego po planety i księżyce w Pasie Kuipera, animowane komiksy, tomy poezji i prozy oraz zbiory bajek. Wpadł mi w oczy „Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Tę ostatnią książeczkę wyjąłem i zacząłem kartkować. Była zdobiona oryginalnymi ilustracjami z XX wieku. Olśniło mnie. Udałem się z nią do sypialni i rzuciłem na łóżko. Otworzyłem na chybił trafił i wytężyłem umysł. Nie, nie, nie zamierzałem jej czytać, co nie znaczyło, że nie żywiłem szacunku do tego francuskiego pisarza, jej autora, bo przecież był lotnikiem. Pomny mych umiejętności, których nie zdążyłem dotąd rozwinąć, próbowałem siłą woli przewracać stronice.
      Coś drgnęło. Kartka, na której skupiłem uwagę, zaczęła dygotać, aż wreszcie odrobinę się uniosła. Naparłem na nią z całej siły.
      — Rusz się, poczwaro! — warknąłem przez zaciśnięte usta. Poczułem, że się pocę.
      Męczyłem się tak kilka minut, próbując różnych sposobów, aż wreszcie papier mi uległ. Posłuszna kartka przewróciła się na drugą stronę.
      — Potrafię! — rozpromieniłem się i z zadowoleniem zatarłem ręce. Pojąłem wreszcie, jak to robić. Nie musiałem się wcale wysilać.
      Zerwałem się i odtańczyłem wokół łóżka niby wokół plemiennego ogniska indiański taniec zwycięstwa. Brakowało mi tylko dzidy i pióropusza. Moje madonny nie kłamały, miałem tego namacalny dowód. Enbargoni wyposażyli mnie w uzdolnienia parapsychiczne. Powinienem był nad nimi popracować.


30.10.2016 :: 17:46
Link | Komentuj (0) | Enbargonki