EDWARD GUZIAKIEWICZ • ZAPISKI • FRAGMENTY UTWORÓW • WYDARZENIA

M E N U

O mnie

Home
2020
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005
2004

Kategorie
Recenzje filmowe(16)
A jeśli jutra nie będzie(37)
Obcy z Alfy Centauri(17)
Hegemone(13)
Bunt androidów(47)
Enbargonki (48)
Hurysy z katalogu(40)
Syreny z Cat Island(8)
Zdrada strażnika planety(23)
Imprezy kulturalne(94)
Publikacje(44)
Cztery pory roku(32)

Starsze wpisy
2002-2004
guziakiewicz.pl/zapiski


Strony autora
guziakiewicz.pl
e.guziakiewicz.pl


Fantastyka
igraszki z czasem
podróże sf
fantasy
mikropowieści sf


Nastolatki
nastolatkom
randka
savoir-vivre
wakacje w Izraelu
z oazą na ty
szukanie Boga
romeo z zaświatów


Inne blogi
Wiesław Hop
Justyna Żelazo
Joanna Duszkiewicz
Andrzej Talarek
Zbigniew Michalski
Małgorzata Żurecka









Recepta na zdradę małżeńską


fragment utworu SF „Hegemone. Myśląca planeta”

      — Byliśmy dziś na powierzchni — zauważyłem.
      — Wiem. Mam nadzieję, że nie zgrywałeś chojraka i przeszedłeś przez śluzę? I przez kabinę dezynfekcyjną?
      — Jak najbardziej — stuliłem uszy. — Emily nas przebadała.
      — To dobrze. Podobno odkryliście tubylcze plemię?
      Pojąłem, że w tym małym światku nie da się ukryć niczego. Postanowiłem więc zagrać w otwarte karty.
      — Trafiliśmy na wioskę amazonek, same młodziutkie kobiety. Jedna — o zgrozo — przykleiła się do mnie…
      Rosemary zlustrowała mnie z uwagą. W jej cudnych oczach zamigotał lęk. Nie dodałem, że szczenięca bogini z buszu wstrząsnęła całym moim światem i że omal nie straciłem dla niej głowy, bo nie chciałem posuwać się za daleko w swych żałosnych wyznaniach.
      Moja żona nie była nierozgarnięta i w mig się połapała, co się święci.
      — No, nie! Mówisz serio? Chyba mnie nie zdradzisz? A może już to zrobiłeś, misiaczku? I to tuż po nocy poślubnej? — snuła domysły. — Ładnie to tak?
      — Nie obawiaj się, do niczego nie doszło — skwapliwie zapewniłem. — Jednak nie mamy wpływu na ich prymitywne ryty i zwyczaje. Te suczki są jak młódki z Tahiti, z czasów, kiedy docierali tam pierwsi biali żeglarze, żywiołowe, niepohamowane i gotowe na wszystko. Nie możemy tam nie latać, bowiem są dla nas ważnym punktem zaczepienia. To bezcenne kontakty. Liczymy, że dzięki nim dotrzemy do obcych, bo wydaje mi się, że to oni nam je skrycie wystawiają. A porozumienie z nimi jest dla nas niekwestionowanym priorytetem.
      Ciężko westchnęła. Podano drugie danie. Oferowano ziemniaki purée z kotletami drobiowymi i sałatką. Wertowała nadal ten śliski temat.
      — Muszę sprawdzić, co mam w instrukcji — smętnie rzekła. — Bo podobno podpisałam, że zgadzam się na zdradę małżeńską. Pod warunkiem, że będzie ona służyć dobru misji.
      Zbladłem z wrażenia. Uczepiłem się tej myśli jak tonący brzytwy. Czyżby Rosemary znalazła wyjście z impasu?
      — Ja też podpisywałem coś takiego? Cholera, lepiej tego nie czytać — obłudnie wymamrotałem.
      Usiłowała się opanować. Nie mogła okazywać słabości, to nie leżało w jej naturze. Strzeliła wzrokiem na obie strony. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami i nikogo nie obchodziło, co dzieje się z naszym małżeństwem, które nagle znalazło się na krawędzi.
      — Spoko, Harry, na pewno nie będę urządzać ci awantur — zaznaczyła. Trzymała fason i była gotowa do miłosnych poświęceń. — Nie będę cię dręczyć, ani ci tego wypominać. Nie cierpię zatargów i scysji. Są poniżające. Jesteśmy przecież cywilizowanymi ludźmi. Jednak dobrze, że mnie ostrzegłeś, kochany, nie zniosłabym śmiechu za plecami — z samozaparciem dokończyła.
      Zatkało mnie z wrażenia. Przeszło mi przez myśl, że moja Rosemary ma zadatki na idealną żonę. Nie znałem jej jeszcze od tej strony. W ogóle słabo ją znałem.
      — Jesteś rewelacyjna i nie przeskoczy cię żadna nimfa, ani stąd, ani stamtąd — solennie zapewniłem. — Nie ma piękniejszej i mądrzejszej kobiety na Demostenesie — uderzyłem w wysokie tony.
      — Wiem. — Przyjęła to za dobrą monetę. Była najpiękniejsza i najmądrzejsza. — I pamiętaj, że też mi na tobie bardzo zależy. Nie zamierzam zamieniać cię na innego faceta. Tak czy siak, Harry, dobrze robisz, że grasz w otwarte karty. Nie powinno nas nic dzielić — wyznała.
      — Nie sposób się z tobą nie zgodzić. Musimy być prawdomówni — skwitowałem.
      Nie byłem jednak do końca szczery. Co innego myślałem i czułem, a co innego mówiłem. Pojąłem, że chcę mieć i seksowną Rosemary, i zjawiskową turkawkę z buszu. Czy dawało się to pogodzić? Tę grę na dwa fronty? Niestety, związki między nami na pokładach miały charakter monogamiczny. Była to żelazna reguła, której nikt nie kwestionował na Demostenesie. Wysyłający nas w drogę wierzyli, że będziemy karni i zdyscyplinowani. Dłubałem widelcem w talerzu, walcząc z pokusą. Prawdę mówiąc, wcale z nią nie walczyłem, jakby mój wybór był od dawna przesądzony. Co się za tym wszystkim kryło?
      Przyszło mi do głowy, żeby wręczyć ślicznej Polinezyjce drobny prezent i po obiedzie zwędziłem Rosemary jedną z jej stylowych szczotek do włosów. Nie pojmowałem, skąd się we mnie brały takie odruchy. Miałem nadzieję, że tego nie zauważy. Widziałem kilka takich cacek w jej rzeczach. Potem zdobyłem dwie tabliczki czekolady. A na koniec zajrzałem do magazynów, by wyposażyć się w podręczny translator.


21.02.2019 :: 10:54
Link | Komentuj (0) | Hegemone