EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA







Recepta na zdradę małżeńską


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      — Byliśmy dziś na powierzchni — zauważyłem.
      — Wiem. Mam nadzieję, że nie zgrywałeś chojraka i przeszedłeś przez śluzę? I przez kabinę dezynfekcyjną?
      — Jak najbardziej — stuliłem uszy. — Emily nas przebadała.
      — To dobrze. Podobno odkryliście tubylcze plemię?
      Pojąłem, że w tym małym światku nie da się ukryć niczego. Postanowiłem więc zagrać w otwarte karty.
      — Trafiliśmy na wioskę amazonek, same młodziutkie kobiety. Jedna przykleiła się do mnie…
      Rosemary zlustrowała mnie z uwagą. W jej cudnych oczach zamigotał lęk. Nie dodałem, że szczenięca bogini z buszu wstrząsnęła całym moim światem i że omal nie straciłem dla niej głowy, bo nie chciałem posuwać się za daleko w swych żałosnych wyznaniach.
      Moja żona nie była nierozgarnięta i w mig się połapała, co się święci.
      — No, nie! Mówisz serio? Chyba mnie nie zdradzisz? A może już to zrobiłeś, misiaczku? I to tuż po nocy poślubnej? Ładnie to tak?
      — Nie obawiaj się, do niczego nie doszło — skwapliwie zapewniłem. — Jednak nie mamy wpływu na ich ryty i zwyczaje. Te suczki są jak młódki z Tahiti, z czasów, kiedy docierali tam pierwsi biali żeglarze, niepohamowane i gotowe na wszystko. Trudno przewidzieć, co się jeszcze stanie.
      Ciężko westchnęła. Podano drugie danie. Oferowano ziemniaki purée z kotletami drobiowymi i sałatką. Wertowała nadal ten śliski temat.
      — Muszę sprawdzić, co mam w instrukcji — smętnie rzekła. — Bo podobno podpisałam, że zgadzam się na zdradę małżeńską. Pod warunkiem, że będzie ona służyć dobru misji.
      Zbladłem z wrażenia. Uczepiłem się tej myśli jak tonący brzytwy. Czyżby Rosemary znalazła wyjście z impasu?
      — Ja też podpisywałem coś takiego? Cholera, lepiej tego nie czytać — obłudnie wymamrotałem.
      Usiłowała się opanować. Nie mogła okazywać słabości, to nie leżało w jej naturze. Strzeliła wzrokiem na obie strony. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami i nikogo nie obchodziło, co dzieje się z naszym małżeństwem, które nagle znalazło się na krawędzi.
      — Spoko, Harry, na pewno nie będę urządzać ci awantur — zaznaczyła. Trzymała fason i była gotowa do miłosnych poświęceń. — Nie będę cię dręczyć, ani ci tego wypominać. Nie cierpię zatargów i scysji. Są poniżające. Jesteśmy przecież cywilizowanymi ludźmi. Jednak dobrze, że mnie ostrzegłeś, kochany, nie zniosłabym śmiechu za plecami — z samozaparciem dokończyła.
      Przeszło mi przez myśl, że moja Rosemary ma zadatki na idealną żonę, wyrozumiałą i umiejącą przymknąć oczy na nieobliczalne wyskoki męża. Nie znałem jej jeszcze od tej strony. W ogóle słabo ją znałem.
      — Jesteś rewelacyjna i nie przeskoczy cię żadna nimfa, ani stąd, ani stamtąd — solennie zapewniłem. — Nie ma piękniejszej i mądrzejszej kobiety na Demostenesie — uderzyłem w wysokie tony.
      — Wiem. — Przyjęła to za dobrą monetę. Była najpiękniejsza i najmądrzejsza. — I pamiętaj, że też mi na tobie bardzo zależy. Nie zamierzam zamieniać cię na innego faceta. Tak czy siak, Harry, dobrze robisz, że grasz w otwarte karty. Nie powinno nas nic dzielić — wyznała.
      Nie byłem jednak do końca szczery. Pojąłem, że chcę mieć i seksowną Rosemary, i zjawiskową turkawkę z buszu. Dłubałem widelcem w talerzu. Czy dawało się to pogodzić? Walczyłem z pokusą. Prawdę mówiąc, wcale z nią nie walczyłem, jakby mój wybór był od dawna przesądzony. Co się za tym wszystkim kryło?


21.02.2019 :: 10:54
Link |  | Hegemone