Przy wtorku
Iście londyńska pogoda. Nie ma wiatru i wprawdzie nie padało, a jednak jest mokro. Siegająca do ziemi wilgotna mgła oblepia wszystko, co da się oblepić i zmniejsza widoczność do zera. Wieczorny spacer jest więc żeglowaniem od latarni do latarni. Brak impulsów zewnętrznych sprawia, że koncentruję się na tym, co czuję. Świat realny w taką pogodę wydaje się nie istnieć.
Czekam na zielone światło, potem machinalnie przechodzę na drugą stronę i skręcam w zaczarowaną boczną ulicę, prowadzącą do... eee... Szczerze mówiąc, nie wiem, dokąd. A jednak chodzi mi po głowie, że powinienem doskonale się orientować w tej okolicy. Ostatecznie mogę sięgnąć po mapę.
Myślami jestem daleko, w innym miejscu i czasie. Gdzie? A to już odrębny temat.
Tak napisali inni:
|
Wróć |