EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2018
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(36)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(9)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (49)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(69)
Publikacje(36)
Cztery pory roku(29)

Starsze wpisy
2002-2004
blog.guziakiewicz.vxm.pl


Strony autora
guziakiewicz.pl
guziakiewicz.eu
guziakiewicz.vxm.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
w świecie iluzji sf
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga


Inne blogi
Ryszard Hop
Wiesław Hop
Edward Bolec
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski


[Księga gości]







Raptory


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      Po posiłku rozstałem się z Rosemary i udałem na platformę ze sprzętem, który miał trafić na powierzchnię globu. Zaciekawiały mnie środki transportu. Spotkałem tam Michaela i Johna. Pracowali od samego rana. Zamierzali testować maszyny do lotów i łaziki na gąsienicach do pokonywania dżungli.
      — Czego szukasz? — ciekawie zapytał Michael. — Pomóc ci w czymś?
      — Chciałbym wziąć skuter powietrzny — powiedziałem. — Marzy mi się, by wybrać się nim do pensjonatu nad brzegiem morza.
      Zaprowadził mnie do niszy, w której stało kilkanaście takich maszyn. Nazywano je raptorami. Miały opływowe kształty, a ich szaro-zielone karoserie cieszyły oczy. Prawdziwe cuda. Niektóre pokryto kolorami maskującymi. Były łatwe w obsłudze, więc mogłem od razu zasiąść za sterami i polecieć. Dzięki finezyjnemu napędowi potrafiły zawisnąć w powietrzu. Przełknąłem z wrażenia ślinę. Miałem już wcześniej do czynienia z takim sprzętem. A poza tym na Ziemi uchodziłem za rajdowca.
      — Do nich są kaski i kombinezony — wyjaśnił Michael. — To ze względów bezpieczeństwa.
      — A jak się stąd wyrwać?
      — Nie otworzę ci luku, nie ma mowy. Na to musisz mieć zgodę Coxa.
      — Też względy bezpieczeństwa? — rzuciłem zawiedziony.
      — I to ty pytasz o takie rzeczy? — z niedowierzaniem pokręcił głową. — Przecież jesteś od pilnowania innych. Ale mogę ci podrzucić jedną maszynę do głównego wejścia. Przed śluzę. Tam już sobie poradzisz. Postawię raptora obok ślizgacza, z którego korzystacie. Wpiszę twój kurs jako próbny.
      Zatarłem ręce z zadowoleniem.
      — Dzięki! Dobry kumpel z ciebie. Jeśli ci to nie przeszkadza, wybrałbym się za pół godziny.
      — Masz szczęście, że wdepnąłeś z rana, bo później będzie urwanie głowy. Swoje robimy, ale to jeszcze nie wszystko. Budzą co poniektórych kolonistów. Postawili na nogi kilku mechaników — zdradził Michael. — Mają zabrać się za naprawę silników.


27.04.2018 :: 18:30
Link | Komentuj (0) | Hegemone